Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaburzenia psychiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaburzenia psychiczne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2024

Następstwa/ reż. Megan Park

 RAZ, DWA, TRZY - GINIESZ TY! 



Wydaje mi się, że „Następstwa” (oryg. Fallout) to film na jednorazową projekcję – ale za to niezwykle ważną. Oto poznajemy uczniów amerykańskiego liceum na kilka minut przed szkolną strzelaniną. Kolejne kadry to już tytułowe „następstwa” traumatycznego przeżycia. Główne bohaterki, Vada i Mia (niepodważalna chemia pomiędzy Jenny Ortegą i Maddie Zegler), prowadzą  nas w podróż do swoich najciemniejszych miejsc, gdzie czają się najbardziej podstępne demony. Paleta emocji jest powalająca. Od paraliżującego strachu poprzez rozpacz i żałobę, aż do aktywnego działania. Na skutek strzelaniny, a co za tym idzie, śmierci rówieśników, dzieci nie tylko toną w smutku, ale również wycofują się z życia szkolnego i rodzinnego. W historii Vady widzimy to doskonale na przykładzie jej młodszej siostry, Amelii (fenomenalna Lumi Pollack). Cierpi cała rodzina, przyjaźnie wiszą na włosku, a rana, mimo upływu czasu, zdaje się nie zabliźniać.

To bardzo istotny film w dyskusji na temat dostępu do broni w Stanach Zjednoczonych. Nadzwyczaj realistyczny, skupiający się wyłącznie na skutkach strzelaniny i tym, co zostaje, gdy opadnie kurz. Daję dodatkowe plusy za ukazanie wartości płynącej z psychoterapii i za świetne aktorstwo młodzieży. Obejrzyjcie – bez względu na to, czy jesteście za czy przeciw tzw. gun policy w USA. Następstwa traumy są przecież jednakie niezależnie od naszych poglądów.  

sobota, 5 czerwca 2021

Mare z Easttown/ reż. Craig Zobel

 FILMOWA UCZTA Z HBO


Co tu się, proszę Państwa, narobiło! Finałowy odcinek "Mare..." rozwalił serwery HBO, mnogość teorii detektywistycznych połączyła fanów z całego świata, zaś krytycy zaczęli przebąkiwać o potrzebie przyznawania Oscarów w kategorii serial. 

Co najważniejsze - absolutnie słusznie! Kate Winslet została Mare z krwi i kości, niektórzy komentowali, że właściwie nie mogą sobie już jej przypomnieć "sprzed" tej kreacji. Ona JEST Mare: ze swoją zblazowaną miną, w rozciągniętym swetrze i niewystylizowanej fryzurze. 

Tu nie chodzi tylko o morderstwo, choć, faktycznie, sprawa zabójstwa młodej dziewczyny stanowi główny wątek. Jednak warstwa po warstwie dochodzimy do innych kluczowych spraw: traumy żałoby, samobójstwa, rodzicielskiej bezwarunkowej miłości, małomiasteczkowych tajemnic. Każdy z bohaterów odsłania nam kawałeczek siebie, wciąga do swojego świata, który okazuje się być (nie)widzialną nicią połączony ze światem innej postaci. Ta misternie spleciona pajęczyna zdarzeń jest fascynująca! 

HBO nie zawodzi: "Opowieść podręcznej", "Normalni ludzie", "Mare z Easttown." Serio, rozentuzjazmowani miłośnicy nie spoczną, nim świat wielkiego filmu nie wprowadzi kategorii serial, aby takie filmowe brylanciki obsypać należytą ilością nagród. Amen! 

piątek, 5 lutego 2021

Powrót z Bambuko/ Katarzyna Nosowska

 ROZMOWY W TOKU

O ile nasze pierwsze spotkanie z opowieściami zebranymi przez genialną Kasię Nosowską ("A ja żem jej powiedziała") powodowało przeważnie beztroski śmiech, o tyle w "Powrocie z Bambuko" Kasia rozprawia się z dużo poważniejszymi (często niewygodnymi) kwestiami niż (nawiasem mówiąc, urocze) uwielbienie do Kardashianek. 

Tematy można by mnożyć. Kasia przypomina o bohaterstwie samotnych matek, wskazuje na potrzebę uważności i empatii, ale też piętnuje bezcelową (ludzką) pogoń za nieosiągalnym szczęściem. Szczerze wypowiada się na (gorące obecnie) tematy aborcji oraz grzechów Kościoła Katolickiego. Zawsze stoi po stronie dzieci. Podkreśla, że przemoc rodzi przemoc i bywa "cicha jak milczenie." Nie omija tematu alkoholizmu, internetowego hejtu i zdrowia psychicznego. Opowiada o atakach paniki i przemocowych związkach. 

Niezwykle cenne jest to, że pomiędzy gawędziarskim tonem a dykteryjkami autorka ujawni nam również trudne momenty z przeszłości, kiedy, niezależnie od wieku, nie potrafiła zracjonalizować sytuacji i wyrwać się ze szponów emocjonalnego grzęzawiska. 

Ten, kto jest w pewnym stopniu zaznajomiony z psychologią, na pewno dostrzeże, że Kasia ma za sobą porządną (i z pewnością wyczerpującą) terapię, z której kluczowe wskazówki wybrzmiewają czytelnikowi jak kościelny dzwon (czyli: nawet jeśli nie chcesz go słyszeć, to i tak dudni). Słowa Kasi są jak niesione przez rozszalały wiatr ziarno - które być może początkowo upadnie na glebę jałową,  ale już za drugim czy trzecim razem "uleży się" na żyznym podłożu i wyrośnie z niego coś pięknego. 

Tak samo jest z naszą głową. Jeżeli wpuścimy do naszych mentalnych struktur troszkę świeżego powietrza, rozejrzymy się po strychu wpojonych nam od lat schematów i oczekiwań, a nawet wyrzucimy przykurzone kufry sentymentalizmu, to ostatecznie zakasamy rękawy i zarządzimy generalne porządki, a efektem tego będzie świeży, zdrowy umysł i całkiem udane życie. 

"Szkoda serca, które czeka zamrożone - zupełnie jak trzymany w lodzie Walt Disney - aż będzie możliwe uleczenie." Kasia namawia: weź sprawy w swoje ręce, wyjdź z bezpiecznej kilku(nastu)letniej skorupy, oswój zmianę i bądź wreszcie sobą. Fakt, osiągnięcie wiecznego dobrostanu jest poza ludzkim zasięgiem, ale można przecież fajnie żyć, prawda? 

niedziela, 24 stycznia 2021

Hillbilly Elegy (Elegia dla bidoków)/ reż. Ron Howard

 SIDŁA NAŁOGU



Z miejsca zaznaczam, że to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy skusiłam się na ekranizację, nie czytając powieści (mea culpa) - nie mogę zatem odnieść się do głosów krytykujących ewentualne nieścisłości lub wypaczenia. 

Trzeba przyznać, że Ron Howard wykonał kawał dobrej roboty. Film jest świetny, chociaż tematycznie ciężkostrawny - odradzam osobom zmagającym się z nałogami lub świeżo trzeźwiejącym. Nad bohaterami bezustannie unosi się czarna, gradowa chmura. Nawet gdy się uśmiechają (zwłaszcza wtedy!), czujemy pod skórą, że za kilka minut wybuchnie emocjonalna bomba, która zmiecie z powierzchni ziemi jakiekolwiek cząstki radości. 

Tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się alkoholizm. To on jest protagonistą i wokół niego oscylują perypetie innych postaci. Nałóg sprawuje kontrolę nad ciałem i umysłem. Wpierw zżerał od środka matkę Bev, Mamaw (za sprawą jej agresywnego męża alkoholika), by następnie "dopaść" ją samą, a kilka lat później podjąć próby uwiedzenia jej syna, J.D. Vance'a (nota bene narratora historii). O ile ojciec Bev "poprawił się" po kilkunastu latach, zaś J.D.Vance stawił opór przebiegłemu wrogowi, o tyle Bev (w tej roli genialna Amy Adams) wywiesiła białą flagę i z otwartymi ramionami powitała oprawcę. 

Sceny z dzieciństwa J.D.Vance'a przyprawiają o gęsią skórkę (ostrzegam, nie każdy widz jest w stanie przez nie przebrnąć!) - ogrom cierpienia, jakie przysporzyła mu matka, wydaje się nie do zniesienia. Nałóg odsłania nam bezpardonowo wszystkie swoje karty - manipulację, toksyczność, przemoc, brak racjonalnego myślenia, upokorzenia, autodestrukcję. To, że syn Bev "wyszedł na ludzi", można określić mianem cudu. 

"Elegia..." przede wszystkim odziera ze słodyczy obraz rodziny jako oazy spokoju i kolebki miłości. Pomimo wspólnych spotkań i pozornych wielopokoleniowych więzi, to przecież rodzina zafundowała D.J Vance'owi egzystencjalne piekło. Z samego dna wspinał się na kolejne jego kręgi, aby ostatkiem sił się uwolnić i zostawić przeszłość za sobą. Zostawić - nie znaczy zapomnieć. Jest taka scena, w której uzależniony emocjonalnie syn (będący na każdorazowe zawołanie niestabilnej matki, którą oczywiście w wypaczony sposób kocha), decyduje się odwiązać węzeł oplatający mu szyję i zrezygnować z psychologicznego samobójstwa, które konsekwentnie popełniał od kilkunastu lat. Zostawia w hotelu swoją odurzoną alkoholem matkę, symbolicznie (i dosłownie) wypuszcza ją z rąk, aby zawalczyć o siebie i przyszłe życie. 

Nasuwają mi się skojarzenia ze znakomitym skądinąd obrazem "Mój piękny syn" (pisałam Wam o nim rok temu w lutym). Ojciec Nica również po długiej, naznaczonej toksyczną miłością drodze, dociera do muru, za którym była już tylko śmierć własnego jestestwa. On także dokonuje wyboru, pozwala synowi odczuć skutki nałogu na własnej skórze, bez jego pomocnej dłoni. 

Oba filmy są oparte na faktach, co z pewnością wpływa na ich odbiór. Mając przed oczami wydarzenia, które kiedyś NAPRAWDĘ miały miejsce, odczuwany wstrząs jest jeszcze bardziej dotkliwy. Bogu dzięki, te historie w rzeczywistości miały swój szczęśliwy ciąg dalszy. Zarówno Nic, jak i Bev od kilku lat są trzeźwi. 

Gdybym miała okazję, zmieniłabym więc tytuł filmu na: ELEGIA O OCALONYCH.  

środa, 1 lipca 2020

Normalni ludzie/ Sally Rooney

KIM WŁAŚCIWIE SĄ NORMALNI LUDZIE?



"(...) nie jestem religijny, ale czasem naprawdę myślę, 
że Bóg stworzył cię dla mnie."

Co się dzieje, kiedy spotykają się dwie pokiereszowane przez przeszłość osoby, usiłując stworzyć coś na kształt związku? Można przewidzieć: system gierek, niedopowiedzeń, manipulacji i ucieczki od zbliżeń przeplatają się cyklicznie z euforyczną miłością i (nie)pozornymi chwilami szczęścia.

Przekrój przez cztery lata wspólnej szarpaniny i braterstwa dusz, powrotów i odejść, upokorzeń i ekstatycznych uniesień może czytelnika nieźle umęczyć. Mnie osobiście zmęczyło, ale może właśnie dlatego, że "związek" Marianne i Connella jest po prostu realny? Chwilami bywa romantyczny, ale daleko mu do Szekspira czy Austen. Raczej surowy, obdarty ze słodkiej otoczki, jednocześnie wypełniony miłością aż do bólu. Sęk w tym, że za obojgiem ciągnie się ogon paskudnych emocjonalnych doświadczeń, które - nieproszone - wyłażą na wierzch akurat wtedy, kiedy pojawia się szansa na piękny spacer w chmurach, "okno wychodzące na prawdziwe szczęście," którego - jak opisuje autorka -  nie można otworzyć ani się przez nie przecisnąć.

wtorek, 26 maja 2020

Pozwól mi wrócić/ B.A. Paris

KIEDY ZŁOWROGA PRZESZŁOŚĆ STUKA DO DRZWI


Layla znika w tajemniczych okolicznościach, w trakcie powrotu z romantycznego wyjazdu z narzeczonym Finnem. Nigdy nie odnaleziono jej ciała, więc ciągle figuruje w spisie osób zaginionych.

Mija kilka lat, Finn jest w związku z - o, ironio - siostrą Layli, Ellen; planują ślub. Ni stąd, ni zowąd, zaczynają się dziać przedziwne rzeczy. Oboje znajdują w różnych miejscach małe laleczki matrioszki, które zarówno Finn jak i Ellen kojarzą momentalnie z pewną opowieścią z dzieciństwa Layli. Dodatkowo, ktoś twierdzi, że ją widział, ba! nawet sama Ellen jest tego niemalże pewna.

Robi się dość złowieszczo. Finn wdaje się w korespondencję z kimś, kto podaje się za zaginioną dziewczynę i bawi się z nim w kotka i myszkę. Pytanie, czy tym kimś jest osoba, którą zna, czy może którą znali oboje, a może ... (choć wydaje się to surrealistyczne) sama Layla?

Fajnie się czyta, jak wszystkie dotychczasowe powieści B.A. Paris. Typowy (i to nie przytyk) thriller psychologiczny. Końcówka szokuje, więc warto.

PS. Spoiler: Finn nie mówi całej prawdy.

wtorek, 12 maja 2020

Podtrzymując wszechświat/ Jennifer Niven

KTO PODTRZYMUJE TWÓJ WSZECHŚWIAT? 



Dochodzę do wniosku, że dawno już ktoś w tak cudowny sposób nie pisał o uczuciach, jak Jennifer Niven. "Wszystkie jasne miejsca" uplasowały się w mojej pierwszej dziesiątce ever, po czym weszłam w świat Libby i Jacka - i przepadłam. "Podtrzymując wszechświat" ustawię również na podium, bez dwóch zdań!

Wydaje mi się, że Jennifer potrafi oplatać słowami jak nieinwazyjny bluszcz. Te słowa cię pochłaniają, otwierają drzwi do surowego wnętrza bohaterów, gdzie nie ma obłudy, fejku i tajemnic. Kto bowiem napisze "Nasze oczy trzymają się za ręce"? To jest przecież genialne!

