Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 lipca 2021

Biała Jaskółka/ Jacek Taran

O TYM, JAK RUDOWŁOSA NASTOLATKA BUDZI SKUTE LODEM SERCA


"Ludzkie szczenię, co miłości nie zaznało,

co miłości pragnie w serca głębinie,

przez morze przejdzie suchą stopą śmiało,

a lodowego pana czas wnet przeminie".


Była sobie pewna przepowiednia, na której spełnienie czekali mieszkańcy baśniowej krainy Arkaland. W magiczny sposób czternastoletnia, rudowłosa Julia opuszcza przepełnione cierpieniem życie w sierocińcu i przenosi się do świata morfów, rusałek, żywiołaków, bieżeńców czy warginów. Tam dowiaduje się, że czeka ją długa i niebezpieczna wyprawa do lodowej wieży Ajstojer, której uwieńczeniem będzie albo szczęśliwe życie, albo nieuchronna śmierć. Julia z dnia na dzień uświadamia sobie, że bierze udział w odwiecznej walce dobra ze złem. Po drodze, stopniowo odkrywając drzemiące w niej pokłady siły, usłyszy, że ma w sobie moc przebaczenia, a odwaga zawsze rodzi się ze strachu, zaś jej wędrówka jest nadzieją dla zrozpaczonych. A to wszystko ułoży się w całość dopiero na końcu podróży, podczas walki z wszechpotężnym Baal-Peorem. 

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, sami musicie się w tę wyprawę udać. Musicie minąć Dom Jagi, Petromare i Las Praojców, poznać Anatola, Kastora i małą Ullę, doświadczyć lojalnej przyjaźni i rycerskiej wierności, a także miłości, w której nie liczą się ckliwe słowa, tylko szlachetne czyny. 

Dużo tutaj o rodzinie, o nadziei, o czekaniu na lepsze, o śmierci i żałobie, ale też o tym, jak przekuć to, co trudne w to, co piękne, jak "odwrócić się do przeszłości plecami", przywdziać zbroję i walczyć o coś dobrego, zrobić z cierpienia "tarczę, która dodaje siły".

Mieszkańcy krainy wierzą w prastary porządek natury, czerpią z tradycji, ufają prawdom przodków. "Bez pamięci o tym, co było, nie ma wiedzy o tym, co będzie".

Czytając "Białą Jaskółkę", miałam w głowię ukochaną powieść z dzieciństwa - "Bracia Lwie Serce" (A. Lindgren), ale też "Kroniki Narnii" (C. S. Lewis), Biblię czy ... "Vaianę" Disneya. (!) Dlaczego - przekonajcie się sami. 

Drogi Jacku, dziękuję za przesłaną mi powieść. Mój jeden mały zarzut to jej objętość - wiele scen można by skrócić i otrzymać ten sam efekt. Troszkę się dłużyło (sceny walki aż prosiły się o dynamikę i prędkość!), to taka nieśmiała rada na przyszłość, gdybyś uraczył czytelników dalszymi losami Julii! Jeszcze tyle do opowiedzenia! 

niedziela, 14 lutego 2021

#Nie bałam się o tym rozmawiać. Historie bez retuszu/ Joanna Przetakiewicz i bohaterki Ery Nowych Kobiet

 SIŁA JEST KOBIETĄ



Zacznę od Marka Hłaski: "Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego, że jesteś mądra. Że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko potrafisz mądrze ustawić. Za mądrość płaci się cierpieniem, Krystyno. Biedne nieszczęśliwe, mądre kobiety. Żal mi was, bo prawie zawsze giniecie przez głupców. Jesteś mądra Krystyno. Jesteś piekielnie mądra, ty idiotko." 

Krystyną moglibyśmy nazwać zbiorowego bohatera tej książki. Krystyna jest bardzo mądra, bardzo wrażliwa i popełnia bardzo dużo błędów. Joanna Przetakiewicz stworzyła coś niesamowitego: począwszy od siebie, zebrała historie (nie)zwykłych kobiet, z których każda wypełniłaby po ostatnie strony najlepsze psychologiczne powieści. 

Kobiety nie pozostają anonimowe, pokazują twarz, nie należą do świata celebrytów (Bogu dzięki!), są do bólu prawdziwe. Tak, w tej książce ból mógłby być bohaterem drugoplanowym, który pod koniec okazałby się sprzymierzeńcem (niczym uwielbiany przez widzów kryminalista o gołębim sercu). To ból popchnął każdą z bohaterek do wykrzesania z siebie pokładów sił, o których nie miały wcześniej pojęcia. 

