Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tożsamość seksualna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tożsamość seksualna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 lipca 2023

Sztuka obsługi penisa/ Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski

 "NIE MA CO OWIJAĆ PENISA W BAWEŁNĘ"

Uwaga, uwaga! To nie jest książka WYŁĄCZNIE o penisach, chociaż, faktycznie, punktem wyjścia do rozważań o facetach jest niezwykle złożona męska fizjologia. Przemysław Pilarski w formie wywiadu, z dużą dawką humoru i autoironii, podpytuje seksuologa Andrzeja Gryżewskiego o rozmaite męskie problemy, historie i dziwne lub wcale nie-dziwne przypadki, z którymi przychodzą (zgodnie z ideą: tonący brzytwy się chwyta) do gabinetu dzisiejsi faceci. 

Jeśli chcecie poszerzyć perspektywę na temat funkcjonowania mężczyzn i dowiedzieć się, z czym borykają się na co dzień - ta książka jest dla Was. Pan Gryżewski przywołuje różnorodne historie, w których na plan pierwszy wysuwają się wyzwania zawodowe, zdrowotne i psychiczne, do których - niestety - współcześni faceci nie zostali przygotowani.  

To nie wszystko - dowiecie się też, co kryje się pod pojęciami takimi jak gospodarka rabunkowa organizmu czy seks zapośredniczony, jakie są dwa główne filary męskości, czym jest seksualny fast food i dlaczego w seksuologii funkcjonuje zasada "stu pierwszych zbliżeń". Pełno tu również ciekawostek, które wywołują uśmiech lub totalne zaskoczenie - czy wiecie, że penis Rasputina miał 33 cm i można go obejrzeć w Muzeum Erotyki w Sankt Petersburgu? 

Stuprocentowo polecam "Sztukę obsługi penisa" jako wykładnię rzetelnej wiedzy z dziedziny biologii, psychologii i socjologii, a przede wszystkim - jako słodko-gorzki komentarz do dzisiejszych (niełatwych) czasów, w których kształtują się na nowo gender roles, w których każdy z nas próbuje się na swój sposób odnaleźć, szukając w tak zwanym międzyczasie tego jedynego/ jedynej, z którym/ którą chcielibyśmy spędzić resztę życia. 

piątek, 12 czerwca 2020

Pięć zauroczeń/ André Aciman

PIĘĆ (NIE)ZAISTNIAŁYCH MIŁOŚCI



"Po ostatecznym pożegnaniu patrzyłem jeszcze chwilę, jak idzie w stronę centrum, i przystanąłem na placu, myśląc, że mógłbym bez trudu przestać jeździć pociągiem, przeprowadzić się, gdzieś tu niedaleko, zabierać ją w tygodniu do kina i robić wspólnie różne inne rzeczy, a gdyby dobrze poszło, patrzyłbym, jak staje się sławna i coraz piękniejsza, mielibyśmy dzieci, aż pewnego dnia weszłaby do mojego gabinetu oznajmić, że już z siebie wyrośliśmy i popadliśmy w rutynę." 

Taki jest właśnie Aciman! Nikt tak nie pisze o miłości, jak on. Wystarczy jedno spojrzenie, jedna nietuzinkowa, surrealistyczna rozmowa i  już planujesz imiona waszych dzieci - już prowadzisz ją/ go ku spokojnej wspólnej starości - świeży, lekki, uradowany.

Bohater "Pięciu zauroczeń", Paul, zaprasza nas w nostalgiczną podróż do istnego "tsunami uczuć", do swoich pięciu miłości, pięciu osób, które budzą jego zmęczone serce - każdorazowo tak samo intensywnie, prawdziwie, namiętnie, wyjątkowo.

Miłość do starszego mężczyzny, do mężatki czy do koleżanki ze studiów - dla Paula każda z nich stanowi filar jego istnienia, jestestwa, mówi nam o nim i przemawia do niego, kształtując jego serce, modelując je, niczym wytrawny artysta. Nasuwa się nieuchronne pytanie, która z tych historii jest najprawdziwsza - czy ta pierwsza, czy ostatnia, a może któraś "pomiędzy"? Aciman pokazuje, że każda miłość jest pierwsza; Paul odczuwa wszystkie magiczne spotkania na poziomie transcendentalnym, całym sobą, zostawiając za sobą dotychczasowe wątpliwości. Za każdym razem angażuje się kompletnie, gotów "czekać w nieskończoność", a jego uczucie jest wszechobecne, piorunujące, niosące nadzieję na idylliczne zakończenie.