W każdym razie mamy tutaj epicką historię Libby i Jacka. Libby - jest znana lokalnej (i nie tylko) społeczności jako najgrubsza nastolatka Ameryki, którą kilka lat temu trzeba było d o s ł o w n i e wyciągać z domu za pomocą dźwigu. Po długim czasie domowego nauczania nastoletnia już Libby decyduje się na powrót do liceum, do gniazda os (a może nie?). Jack z kolei skrywa znaną tylko jemu tajemnicę - cierpi na prozopagnozję, chorobę charakteryzującą się niezdolnością rozróżniania ludzkich twarzy. Schorzenie Jacka najczęściej prowadzi do zabawnych konsekwencji, ale czasami sprawy wymykają się spod kontroli. Chłopak jako tako funkcjonuje, ale na co dzień jest totalnie pogubiony, nie poznaje nawet swojego ukochanego braciszka i rodziców. Kurczowo trzyma się swojej nie-do-końca-idealnej dziewczyny, generalnie pajacuje przed kolegami, aby utrzymać popularność i trzymać fason. Ma burzę sterczących włosów i nieodparty urok osobisty.

Pewnego dnia, z wiadomych jedynie sobie powodów (które wyjaśnia potem w liście do Libby), Jack bierze udział w durnej szczeniackiej zabawie, mającej na celu pogrążenie dziewczyny na oczach całej szkoły. Na skutek tegoż incydentu, w trakcie którego Libby w akcie samoobrony daje mu w pysk, oboje trafiają na zajęcia ze szkolnym psychologiem. Ciąg dalszy MUSICIE poznać sami - to nie tylko przepiękna opowieść o naprawdę wyjątkowej więzi, ale też inteligentna rozprawa ze stereotypami, które zdają się rządzić naszym życiem, a zwłaszcza światem młodych ludzi. Ponadto, pokochacie Libby! Jest bystra, oczytana, uwielbia taniec i stara się dzielnie wytrwać w samoakceptacji. Lubi siebie. Życie porządnie ją pokancerowało, ale to nie pozbawiło jej empatii i wrażliwości. Podąża za mottem Harper Lee, przekazywanym jej przez ukochaną mamę: "Nigdy tak naprawdę nie zrozumie się człowieka, dopóki nie spojrzy się na sprawy z jego punktu widzenia (...) dopóki nie wjedzie się w jego skórę, nie pochodzi się w jego skórze po świecie." I tak jak Libby zawsze chce "przechadzać" się w cudzej skórze, tak i my wchodzimy w skórę jej i Jacka. A dzięki specyfice pisania Jennifer Niven, jesteśmy z nimi jak dobrzy towarzysze, doświadczając zarówno radości, jak i beznadziei, kibicując ich relacji, wierni złotej myśli Harper Lee: "Trzymaj głowę wysoko, a pięści nisko."

środa, 15 kwietnia 2020

Wszystkie jasne miejsca/ Jennifer Niven

"GDYBY TEN BŁĘKIT MÓGŁ POZOSTAĆ NA ZAWSZE"



Na pierwszej stronie uderza w nas motto Ernesta Hemingway'a: "Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania." Swoiste proroctwo - poznamy historię o cierpieniu. O bólu, który finalnie dodaje sił i sprawia, że odradzasz się niczym Feniks z popiołu. 

Pytanie kluczowe brzmi: czy faktycznie to, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni? Niewątpliwie, "Wszystkie jasne miejsca" to nie jest ckliwa lekka opowiastka o młodzieńczej miłości. Fakt - miejscami ją przypomina i to akurat jej zaleta, jednak pod warstwą uroczej i ciepłej niczym pojedyncze snopy wiosennego światła licealnej znajomości ukrywa się "depresyjna czerń" i mrok, który wciąga bohaterów do swojej czarnej dziury.

Theo i Violet spotykają się pewnego dnia na szczycie szkolnej dzwonnicy, oboje z zamiarem (czy na pewno?) pożegnania się z ziemskim cierpieniem, które trawi ich od środka. Theo ma w zasadzie obsesję na temat samobójstwa, potrafi wyrecytować statystyki dotyczące najskuteczniejszych sposobów pozbawienia życia i czeka na odpowiedni moment, by ten czyn zrealizować. Nic więc dziwnego, że wersja oficjalna brzmi, iż Violet ratuje "wariata" Theodora, znanego wszystkim indywidualistę, którego dłuższe szkolne nieobecności owiane są tajemnicą i piętrzącymi się plotkami. Nikt nie wie, że Violet również ma swój czarny świat i broni do niego dostępu jak lwica, a prawdę o wydarzeniach z wieży zna tylko Theo.

Przypadek (?) sprawia, że Theo i Violet pracują nad szkolnym projektem, który okazuje się być początkiem pięknej wyprawy w najbardziej unikatowe okoliczne miejsca Indiany, a wraz z nią - narodzinami wyjątkowej więzi, mającej spoić dwa pokiereszowane serca i uczynić je mocniejszymi i szczęśliwszymi.

Niewiele więcej mogę zdradzić, nie chcąc popsuć zakosztowania prawdziwej literackiej i duchowej przyjemności. Jeśli zdecydujecie się zatopić w tej historii, przekonacie się, co to znaczy, że Theodore Finch jest "obudzony" i jego umysł "nie chce się wyłączyć," dowiecie się, dlaczego Violet odlicza dni do końca roku szkolnego, co to jest Wielkie Potwierdzenie i efekt grawitacyjny jowiszowo-plutonowy, dlaczego bohaterowie cytują "Fale" Virginii Woolf oraz dlaczego Violet miała znaleźć swoją górę, która "na nią czeka."

Świat Violet i Fincha jest utkany cudnymi słowami, z których każde ma znaczenie i wagę, przepełniony pięknem, efemerycznością i poezją. Chcielibyśmy go zatrzymać i przegonić ciemność, hołdując zasadzie, że miłość wszystko zwycięży. Ale! - jeżeli pod tym "wszystkim" kryją się demony i "depresyjne czernie", może się okazać, że siła nawet najpiękniejszej miłości nie wystarcza, by triumfować, a najdzielniejszy i najbardziej wytrwały wojownik odchodzi pokonany, krocząc po zgliszczach wspólnych chwil, dochodząc do punktu, z którego nie ma już wyjścia.

Jestem przekonana, że właśnie owa "surowość" reguł i "życiowość" zdarzeń decydują o tym, że "Wszystkie jasne miejsca" przepełnia przede wszystkim autentyczność, a uczucie Violet i Fincha może być okrzyknięte prawdziwą miłością i nie będzie w tym krzty przesady. Cytowany w książce Cesare Pavese napisał: "Nie pamięta się dni, pamięta się chwile." Violet i Finch mają swoje jasne chwile i jasne miejsca oraz swoją wyjątkowość, której pozazdrościłby niejeden śmiertelnik, a mrok i czerń sprawiają, że są ludźmi z krwi i kości, nie zaś wymysłem wyobraźni przeciętnej powieściopisarki niemającej pojęcia o cierpieniu. Pokochacie ich natychmiast, jestem pewna.  

piątek, 3 kwietnia 2020

Pacjentka/ Alex Michaelides

"LECZ CZEMU ONA STOI TAK, MILCZĄCA" 


"Wierzę, że wszyscy jesteśmy wariatami, tylko w różny sposób." 