Historie "z życia wzięte" czyta się jak dobre literackie opowiadania. Żadne słowo nie razi fałszem, żadne uczucie nie jest wyolbrzymione. Rozwód, choroba, rozstanie, bankructwo, przemoc, nieszczęśliwe dzieciństwo - przecież to wszystko jest jak plastelina, za pomocą której niewidzialne Boskie ręce lepią naszą ziemską podróż, a co za tym idzie - człowieczeństwo. Im więcej przeżyłaś, tym bliżej ludzi jesteś. Bohaterki Joanny Przetakiewicz pokazują, że owszem, Panie Hłasko, może i giną przez głupców, ale podnoszą się jak niepokonany zawodnik, gotowe na kolejną rundę. Mogą oberwać po pysku, mogą nawet znowu się zachwiać lub upaść, jednak w efekcie końcowym to one będą dzierżyć puchar zwycięstwa. 

Siła jest kobietą. Drogie Panie, nie zapominajcie o tym. 

niedziela, 24 stycznia 2021

Hillbilly Elegy (Elegia dla bidoków)/ reż. Ron Howard

 SIDŁA NAŁOGU



Z miejsca zaznaczam, że to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy skusiłam się na ekranizację, nie czytając powieści (mea culpa) - nie mogę zatem odnieść się do głosów krytykujących ewentualne nieścisłości lub wypaczenia. 

Trzeba przyznać, że Ron Howard wykonał kawał dobrej roboty. Film jest świetny, chociaż tematycznie ciężkostrawny - odradzam osobom zmagającym się z nałogami lub świeżo trzeźwiejącym. Nad bohaterami bezustannie unosi się czarna, gradowa chmura. Nawet gdy się uśmiechają (zwłaszcza wtedy!), czujemy pod skórą, że za kilka minut wybuchnie emocjonalna bomba, która zmiecie z powierzchni ziemi jakiekolwiek cząstki radości. 

Tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się alkoholizm. To on jest protagonistą i wokół niego oscylują perypetie innych postaci. Nałóg sprawuje kontrolę nad ciałem i umysłem. Wpierw zżerał od środka matkę Bev, Mamaw (za sprawą jej agresywnego męża alkoholika), by następnie "dopaść" ją samą, a kilka lat później podjąć próby uwiedzenia jej syna, J.D. Vance'a (nota bene narratora historii). O ile ojciec Bev "poprawił się" po kilkunastu latach, zaś J.D.Vance stawił opór przebiegłemu wrogowi, o tyle Bev (w tej roli genialna Amy Adams) wywiesiła białą flagę i z otwartymi ramionami powitała oprawcę. 

Sceny z dzieciństwa J.D.Vance'a przyprawiają o gęsią skórkę (ostrzegam, nie każdy widz jest w stanie przez nie przebrnąć!) - ogrom cierpienia, jakie przysporzyła mu matka, wydaje się nie do zniesienia. Nałóg odsłania nam bezpardonowo wszystkie swoje karty - manipulację, toksyczność, przemoc, brak racjonalnego myślenia, upokorzenia, autodestrukcję. To, że syn Bev "wyszedł na ludzi", można określić mianem cudu. 

"Elegia..." przede wszystkim odziera ze słodyczy obraz rodziny jako oazy spokoju i kolebki miłości. Pomimo wspólnych spotkań i pozornych wielopokoleniowych więzi, to przecież rodzina zafundowała D.J Vance'owi egzystencjalne piekło. Z samego dna wspinał się na kolejne jego kręgi, aby ostatkiem sił się uwolnić i zostawić przeszłość za sobą. Zostawić - nie znaczy zapomnieć. Jest taka scena, w której uzależniony emocjonalnie syn (będący na każdorazowe zawołanie niestabilnej matki, którą oczywiście w wypaczony sposób kocha), decyduje się odwiązać węzeł oplatający mu szyję i zrezygnować z psychologicznego samobójstwa, które konsekwentnie popełniał od kilkunastu lat. Zostawia w hotelu swoją odurzoną alkoholem matkę, symbolicznie (i dosłownie) wypuszcza ją z rąk, aby zawalczyć o siebie i przyszłe życie. 

Nasuwają mi się skojarzenia ze znakomitym skądinąd obrazem "Mój piękny syn" (pisałam Wam o nim rok temu w lutym). Ojciec Nica również po długiej, naznaczonej toksyczną miłością drodze, dociera do muru, za którym była już tylko śmierć własnego jestestwa. On także dokonuje wyboru, pozwala synowi odczuć skutki nałogu na własnej skórze, bez jego pomocnej dłoni. 