Dlaczego zatem Aciman nazwał je jedynie zauroczeniami, dając tym samym pole do popisu pozbawionym romantyzmu sceptykom? Być może przez ostrożność. A nuż Paul ma przed sobą jeszcze pięć kolejnych historii, zanim jego serce się uspokoi i zakotwiczy w bezpiecznym miejscu, zanim to będzie tylko i wyłącznie miłość.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Znajdź mnie/ André Aciman

POWSTAJĘ Z MARTWYCH, BO TY JESTEŚ



"Zostawiamy po sobie nasze cienie i powierzamy to, czego się nauczyliśmy,
 co przeżyliśmy i co wiedzieliśmy, naszym pogrobowcom."

Boże mój, cóż to była za duchowa, intelektualna i językowa uczta! Istny majstersztyk, literackie wyżyny, na które wspinają się jedynie nieliczni. Świetnie poprowadzona fabuła, co rusz literackie perełki, wielowymiarowi, niesamowici bohaterowie, efemeryczna sensualność, magia, smak, wyczucie - w tej książce jest WSZYSTKO, do czego dążą powieściopisarze, co decyduje o tym, że człowiek tę powieść po prostu pochłania, żyje nią, siedzi w niej myślami.

Niewiele chcę zdradzać, powiem tylko, że cała historia podzielona jest na trzy - nazwijmy to - sekcje. Na początku poznajemy dalsze losy Samuela, ojca Elio. (przecudny miłosny wątek obalający wszelkie stereotypy, kiedy Samuel opisuje Mirandę: "wzbudziła pragnienie rzeczy dotychczas uważanych za na zawsze usunięte z mojego życia") Druga część to nasz ukochany Elio, 20 lat później, słynny pianista, artystyczna dusza, wrażliwiec. (nie mogę spojlerować) Trzecia - Oliver. Mieszkający w Ameryce, planujący powrót do Anglii. Żona, dzieci i tzw. "normalne" życie.

Kto pokochał "Tamte dni, tamte noce", ten da się bez trudu oczarować "Znajdź mnie." Dla mnie to jest literacki Oscar, czytelniczy Golden Globe - który łączy w każdym calu wszystkie marzenia książkoholików. MUSICIE zanurzyć się w świat Acimana, życie jest wtedy piękniejsze!

Nawiązując do początkowej myśli, zanim zostawimy nas naszym "pogrobowcom," trzeba wyruszyć w odważną podróż, by znaleźć tych, do których bezgranicznie należy nasze serce. Tylko śmiałkowie są na tyle szaleni, aby zaryzykować wszystko i podążyć ku prawdzie. A tylko w prawdzie jesteśmy wolni, a nasze serca uskrzydlone.

Autor celnie przywołuje słowa Goethego: "Całe moje dotychczasowe życie było tylko prologiem, tylko zwlekaniem, tylko przepędzaniem czasu, tylko marnotrawstwem, dopóki nie poznałem ciebie."

Niech ta złota myśl będzie podsumowaniem i zapowiedzią tego, co znajdziecie u Acimana.

środa, 15 maja 2019

Noah po prostu jest/ Simon James Green

JESTEŚ TYM CO CZUJESZ


Świetna książka o poszukiwaniu własnej tożsamości seksualnej. Genialnie napisana, będąca wnikliwym spojrzeniem na dorastającego nastolatka, który nie bardzo jest w stanie zrozumieć, co się z nim dzieje, kiedy jego najlepszy przyjaciel nagle pocałuje go na zakrapianej imprezie. Świat staje do góry nogami! Co to było? Co to oznacza? Co z naszą przyjaźnią? Dlaczego mi się podobało? Czemu tak dziwnie się czuję? I wreszcie: CO LUDZIE POWIEDZĄ?

Zatem: (nie) typowe dylematy młodego człowieka, u progu dorosłości, w obliczu odkrywania własnego 'ja'. Ta książka jest tak urocza, tak fantastycznie napisana, że od samego początku trzymamy mocno kciuki, aby Noah i Harry się dogadali i byli razem :)

Po drodze Noah musi sobie poradzić ze szkolnym ostracyzmem, manifestacją swoich poglądów na przemian z syndromem ich wyparcia, zazdrością o Harry'ego, a także pewną wredną intrygą i dość zaskakującą rodzinną tajemnicą.

Całość zachwyca! Najlepsze na koniec: będzie kontynuacja!

czwartek, 3 maja 2018

Tamte dni, tamte noce/ André Aciman

CALL ME BY YOUR NAME 


"to jestem ja, to jesteś ty, tego chcę, między nami jest teraz tylko prawda, a tam, gdzie jest prawda, nie ma barier, nie ma ukradkowych spojrzeń, a jeśli nic z tego nie wyniknie, to niech przynajmniej historia odnotuje, że obaj mieliśmy świadomość tego, co się może wydarzyć."