Z jednej strony gratuluję autorowi TAKIEGO debiutu powieściowego, a z drugiej - ślę wyrazy współczucia, ponieważ nie wyobrażam sobie sięgnąć na podobne wyżyny po raz kolejny.

"Pacjentka" to jest zdecydowanie fenomen literacki. Świetnie napisana opowieść o młodym psychoterapeucie, Theo, który za punkt honoru stawia sobie pracę z Alicią - zabójczynią męża, przebywającą w zakładzie psychiatrycznym. Ba! Celowo się tam zatrudnia, aby do niej dotrzeć.

Nie jest to zwykła terapeutyczna praca, albowiem Alicia od czasu zabójstwa milczy. Jest w powieści takie świetne określenie: wycofanie się "na ziemię niczyją choroby psychicznej." Zatem Alicia nie mówiła nic, kiedy ją aresztowali, nie mówiła również później w trakcie procesu, aż w zasadzie lekarze machnęli ręką i skupili się na odpowiedniej dawce leków, które zagwarantowałyby bezpieczeństwo zarówno jej, jak i otoczenia.

Theo nie daje za wygraną i wkręca się w swoiste śledztwo, odwiedzając krewnych Alicji, analizując jej dzieciństwo, a nawet - jak twierdzi kolega z pracy - dając się mentalnie "uwodzić." Jego zainteresowanie Alicią zakrawa o obsesję.

Oprócz tego poznajemy codziennie życie Theo, jego nieudane dzieciństwo oraz - wydawałoby się - udane małżeństwo.

Tyle mogę powiedzieć. Resztę MUSICIE przeczytać sami. Powiem jedynie, że w pewnym momencie poziom adrenaliny osiągnie apogeum. Po prostu padniecie z zaskoczenia, gwarantuję! Jak dla mnie majstersztyk.

sobota, 22 lutego 2020

Tak Cię straciłam/ Jenny Blackhurst

NIE UFAJ NIKOMU


Dzieciobójczyni. 

Susan opuszcza szpital psychiatryczny 3 lata po tym, jak została oskarżona o zabójstwo swojego malutkiego synka. Pomimo że kompletnie nie pamięta momentu morderstwa (wie tylko tyle, ile zeznali inni), uwierzyła w swoją winę i zaakceptowała karę. Wersja oficjalna: zabójstwo w trakcie depresji poporodowej. 

Próbuje zacząć życie "od nowa" (na tyle, na ile się da), z nową tożsamością, w innym miejscu. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć - zaczynają dziać się osobliwe rzeczy. Zdjęcie starszego chłopca podrzucone w kopercie, wycinek artykułu sprzed lat znaleziony w torebce, włamania - jednym słowem szereg niewytłumaczalnych zjawisk, które mogą szybko doprowadzić do obłędu.  

Nie ujawnię szczegółów, gdyż w ten sposób zepsułabym całą zabawę. Ale powiem Wam, że powieść jest świetna, a tzw. drugie dno faktycznie przyprawia o gęsią skórkę. Okazuje się, że właściwie niczego (nikogo) nie można być pewnym, że zapomniane (pozornie) sprawy sprzed kilkunastu lat mają swój ciąg dalszy, a upiory z przeszłości wychodzą z czeluści na światło dzienne i zamieniają twoje życie w koszmar. 

czwartek, 6 lutego 2020

Dziewięcioro nieznajomych/ Liane Moriarty

UWAŻAJ, GDZIE SPĘDZASZ URLOP



Dziewięcioro nieznajomych, dziewięć historii, z których każda mogłaby być fajnym materiałem na miniserial. Wyruszają do tajemniczego australijskiego spa, gdzie każde z nich - z własnych (głęboko skrywanych) powodów - pragnie doświadczyć "transcendentalnej przemiany" (lub po prostu schudnąć i odpocząć). Ośrodkiem dowodzi pochodząca z Rosji biznesmenka po przejściach - Masza, otoczona dwójką wiernych jak pies współpracowników: Yao i Dalili. (życiorysy tych trojga wypełniłyby kolejne odcinki w/w miniserialu)

Zaczyna się typowo - sesje jogi, nocne eskapady w poszukiwaniu sensu siebie na rozgwieżdżonym niebie, zdrowe odżywianie, detoks od zegarka i mediów społecznościowych. Aż piątego dnia dochodzi do kulminacji, bohaterowie zaczynają odkrywać przerażającą prawdę o miejscu, w którym mieli spędzić dziesięć "wyjątkowych" dni.

Nie chcę wiele zdradzać, ale powiem, że akcja toczy się wartko i książkę pochłania się momentalnie, w oczekiwaniu na finał emocjonalnej jatki. Ujawnię tylko tyle - Masza nie jest taka, jak się wydaje, drzemią w niej uśpione (dotychczas) demony przeszłości, a jej szaleństwo wreszcie znajduje ujście (za sprawą niesubordynowanych gości).

To, co mi przypadło do gustu (poza całokształtem), to rozwiązanie zagadki do końca i stanowiąca klamrę garść satysfakcjonujących  informacji o wszystkich bohaterach na ostatnich stronach powieści. Nie chodzi o łopatologiczny happy end - raczej o pozbawienie irytującego niedosytu towarzyszącego nieraz dobrym powieściom, bez konkretnego finału.

Polecam bez zawahania. Życiowe doświadczenia "nieznajomych" obfitują w pokaźny wachlarz emocji, zahaczając o rozmaite wątki, rozkładając na czynniki pierwsze dręczące traumy, ciężkie jak kula u nogi zahamowania i uporczywie pielęgnowane kompleksy. Warto odnaleźć się choć w jednej z historii lub chociażby poobserwować z boku, pobawić się w krytyka, tudzież dziennikarza i dodać co nieco do swojej wiedzy o zakamarkach ludzkiego umysłu.

niedziela, 19 stycznia 2020

Łańcuch/ Adrian McKinty

NAJCIEMNIEJSZA STRONA CZŁOWIECZEŃSTWA



Kiedyś przeczytałam w książce "Dar strachu" Gavina de Beckera (nota bene, genialna pozycja psychologiczna), że jeśli jesteś w stanie wyobrazić sobie najbardziej potworną zbrodnię ludzkości, to równie dobrze mógłbyś jej dokonać, gdyby życiowe okoliczności zaprowadziły cię w jakiś ciemny mentalny zaułek. 

Zatem - jeśli uważasz, że nie jesteś w stanie popełnić przestępstwa, jesteś w błędzie. Jesteś - jeśli w grę wchodzi życie twoich dzieci. 

W całkowicie zwyczajny i niezwiastujący niczego złego dzień, po podrzuceniu nastoletniej córki na przystanek, Rachel otrzymuje telefon, który wprawia ją w osłupienie. Córka zostaje porwana - aby odzyskała ją żywą, musi postępować według podanych wskazówek i ... porwać inne dziecko. Po następnym porwaniu i przekazaniu zasad gry, jej córka zostanie uwolniona. W ten sposób tworzy się tytułowy "ŁAŃCUCH", który działa już kilka lat i zdaje się nie mieć końca.  