Oba filmy są oparte na faktach, co z pewnością wpływa na ich odbiór. Mając przed oczami wydarzenia, które kiedyś NAPRAWDĘ miały miejsce, odczuwany wstrząs jest jeszcze bardziej dotkliwy. Bogu dzięki, te historie w rzeczywistości miały swój szczęśliwy ciąg dalszy. Zarówno Nic, jak i Bev od kilku lat są trzeźwi. 

Gdybym miała okazję, zmieniłabym więc tytuł filmu na: ELEGIA O OCALONYCH.  

sobota, 9 stycznia 2021

Porwana/ twórcy: Natxo López, Ruth García, David Oliva

 TO WSZYSTKO MIŁOŚĆ SPRAWIŁA


Hiszpańska perełka Netflixa. 

Reklamowany jako opowieść o ojcu, który celowo trafia do kolumbijskiego więzienia, chcąc odnaleźć porywacza swojej córki, w rzeczywistości serial jest misternie uplecioną opowieścią o tym, do czego może popchnąć nas miłość. 

W zawrotnym tempie fabuła poszerza się na naszych oczach, wymaga stuprocentowego skupienia i tworzenia mentalnej sieci połączeń. Tutaj każdy bohater ma motyw, który - co gorsza! - jesteśmy w stanie zrozumieć, uzasadnić. 

Absolutnie nic nie jest takie, jakby się wydawało, nikomu nie wolno ufać. Poszczególne odcinki fundują nam wbijające w fotel zwroty akcji, które próbujemy przetworzyć i dopasować do układanki, zanim wystąpią kolejne. 

Na samym początku drogi każdej z postaci pojawiła się miłość - do brata, do córki, do żony - która zdeterminowała później ich życiowe wybory i popchnęła ku błędnym decyzjom. Uniwersalizm uczucia sprawia, że potrafimy wejść w skórę bohaterów, przyznać im rację i - nawet w przypadku mocno kontrowersyjnych etycznie zachowań - powiedzieć: zrobiłbym dokładnie tak samo! 

Plejada oryginalnych postaci - główna bohaterka prawniczka Angelita (rewelacyjna Adriana Paz) przyciąga widza nie tylko cudną urodą, ale nade wszystko silnym charakterem, odwagą i nieustępliwością w walce o sprawiedliwość. Antonio - ojciec, któremu śmierć nie jest straszna, byleby dowiedzieć się, czy ukochana córka żyje. Milena - matka, która obsesyjnie chroni swoje dziecko, gdyż ma ku temu istotne powody. 

Dodajmy do tego niesamowitą grę aktorską, genialny montaż i błyskawiczną akcję, a otrzymamy serial, który (miejmy nadzieję) na stałe zapisze się na kartach kinematografii. Dla mnie 10/10. 

czwartek, 8 października 2020

25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy/ reż. Jan Holoubek

 WOLNOŚCI ODDAĆ NIE UMIEM


Wiemy, o czym jest ten film i z tą (mniejszą lub większą) wiedzą idziemy do kina. Nasza perspektywa poszerza się o drastyczne szczegóły z pobytu pana Tomasza w więzieniu, jak również o detale "procedury" zatrzymania i skazania - wstrząsające sceny z przesłuchania, mataczenie w śledztwie, ekspresowy wyrok. 

Historia znana, przytaczana w wywiadach osobistych pana Tomasza, jak i w publicznych dyskusjach. Ba! Nawet już przez niektórych znienawidzona i oklepana, z przypiętą łatką pt. "Komenda celebryta." (nie ulega wątpliwości, że zawiść to cecha narodowa Polaków) To, co mnie uderzyło w obrazie Holoubka, to wierne odtworzenie niezwykle bliskiej i wyjątkowej więzi łączącej bohatera z jego matką. Agata Kulesza jest świetna - scena, gdy wygraża synowi palcem, krzycząc po oknem szpitala, ukazuje kobietę, która swą siłą pokona każde zło, każdą ciemność. Drobne gesty, uśmiechy, słowa - składają się na piękną całość, która potwierdza to, o czym pan Tomasz niejeden raz wspominał w późniejszych wywiadach - jego rodzina nie poddała się nigdy. Kiedy widzimy ich regularne odwiedziny w więzieniu, podczas których przyprowadzają do wujka Tomka kolejne rodzące się dzieciaki - uśmiechamy się przez łzy. Esencja życia. Miłość. 