Jedna z najpiękniej napisanych książek o miłości, w jakie dano mi było się zanurzyć. Język Acimana hipnotyzuje i porywa od pierwszych stron - to jest niebywałe literackie odkrycie, czysta poezja w najbardziej subtelnym wydaniu, istne słowne szaleństwo, skarbnica życiowych prawd. I przede wszystkim - uczucie. Epickie! 

To chyba właśnie misternie utkany język autora sprawia, że opowieść o kiełkującym między młodzieńcem a wakacyjnym gościem uczuciu nabiera głębi i urzeka nawet najbardziej sceptycznego czytelnika. Kto z nas nie karmi się bezwiednie historiami o miłości skazanej na porażkę, sekretnej obsesji, przepełnionej namiętnością i obłędem?  

W powietrzu wisi szekspirowskie fatum. Oto przeklęci kochankowie, którzy mają świadomość, że nie ma dla nich przyszłości -  nie są w stanie z siebie nawzajem zrezygnować. Desperacko chwytają wspólne chwile, kradną czas, oszukując nieuchronne przeznaczenie, nie potrafiąc przeciąć więzi, "tak jak robią neurochirurdzy oddzielający jeden neuron od drugiego." Zasada jest prosta: "zadowoli mnie nawet mniej, pod warunkiem, że będzie mi wolno żywić się tymi ochłapami." 

Oryginalny tytuł "Call me by your name" jest symboliczny i żeby się przekonać, kto kogo nazywa swoim imieniem, trzeba wejść w tę opowieść i dać się jej porwać. 

Destrukcyjna, ale rzeczywista i - co najistotniejsze - prawdziwa siła uczucia napędza kochanków do tworzenia wspólnej historii, pomimo przeświadczenia, że świat im tego nigdy nie wynagrodzi. "Wiedziałem, że nasze minuty są policzone, chociaż nie miąłem odwagi ich liczyć, tak samo jak widziałem, w jakim kierunku to wszystko zmierza, chociaż nie miałem odwagi czytać drogowskazów (...) plotki i upływ czasu mogły wypatroszyć albo obrać do kości wszystko, co nas łączyło." 

Raz podjąwszy decyzję, nie będzie odwrotu, ale w zamian będzie coś, co zostanie do końca, co przetrwa i zaiskrzy po latach, kiedy los da im szansę ponownie się spotkać. 

Po prostu miłość. Niewypatroszona przez upływ czasu, schowana w sercu serc, pierwsza, największa i jedyna. 

niedziela, 4 marca 2018

Simon oraz inni homo sapiens/ Becky Albertalli

WYJDĘ Z SZAFY I BĘDĘ SOBĄ



Świetna lekcja tolerancji i niezły eye-opener dla wątpiących w równość lub pragnących wniknąć co nieco w duszę nastoletniego Simona, który męczy się niemiłosiernie, obawiając się wyjawić światu swoją seksualną tożsamość.

W tzw. międzyczasie Simon nawiązuje intrygującą internetową znajomość z potencjalnym kandydatem na chłopaka (pseudonim Blue), lecz obydwaj decydują się nie odsłaniać prawdziwych danych, pozostając w eterycznym wirtualnym świecie romantycznych listów i wyznań.

Pamiętajmy jednak, że jak w spektaklu na ścianie wisi broń, to na pewno wystrzeli. I tutaj również bomba wybucha w sposób niespodziewany i bardzo dla Simona krzywdzący, ale drzwi szafy otwierają się na oścież i chłopak wreszcie może być tym, kim od zawsze chciał być. Pytanie - czy epicki coming out pociągnie za sobą happy end w sferze uczuć? Na ile odważny jest nieodgadniony Blue i czy zdoła stawić czoła skostniałemu dość otoczeniu, by być z Simonem?

Miłość, przyjaźń, rodzina, akceptacja - w świeżym wydaniu, daje całkiem pokaźną dawkę pozytywnych emocji i składa się na sukces przełamującej sztywne stereotypy historii homoseksualnej relacji między nastolatkami.

piątek, 3 lipca 2015

Nie czas na łzy/ reż. Kimberly Peirce

POSZERZMY HORYZONTY



Fenomenalna Hilary Swank w roli transseksualnego Brandona - rola warta otrzymanego za nią Oskara. (!) Jest to jeden z najbardziej wstrząsających filmów, jakie widziałam, w dodatku oparty na faktach. Nie da się przejść obok niego obojętnie, jeśli posiada się jakichkolwiek rozmiarów pierwiastek empatii.

Wykładnia wiedzy na temat transseksualizmu, lekcja tolerancji, wyciskacz łez i wulkan emocjonalny. Wchodzimy w świat przeżyć głównego bohatera, który jest uwięziony w ciele kobiety. Współczujemy mu i trzymamy kciuki za życie w prowincjonalnym miasteczku, które rządzi się własnymi prawami, takimi, w których nie ma czasu na litość i łzy.