Rachel bez chwili namysłu wchodzi w chory układ. Teraz musi "upolować" kolejne dziecko, uwięzić je i przekazać wytyczne jego rodzicom. Oni robią to samo ... łańcuch trwa. To jest jedna płaszczyzna - co rodzic jest w stanie zrobić dla swojego dziecka. Odpowiedź: WSZYSTKO, także skrzywdzić innych. Ostatecznie na szali i tak zawsze zwycięży życie twojej córki lub syna, a nie to "cudze." Ono już wtedy nie ma takiej wartości. 

Jednak z biegiem wydarzeń dowiadujemy się, kto za "łańcuchem" stoi, migają nam drastyczne obrazy z przeszłości, czyjeś dzieciństwo, okrucieństwo, przemoc, morderstwo. Pojedyncze elementy układanki złożą się w całość dopiero pod koniec powieści. I tutaj uderzy nas to, co było również we wspomnianej przeze mnie książce Beckera. Czyli: możesz jako dziecko przeżyć wiele potworności, a potem wybrać dwie drogi - albo przekujesz to w coś dobrego, albo zanurzysz się w ciemny świat i zapragniesz odwetu. Na losie, na przypadkowych ludziach, na świecie. 

"Łańcuch" traktuje o najczarniejszej odmianie ludzkiego umysłu, którą "hoduje" każdy z nas.  Nie jest jednoznaczne, kto jest przestępcą, kto ofiarą. Tak naprawdę z ofiary bardzo szybko zmieniasz się w kata, jeśli tylko takie postępowanie może ochronić twoich bliskich. Granice się zacierają, bierzesz udział w przestępstwach, które oglądałeś w kinie albo czytałeś o nich na pierwszych stronach gazet. Uczynisz to mimowolnie, jak automat, ponieważ życie twojej rodziny jest warte każdych poświęceń, nawet innych ludzkich istnień. Zostaniesz częścią "łańcucha" - za wszelką cenę.

niedziela, 17 listopada 2019

Aż do śmierci/ Daria Górka

KTO ZGINIE: ON CZY JA? 


Bohaterki tej książki stanęły przed traumatycznym wyborem i dokonały go w afekcie, uprzednio nie planując, a później żałując podjętej decyzji. Decyzji, która de facto ocaliła fizycznie ich życie oraz życie ich dzieci.

Po latach upokorzeń, przemocy fizycznej i równie okrutnej (jeśli chwilami nie gorszej) przemocy psychicznej, bohaterki były zmuszone sięgnąć po nóż i obronić się przed napastnikiem, za co teraz odsiadują karę pozbawienia wolności. Gdy już ten "wybór" się dokonuje, na sali sądowej są traktowane jak sprawczynie. Następuje nieoczekiwana zamiana ról.

Te, które przez kilkanaście lat właściwie czołgały się przez życie, chowając siniaki za tonami makijażu i znosząc obelgi z ust kata, teraz "zyskują" status morderczyń, a w trakcie procesu niewielkie znaczenie ma tło historii i wieloletnia przemoc.

Tak, czasami lata siniaków są tzw. "okolicznościami łagodzącymi", ale zawsze jest to bezwzględny wyrok więzienia, od 3 do 10 lat. Nie ma "zawiasów", nie ma taryfy ulgowej, nie ma całokształtu, jest tylko ten jeden malutki wycinek życia, kiedy zmuszone do samoobrony, zabiły swoich oprawców.

Takie są realia. Zaznaczam, że bohaterkami nie są tylko i wyłącznie - patrząc stereotypowo - kobiety z niższym wykształceniem, z patologicznych środowisk. Taki mit pokutuje od dawna, ale kiedy przeczytamy wywiad z kobietą, która zabiła męża przemocowca, gdy na górze trwały urodziny syna - światopogląd nam się troszkę poszerza. To też pokazuje, na jak cienkiej granicy balansują ofiary przemocy w rodzinie - jeśli przemoc eskaluje (a tak jest zawsze), najczęściej kończy się tragedią. Wiadomo, że ktoś zginie - i teraz rodzi się pytanie: czy mam zginąć ja i osierocić dzieci, zostawić je na pastwę losu u ojca tyrana, czy zginie on, ja odsiedzę karę i potem zawalczę o siebie?

Nie zrozumcie mnie źle, wszystkie bohaterki żałują swojej decyzji. To nie są MORDERCZYNIE, ponieważ żadna z tych zbrodni nie została zaplanowana. Zabójstwa zawsze dokonywały się w trakcie awantur, kiedy oprawca groził śmiercią lub faktycznie już był w trakcie ataku. Każda z nich do końca życia będzie musiała żyć ze świadomością, że pozbawiła kogoś życia, a więc świętości.

Ale kto pomyślał wcześniej o ich życiu? Gdzie była ta świętość, ta ochrona ofiar, kiedy latami zmagały się z opieszałością Policji lub niesprawiedliwością sądów? Co takiego musi się wydarzyć, żeby zaistniała jakaś faktyczna siatka pomocy dla skrzywdzonych rodzin? Odizolowanie od sprawcy, lokum dla uciekających matek, warsztaty psychologiczne, pożyczki na nowe życie. JAKIE szanse mają ofiary, żeby wyjść z obłędu, zanim  będzie za późno?

Rozejrzyj się wokół. Może masz przy sobie, może za ścianą, kobietę, która cierpi, dzieciaki, które są świadkami przemocy. Może słyszysz awantury i nie chcesz "się wtrącać." Najprostsza droga to zamiatanie brudów pod dywan. A potem wybucha bomba i sąsiedzi w głowę zachodzą, powtarzając: no tak, coś tam było słychać, ale wie pan...

Co takiego musi się zmienić w świadomości ludzi, żeby umieli wyjść ze swojej bezpiecznej strefy i mieć cywilną odwagę zadzwonić na Policję, gdy widzą krzywdzoną rodzinę? Matko, czy masz odwagę powiedzieć swojemu synowi, że nie zachowuje się normalnie? Siostro, czy przetłumaczysz swojemu bratu, że musi iść na leczenie, bo swoją agresją sprawia ból bliskim osobom? Kumplu, czy odezwiesz się do swojego kolegi, gdy dostrzeżesz jego niebezpieczne zachowania, patologiczną zazdrość i zaborczość lub brak szacunku do swojej partnerki? Sąsiedzie, czy będziesz zeznawał na sali sądowej, aby potwierdzić, że za drzwiami trwała przemoc?

Pomoc zaczyna się od UWAŻNOŚCI. Zauważ, posłuchaj, uwierz, zaoferuj schronienie, cokolwiek. Ta książka nie zostałaby napisana, gdyby ktoś parę lat przed zbrodnią, wyciągnął dłoń i pokazał kobietom, że można żyć inaczej. Poczytaj o przemocy, przestań powtarzać frazesy typu "sama się prosiła" lub "trzeba było odejść" - otwórz oczy, zdobądź wiedzę, nie osądzaj. STAŃ PO STRONIE SKRZYWDZONYCH, zawsze.

niedziela, 13 października 2019

The Act/ twórcy: Michelle Dean, Nick Antosca

ZABIĆ, ŻEBY OCALEĆ 


Czy jest coś, czego matka nie zrobi dla swojej córki?
Czy jest coś, czego córka nie zrobi dla ... siebie?