Bohaterowie nie są przepiękni, rodem z Hollywood i to też jest dużym plusem filmu. Mieszkają na kupie w małym mieszkanku, znają się jak łyse konie. Skoczą za sobą w ogień. Ludzie prości, z mocnym moralnym kręgosłupem. Bije od nich ciepło i "swojskość."

Dla mnie jest to nade wszystko film o miłości. O tym, że matka dla swojego dziecka zrobi absolutnie wszystko. 

Jest to też film o byciu przyzwoitym. Kiedy policjant Remigiusz przypadkowo odkrywa nieprawidłowości w śledztwie, podejmuje odważną decyzję, by stawić czoło systemowi sprawiedliwości. Jest jedna znamienna scena, kiedy informuje żonę o tym, że jego walka może się źle skończyć i z miejsca zyskuje jej stuprocentową aprobatę - "wiesz, co masz robić," powie mu. Razem z kolegami prokuratorami policjant stawia na szali swoją dotychczasową karierę. Drąży sprawę tak długo, aż na światło dzienne wychodzi niekompetencja organów ścigania, brutalność funkcjonariuszy i presja "osób z góry", by sprawcę (byle jakiego) koniecznie skazać. Dla przeciętnego widza proces Komendy wydaje się totalnie absurdalny, w papierach nie zgadzało się nic. 

Jednak warto być przyzwoitym, prawda? Może i się nie opłaca, ale uratowanie życia drugiemu człowiekowi stanowi sens człowieczeństwa, istotę naszego jestestwa. Żyjemy dla innych, nie dla siebie. 

Końcowe ujęcie, w którym filmowemu Tomkowi użycza papierosa prawdziwy uśmiechnięty Komenda, napawa nadzieją i koniec końców wychodzimy po projekcji do głębi poruszeni, ale szczęśliwi, że sprawa miała taki a nie inny finał. 

niedziela, 19 kwietnia 2020

Kalifat/ twórca Wilhelm Behrman

WOLNOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ


Nieprawdopodobny serial, wobec którego nie sposób przejść obojętnie, nie sposób uniknąć wstrząsu, emocjonalnego rozłożenia na łopatki, gorzkich refleksji na temat życia i beznadziei świata, ale również niekłamanego podziwu wobec nadludzkiej siły kobiet i ich pragnienia wolności. 

Najlepsze w "Kalifacie" jest ukazanie kilku perspektyw wobec islamu i wolności wyznania. Z jednej strony, mamy bowiem młode Szwedki, które tęsknią za swobodą wyznawania muzułmańskiej religii i mają dość ostracyzmu społecznego, który według nich owładnął Europą i doprowadził do utożsamiania każdego muzułmanina z terrorystą. Ziarno pada na podatny grunt i gdy zaczyna się nimi interesować lokalny asystent nauczyciela, Ibbe, "przyjaciel młodzieży", który wspiera dziewczyny w walce "o swoje prawa", nastolatki szybko wkręcają się w wirtualny świat islamskiej propagandy, kuszone wizjami błogiej przyszłości w krajach arabskich.

Z drugiej strony, jedna z nastolatek, Sulle, wychowuje się w bardzo dobrze zasymilowanej, europejskiej, pozbawionej ortodoksji i przemocy rodzinie. Co mają zatem zrobić jej rodzice, kiedy dziewczyna zaczyna nagle chodzić w hidżabie i głosić zmanipulowane prawdy Koranu, argumentując to wolnością wyznania? Zrzucić to na karb młodzieńczego buntu? Gdzie (i czy w ogóle) leży granica wolności? Jak zapobiec chorej indoktrynacji, jak ocalić kobiety przed zniewoleniem? 

W Syrii poznajemy Pervin, młodą matkę, która pragnie wyrwać się z Państwa Islamskiego i powrócić do ukochanej Szwecji. Ta kobieta - niczym June z "Opowieści podręcznej" - rzuca wszystko na jedną szalę, ryzykuje życiem, prowadzi swoją lokalną wojnę, aby tylko ocalić siebie i czteromiesięczną córeczkę. Jej historia jest po prostu niesamowita. Ile ta kobieta ma w sobie determinacji i ducha walki! Mogłaby nimi obdarzyć całą armię krzepkich mężczyzn! Jednocześnie jest wrażliwa i ma piękne serce, za co później przyjdzie zapłacić wysoką cenę.