Duży skrót: uwikłana w wieloletni toksyczny związek z zaburzoną matką Dee Dee, nastoletnia Gypsy Rose Blanchard wraz ze swoim chłopakiem, planuje zbrodnię i rękami chłopca matka zostaje zamordowana.

Sprawa wstrząsnęła całą Ameryką. Gypsy była pod pieczą największych fundacji charytatywnych w kraju, duet matka-córka gościł na każdym evencie, świat rozpływał się nad poświęceniem Dee Dee i kalectwem Gypsy. Kto mógł podejrzewać, że jeżdżąca od lat na wózku, bezzębna, łysa Gypsy, w nocy "rozprostowuje kości" i podjada zakazany przez matkę cukier? Jak to możliwe, że żaden z licznych lekarzy nie zorientował się, że dokumentacja medyczna córki nie trzyma się kupy, że matka wykazuje cechy zaburzenia, że Gypsy jest niewolnikiem w swoim domu?
Dziewczyna była przywiązywana, karcona, okłamywana na temat swojego wieku. Wmawiano jej upośledzenie umysłowe, białaczkę (!!!) i inne przewlekłe choroby. Nie miała przyjaciół, nie chodziła do szkoły. Matka karmiła ją pozajelitowo, gdyż w ten sposób miała kontrolę nad podawanymi córce lekarstwami - zwiotczającymi mięśnie, powodującymi senność, zaburzenia mowy.
Jeśli zdacie sobie sprawę, że opowieść o Gypsy Rose i jej mamie Dee Dee jest oparta na faktach, jeśli odtworzycie sobie kilka dokumentów na ten temat i wgryziecie się ze zrozumieniem w tę historię, zobaczycie, że dramat rozgrywa się po obu stronach, a tak naprawdę finałowi towarzyszy szereg skrajnych emocji.
Po pierwsze - zrozumienie dla Gypsy. Dziewczyna, faszerowana lekami, ogolona, z brakiem uzębienia, uwięziona fizycznie i mentalnie, bezradna wobec systemu zdrowia, w bezustannym strachu przed matką, szantażowana emocjonalnie - popełnia najgorszą zbrodnię. Zaplanowała śmierć matki, ponieważ tylko w ten sposób mogła się od niej uwolnić. 
Po drugie - szok i odraza. Niestabilny emocjonalnie chłopak Gypsy, bez żadnych skrupułów i wyrzutów sumienia morduje starszą kobietę.
Po trzecie - złość. Kiedy widzimy migawki z życia Dee Dee, dostrzegamy, że toksyczność wyssała z mlekiem matki, że sama borykała się z jej zaburzeniami i prawdopodobnie odziedziczyła chorobę.  Być może, gdyby ktokolwiek odkrył wcześniej na co choruje Dee Dee (zastępczy zespół Munchhausena, polegający na wywoływaniu objawów choroby u dziecka w celu uzyskania emocjonalnej gratyfikacji), Gypsy byłaby na wolności, a matka uzyskałaby fachową pomoc. Tego nie wiemy. Świadomość choroby jest nikła, sprawcy są świetnymi manipulantami, ofiary milczą. 
Joey King w roli Gypsy przechodzi samą siebie. Gdy porównuje się ją z dokumentami na temat zbrodni, podobieństwo fizyczne jest uderzające. Sposób mówienia, głos, gesty - Joey odwzorowała Gypsy w sposób mistrzowski! Patricia Arquette za rolę Dee Dee otrzymała nagrodę Emmy - zasłużenie! Jej Dee Dee jest tak autentyczna, że aż przerażająca, przyprawiająca o dreszcze, często irytująca, a nieraz wzbudzająca współczucie. Chciałoby się nią potrząsnąć, odizolować od córki i uratować życie ich obu. 
Życie napisało inny scenariusz. Gypsy odsiaduje wyrok w więzieniu, wyjdzie na wolność w 2025 roku. Jej chłopak, Godejohn (w serialu świetny Calum Worthy), po 4 latach procesu, przebadany psychiatrycznie pod kątem autyzmu i niepoczytalności, ostatecznie został skazany na dożywocie za morderstwo pierwszego stopnia. 
Serial "The Act" jest niepowtarzalny, to prawdziwa perełka, a must-see! Oparta na faktach historia, genialna gra aktorska, wierność prawdzie. Joey King i Patricia Arquette kreują unikatowy duet. 10/10/ 

piątek, 30 sierpnia 2019

Zranić marionetkę/ Katarzyna Grochola

KIEDY DEMONY WYJDĄ NA SPACER ...



Boże, co tu się narobiło! Nasza ukochana Grochola, która przyzwyczaiła nas do mniej lub bardziej ckliwych (melo)dramatów, weszła w mroczny klimat psychologicznego dreszczowca. I to z jakim przytupem!

Nade wszystko to jest BARDZO DOBRZE NAPISANA powieść. Grochola nie zamęcza, nie przedłuża, nic się nie przeciąga i akcja toczy się wartko - a to duuuuży plus. No i temat przewodni!-  motyw pedofilii łączący wszystkie historie miażdży nas mentalnie już od samego początku, pod koniec poczujemy się mocno przeczołgani, bądźcie na to gotowi!

Wiemy, że zginął zamożny biznesmen, sprawca jest poszukiwany, generalnie jakaś grubsza sprawa. Wiemy, że dwie nastoletnie przyjaciółki zabawiają się na internetowych forach, nieświadome potęgi słowa, a szczególnie - siły internetowych przekazów. Wiemy, że główna bohaterka nosi w sobie traumę i próbuje jej się pozbyć na terapeutycznych sesjach.

Pomiędzy tymi wątkami poprzez narrację zabójcy dowiadujemy się - nieśpiesznie - nie tylko tego, jakie były motywy zbrodni, ale też tego, co się wydarzy, gdy szaleńcze pragnienie zemsty zawładnie umysłem tak bardzo, że człowiek nie cofnie się przed niczym. Najciekawsze jest to, że czytelnik to jakoby ROZUMIE, ale jednocześnie chciałby zapobiec katastrofalnej pomyłce.

Poznajemy różne historie, które - niczym w świetnie napisanym serialu - zazębiają się  - tutaj w osobie zabójcy, a także wpływają na dwójkę głównych bohaterów (policjanta i antropolożki) - Natana i Weroniki. Ci dwoje zmierzą się z własnymi zranieniami i okaże się, że odpowiedź na pytanie "kto zabił" jest tylko jedną z wielu, jakie przyjdzie im analizować.

Przekonamy się, do czego zdolna jest matka, aby chronić swoje dziecko, ale też jak bardzo można się pomylić w osądach i fałszywymi oskarżeniami doprowadzić do etapowej ruiny drugiego człowieka. Grochola potrafi świetnie opisać to, że przeszłość tkwi jak drzazga, uwiera i prowadzi do zainfekowania umysłu. A taki chory umysł może popełniać błędy, w strachu przed kolejnym ciosem. Tymczasem konsekwencją błędów nieokiełznanego umysłu może być nawet śmierć.

Doświadczymy - za pomocą przywoływanych historii - że pedofilia, kojarząca nam się zazwyczaj z brutalnym wykorzystywaniem dzieci, czai się też pod płaszczykiem perfidnych zmysłowych praktyk, że - jak potwierdzają losy jednej z postaci - potrafi zauroczyć, zaprosić do swojego świata, omamić ofiarę i wyprzeć z jej świadomości jakiekolwiek taktyki obronne. To jest dopiero emocjonalna miazga!

Uwaga! Trzeba przygotować się na drastyczne szczegóły, opisy pedofilskich praktyk są naprawdę druzgocące, więc nie każdy czytelnik przez nie przebrnie. Naturalizm, a jednocześnie psychologiczna głębia, są niezbędne, żeby wyznania były przekonujące i żeby tak naprawdę TOWARZYSZYĆ zabójcy w jego drodze do finału, a Natanowi i Weronice w ich niezamierzonej podróży do prawdy, za którą oboje tęsknią.

wtorek, 25 czerwca 2019

Posłuszna żona/ Kerry Fisher

TYLKO PRAWDA CIĘ WYZWOLI


Byłby z tej powieści niezły serial, wielowątkowy, dotykający ważnych życiowych kwestii, a przy tym trzymający w napięciu, miejscami szokujący.

Mamy tutaj dwie pary, dwie (na pierwszy rzut oka) urocze historie małżeńskie we włoskiej rodzinie, na czele której stoi tradycyjna włoska teściowa, hołubiąca swoich synów i nieznosząca synowych (chyba że zmarłych). Jedna z kobiet dopiero co weszła w skostniały schemat rodziny, z nadzieją, że uda się poukładać familijny patchwork i przekonać do siebie zbuntowaną pasierbicę. Jej szwagierka zaś prowadzi sielskie życie u boku nieprzyzwoicie bogatego męża, wychowując syna.

Takie są pozory. Pod spodem idylli kryją się tajemnice, które, jeśliby ujrzały światło dzienne, zburzyłyby święty porządek rodu. Ta książka to przede wszystkim doskonały opis przemocy domowej, rozgrywającej się w czterech ścianach, w złotej klatce, w prywatnym więzieniu. Na pierwszym planie widnieje klasyczny obraz manipulacji, jakiej poddana jest cała rodzina, która, zaślepiona zewnętrznym słodkim małżeńskim wizerunkiem, nie byłaby w stanie dać wiary słowom ofiary. Oto mąż, który nie pozwala żonie zrobić prawa jazdy, zabrania jej wizyt u schorowanego ojca, znęca się nad synem, terroryzuje ich w domowym zaciszu, w którym "obłęd i wstrętne zachowanie stawało się normą." Pytanie, czy kobieta zdoła wyrwać się z przeklętego kręgu i odzyskać upragnioną wolność?

"Posłuszna żona" to przede wszystkim relacja z tej długiej, żmudnej, wieloletniej drogi do wyzwoleniu, do oczyszczenia z brudnych sekretów, złudzeń, fałszerstwa. A także okno na świat dla tych, którym temat jest obcy, kto być może uważa takie kobiety za niezaradne życiowo neurotyczki i nie dostrzega dramatu, w jakie są uwikłane, żyjąc na co dzień ze swoim oprawcą.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Ruchome piaski/ Malin Persson Giolito

PO NITCE DO KŁĘBKA


"Miłość? Nie, nie tęsknię za nią. Ona nie jest ani najważniejsza, ani najczystsza, nigdy nie stanie się mieszanką doskonałą, raczej brudną cieczą. Zanim ktoś jej posmakuje, powinien ją powąchać. Istnieje jednak ryzyko, że i tak nie zauważy, iż jest trująca." 

Nastoletnia Maja zostaje oskarżona o podżeganie, współuczestnictwo, zabójstwo i próbę zabójstwa. W strzelaninie, w której brała udział, zginął jej nauczyciel, kolega, najlepsza przyjaciółka i ukochany chłopak.

Wersja oficjalna brzmi: Maja planowała strzelaninę wraz ze swoim chłopakiem Sebastianem, pomogła mu wnieść do szkoły broń i sama też strzeliła do swojej wieloletniej najlepszej przyjaciółki. Parę godzin wcześniej zginął również z rąk syna ojciec Sebastiana, nieprzyzwoicie bogaty Claes Fagerman.

Prawdy dowiadujemy się stopniowo, krok po kroku odkrywają się karty przeszłości i chronologia wydarzeń pokazuje nam nieco inny obraz całości. Fakty pozostają niezmienne: do strzelaniny doszło i zginęli niewinni ludzie. Pozostaje pytanie: kto za tym stoi i jaki jest udział Mai w popełnionej zbrodni?

Nie jest to łatwa książka i do końca nie definiuje świata jako czarno-białego. To nie jest tak, że Maja wzbudza ogólne współczucie i okazuje się, że wszyscy ją w tą zbrodnię wrobili. W zamian za to otrzymujemy dość szorstką analizę poszczególnych zdarzeń, które wzorem reakcji łańcuchowej przyczyniły się do makabrycznego dnia. Poza emocjami musi tutaj zadziałać rozsądek i wiedza psychologiczna oraz analiza faktów - do tego zresztą dąży adwokat Mai. Niejaki Sander dąży do uniewinnienia dziewczyny, nie zaprzeczając faktom (wiadomo, że do Amandy, przyjaciółki Mai, strzeliła faktycznie sama Maja), ale stając w opozycji kreowanej w mediach chwytliwej historii o dwojgu zaburzonych psychicznie kochanków, którzy postanowili zemścić się na świecie i urządzić krwawą jatkę w swoim liceum.

Trzeba przejść przez ten proces, przez każdą rozprawę i każde wspomnienie Mai, żeby pojąć, że świat przeważnie ma liczne odcienie szarości, miłość bywa toksyczna, pozornie "normalna" rodzina nierzadko tonie w emocjonalnym bagnie, a z powodu narkotyków młodzi gotują się we własnym piekiełku. Kiedy dodamy te wszystkie czynniki, może (ale nie musi) się okazać, że skrywane tajemnice, zaburzenia psychiczne, poranione serca i czarne myśli, jeśli nie w porę wychwycone i uleczone, eksplodują pewnego dnia i doprowadzą do tragedii.

sobota, 15 grudnia 2018

Instrukcja obsługi toksycznych ludzi/ Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska

WSZĘDZIE TA TOKSYCZNOŚĆ


"Instrukcja..." jest jedną z wielu pozycji na rynku typu self-help book, tym razem o tym, jak przetrwać w dżungli wypełnionej emocjonalnymi wampirami. To, co ją wyróżnia, to na pewno styl autorek - raczej surowy, konkretny, niekoniecznie empatyczny.

To może denerwować (mnie osobiście irytowało i nie ze wszystkim się zgadzam), ale z pewnością warto pochylić się nad tą pozycją, żeby poukładać sobie w głowie psychologiczne schematy, a może nawet pogrzebać nieco w swoich życiowych historiach, aby później potrafić zidentyfikować toksyczność i ją od siebie asertywnie odsunąć.