Żeby nie było, że mężczyźni są wyłącznie źli - trzeba przyjrzeć się postaci męża Pervin, Husamowi. Widz poznaje go w momencie, gdy po kolejnej "akcji" dręczą go koszmary nocne. Stopniowo Husam wręcz traci zmysły, jest coraz bardziej rozdarty wewnętrznie - gorliwie się modli i chce postępować słusznie, jednak nie chce zabijać i sam nie chce umrzeć (w imię bohaterskiego męczeństwa). Przy tym wszystkim wydaje nam się, że szczerze kocha Pervin i próbuje jakoś poskładać do kupy ich nienormalny świat.

OK, no i mamy jeszcze Fatimę, szwedzką policjantkę, która za wszelką cenę usiłuje zapobiec atakowi terrorystycznemu w Sztokholmie, wykorzystując do tego Pervin. Obiecuje jej pomoc, ale odwleka ją w czasie, dopóki nie zdobędzie wystarczająco dużo materiałów o planowanej akcji. (co widza automatycznie wkurza, bowiem podkopuje idealistyczne mity o kobiecej solidarności) Wyobraźcie sobie zatem Pervin, w Syrii, pozbawioną jakichkolwiek praw, z mężem aktywnie działającym w ISIS, która co wieczór potajemnie rozmawia z Fatimą przez telefon - telefon, za posiadanie którego grozi jej natychmiastowa śmierć!

Dla mnie to było jedno z najtrudniejszych filmowych spotkań. "Kalifat" jest brudny, pesymistyczny, groźny, przygnębiający - i chyba przez to zwyczajnie życiowy, bez kolorków i politycznej poprawności. Surowy do zemdlenia, prawdziwy do bólu, zostawi cię w emocjonalnej zgniliźnie, bez nadziei na inny świat. Pomimo tego, a może właśnie dlatego - trzeba to zobaczyć.

niedziela, 1 grudnia 2019

The Testaments/ Margaret Atwood

HISTORIA DOPOWIEDZIANA


Najbardziej nieprawdopodobne w "Testamentach" jest to, że Margaret napisała powieść już po 3 sezonach epickiego serialu "Opowieść podręcznej"! Zrobiła to dla fanów, aby odpowiedzieć na nurtujące ich pytania - czy June przeżyje, czy Gilead upadnie, czy ciotka Lydia otrzyma należytą karę, czy June i Luke odnajdą się po latach, czy córki June zjednoczą się z mamą...  Pierwsza część powstała w 1985 roku - niesamowite, że ta sama pisarka, która stworzyła wówczas przerażającą wizję teokratycznej republiki, w której kobiety nie mają żadnych praw, po ponad 30 latach postanowiła postawić kropkę nad "i" i zamknąć klamrą losy swoich bohaterów. Po 30 latach! 

Na ponad czterystu stronach prawie wszystkie odpowiedzi zostaną udzielone. Nie wszystkie, jakie zapewne przyszły nam do głowy po ostatniej scenie 3 sezonu, kiedy los rebeliantki June pozostaje "w zawieszeniu." Trzeba zaznaczyć, że akcja dzieje się długo po tych pamiętnych wydarzeniach, "Testamenty" nie stanowią natychmiastowego "ciągu dalszego." Spokojnie - nie poczujecie się zawiedzeni! Kiedy odkryjecie, kto stoi za każdą narracją (są trzy) - powali Was na kolana! Wejdziecie w świat nastolatki z Gilead, nastolatki z Kanady i ... jeszcze kogoś, kto odegra najważniejszą rolę w WIELKIM PLANIE. 

Nie zamierzam psuć zabawy, nie będzie tym razem żadnego spoilera, mogę jedynie zapewnić, że zanurzycie się w powieści tak, jak w telewizyjnej "Podręcznej". I podobnie niejeden raz wstrzymacie oddech, kiedy uciemiężone kobiety - jednocześnie niezwykłe wojowniczki - użyją wszelkich sposobów, by walczyć z chorym reżimem. Bo nade wszystko to jest książka o kobietach, o ich sile, lojalności, odkupieniu win (nic nie zdradzę!), pojednaniu, poświęceniu i miłości. NOLITE TE BASTARDES CARBORUNDORUM. 

niedziela, 17 listopada 2019

Aż do śmierci/ Daria Górka

KTO ZGINIE: ON CZY JA? 


Bohaterki tej książki stanęły przed traumatycznym wyborem i dokonały go w afekcie, uprzednio nie planując, a później żałując podjętej decyzji. Decyzji, która de facto ocaliła fizycznie ich życie oraz życie ich dzieci.