Zatem czego możemy się dowiedzieć? Mój zestaw reguł, który stanowiłby kwintesencję tej książki to:

1. Kochanie kogoś nie jest równoznaczne z tym, że pozwalamy tej osobie nas ranić.
2. Nie każdy nas lubi i nie każdy musi nas lubić.
3. Staranie się za wszelką cenę, żeby ktoś cię pochwalił, też jest toksyczne!
4. Ludzie z zaburzonych domów wracają do zaburzeń.
5. Pozwalając na zło, tworzymy zło. (czyli, idąc za M. L. Kingiem: "jesteś odpowiedzialny nie tylko za to, co mówisz, ale również za to, czego nie mówisz")
6. Poczucie nieszczęścia jest dziedziczne. (przykre, ale prawdziwe, temat mocno eksploatowany w rozmowach obu psycholożek)
7. Większość dorosłych dzieci ze smutnych domów żyje dla innych.
8. (tu będzie ciekawie) Faceci zawsze na początku mówią prawdę. Kobiety są naiwne, a czasami niemądre, gdy sądzą, że będą w stanie coś zmienić.
9. Trzeba słuchać swoich uczuć.  (!!!  niby proste, ale ...)
10. Nic nie zmieni praw młodości i tego, że musimy to życie przeżyć sami. (czyli: daj dziecku swobodę, niech doświadczy cierpienia i smutku, aby docelowo być mądrym człowiekiem)
11. Człowiek mądry wie, że nigdy nie wie, co się zdarzy. (+ NA NIC NIE MA W ŻYCIU GWARANCJI.)
12. JEST ŻYCIE PO TYM ŻYCIU, KTÓRE CI NIE PASUJE! (czyli: nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić, chociaż zmiana jest niewygodna i trudna)
13 Jeśli stawiasz na siebie, znajdzie się odpowiedni facet. (po prostu pokochaj siebie, a potem faceta)
14. Zmniejsz ważność pracy w pracy.  (!!! rada dla wypalających się pracoholików)
15. Rodzimy dzieci dla świata, a nie dla siebie.  (podstawowa złota myśl dla każdego rodzica!)
16. Żyjmy i dajmy żyć innym. (odpuśćmy i nie zbawiajmy całego świata, złota rada dla kobiet-misjonarek i kobiet-siłaczek)
17. Nie można być ciągle szczęśliwym. Są lepsze i gorsze dni, życie polega na zmienności.

niedziela, 1 kwietnia 2018

To the bone/ reż. Marti Noxon

NAJWAŻNIEJSZE JEST TO, CO MÓWI WAGA 


Kiedy rok temu ukazał się na Netflixie "Aż do kości", na film natychmiast wylało się wiadro pomyj za sposób, w jaki zilustrowano zaburzenia odżywiania i praktykowaną tamże terapię. Powiem tak - jest w tym odrobinę prawdy, albowiem niekonwencjonalne sposoby dr Beckhama wydają się być nie tylko dziwaczne, ale również mocno nieskuteczne. Tym niemniej, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że droga do uleczenia (z każdego uzależnienia) wiedzie przez samoświadomość chorego, a nie przymus - potrafimy wówczas pojąć jej sens.

Grupa wsparcia jest w zasadzie sama dla siebie terapią. Jest to swoista wybuchowa mieszanka wszelakich postaci - a nad każdą z nich jak czarna gradowa chmura unosi się widmo choroby. To, co uderza najmocniej, to sztuczki, do jakich uciekają się osoby uzależnione, by przechytrzyć "system" - poczucie ulgi spowodowane poddaniem się anoreksji jest silniejsze niż wszystko inne. Silniejsze niż chęć życia, zdrowie, miłość.

Pozytywne jest to, że twórcy filmu nie wrzucają do jednego worka czynników generujących chorobę. Jednak - zasadniczą rolę odgrywa komunikacja w rodzinie, emocjonalne porzucenie, trochę czynniki genetyczne (depresja matki). Tutaj nic nie jest czarno-białe - tak naprawdę osobą, która walczy jak lwica o zdrowie Ellen jest jej znienawidzona macocha, Susan. Matka Ellen zaś w pewnym momencie załamuje ręce i mówi: zaakceptuję to, jeśli wybierzesz śmierć. Mocne, prawda? 

Lily Collins jako Ellen jest naprawdę sugestywna w swej kreacji, ale to Alex Sharp w roli Luke'a trzyma ten film w garści - wprowadza powiew świeżości, dynamikę i feerię barw - plus poprzez graną postać daje nadzieję, że wyzdrowienie JEST OSIĄGALNE - jeśli pokona się samego siebie.

Zakończenie nieco rozczarowuje, gdyż spłyca temat do metafory DNA, od którego chory ma się odbić, a każdy, kto posiada jakiś zalążek wiedzy na ten temat, wie, że nierzadko dno poprowadzi chorego w ciemność, bez możliwości odwrotu. Powiedzenie uzależnionej osobie: weź się w garść, chrzanisz głupoty, życie jest warte życia - niewiele zdziała, jeśli chory sam nie odczuje, że śmierć jest blisko. Myślę, że to właśnie miał symbolizować niby-sen w niby-zaświatach, niemniej jednak trąciło banałem i amerykańskim happy endem.

Pomimo to warto się pochylić nad tematem, rozejrzeć wokół, aby uwrażliwić się na cierpienie drugiego człowieka. Twórcy filmu, przez pryzmat własnych doświadczeń z zaburzeniami odżywiania (reżyser Marti Noxon i odtwórczyni roli Ellen, Lily Collins), pragnęli zwiększyć świadomość społeczną na ich temat, przybliżyć obraz poranionego człowieka, nad którym choroba przejęła kontrolę i którego wyżera od środka, aż do kości.

środa, 28 lutego 2018

Żółwie aż do końca/ John Green

MIŁOŚĆ NIE ZAWSZE ULECZY


"Nasze serca były złamane w tych samych miejscach. 
To przypominało miłość, lecz może niezupełnie nią było."

Jeśli istnieje idealnie odzwierciedlony obraz zaburzonego ludzkiego umysłu, to z pewnością "Żółwie..." zasługują na to zaszczytne miano. John Green w sposób mistrzowski prowadzi nas do zakamarków umęczonej chorobą psychiczną głowy nastoletniej Azy, pozwalając tym samym otworzyć się na inność, osobliwość, nie oceniając, nie kategoryzując i nie wrzucając do szuflady powszechnie panujących stereotypów. 

Oprócz tego "Żółwie..." to przepiękna i naprawdę unikatowa opowieść o ogromnym pragnieniu miłości, wbrew wszechogarniającym przeszkodom - zewnętrznym (trudna sytuacja życiowa Davisa) i wewnętrznym (choroba Azy). Relacja przepełniona poezją, czystością, dialogiem, ciepłem - nie ma jednak szansy się rozwijać, gdy choroba i natręctwa są silniejsze niż rozsądek i uczucia. Jak sama Aza powtarza, ta spirala nie ma końca. "(...) ukuto mnie w kuźni cudzej duszy" - powie.

Dzięki monologom wewnętrznym Azy i bezpośrednim zapisom gonitwy jej myśli, jesteśmy w stanie wejść w jej głowę i zrozumieć, co odczuwa chory człowiek - świadomy swych dysfunkcji, marzący o wyzdrowieniu i jednocześnie niepotrafiący tego uzdrowienia wywalczyć.