Po latach upokorzeń, przemocy fizycznej i równie okrutnej (jeśli chwilami nie gorszej) przemocy psychicznej, bohaterki były zmuszone sięgnąć po nóż i obronić się przed napastnikiem, za co teraz odsiadują karę pozbawienia wolności. Gdy już ten "wybór" się dokonuje, na sali sądowej są traktowane jak sprawczynie. Następuje nieoczekiwana zamiana ról.

Te, które przez kilkanaście lat właściwie czołgały się przez życie, chowając siniaki za tonami makijażu i znosząc obelgi z ust kata, teraz "zyskują" status morderczyń, a w trakcie procesu niewielkie znaczenie ma tło historii i wieloletnia przemoc.

Tak, czasami lata siniaków są tzw. "okolicznościami łagodzącymi", ale zawsze jest to bezwzględny wyrok więzienia, od 3 do 10 lat. Nie ma "zawiasów", nie ma taryfy ulgowej, nie ma całokształtu, jest tylko ten jeden malutki wycinek życia, kiedy zmuszone do samoobrony, zabiły swoich oprawców.

Takie są realia. Zaznaczam, że bohaterkami nie są tylko i wyłącznie - patrząc stereotypowo - kobiety z niższym wykształceniem, z patologicznych środowisk. Taki mit pokutuje od dawna, ale kiedy przeczytamy wywiad z kobietą, która zabiła męża przemocowca, gdy na górze trwały urodziny syna - światopogląd nam się troszkę poszerza. To też pokazuje, na jak cienkiej granicy balansują ofiary przemocy w rodzinie - jeśli przemoc eskaluje (a tak jest zawsze), najczęściej kończy się tragedią. Wiadomo, że ktoś zginie - i teraz rodzi się pytanie: czy mam zginąć ja i osierocić dzieci, zostawić je na pastwę losu u ojca tyrana, czy zginie on, ja odsiedzę karę i potem zawalczę o siebie?

Nie zrozumcie mnie źle, wszystkie bohaterki żałują swojej decyzji. To nie są MORDERCZYNIE, ponieważ żadna z tych zbrodni nie została zaplanowana. Zabójstwa zawsze dokonywały się w trakcie awantur, kiedy oprawca groził śmiercią lub faktycznie już był w trakcie ataku. Każda z nich do końca życia będzie musiała żyć ze świadomością, że pozbawiła kogoś życia, a więc świętości.

Ale kto pomyślał wcześniej o ich życiu? Gdzie była ta świętość, ta ochrona ofiar, kiedy latami zmagały się z opieszałością Policji lub niesprawiedliwością sądów? Co takiego musi się wydarzyć, żeby zaistniała jakaś faktyczna siatka pomocy dla skrzywdzonych rodzin? Odizolowanie od sprawcy, lokum dla uciekających matek, warsztaty psychologiczne, pożyczki na nowe życie. JAKIE szanse mają ofiary, żeby wyjść z obłędu, zanim  będzie za późno?

Rozejrzyj się wokół. Może masz przy sobie, może za ścianą, kobietę, która cierpi, dzieciaki, które są świadkami przemocy. Może słyszysz awantury i nie chcesz "się wtrącać." Najprostsza droga to zamiatanie brudów pod dywan. A potem wybucha bomba i sąsiedzi w głowę zachodzą, powtarzając: no tak, coś tam było słychać, ale wie pan...

Co takiego musi się zmienić w świadomości ludzi, żeby umieli wyjść ze swojej bezpiecznej strefy i mieć cywilną odwagę zadzwonić na Policję, gdy widzą krzywdzoną rodzinę? Matko, czy masz odwagę powiedzieć swojemu synowi, że nie zachowuje się normalnie? Siostro, czy przetłumaczysz swojemu bratu, że musi iść na leczenie, bo swoją agresją sprawia ból bliskim osobom? Kumplu, czy odezwiesz się do swojego kolegi, gdy dostrzeżesz jego niebezpieczne zachowania, patologiczną zazdrość i zaborczość lub brak szacunku do swojej partnerki? Sąsiedzie, czy będziesz zeznawał na sali sądowej, aby potwierdzić, że za drzwiami trwała przemoc?

Pomoc zaczyna się od UWAŻNOŚCI. Zauważ, posłuchaj, uwierz, zaoferuj schronienie, cokolwiek. Ta książka nie zostałaby napisana, gdyby ktoś parę lat przed zbrodnią, wyciągnął dłoń i pokazał kobietom, że można żyć inaczej. Poczytaj o przemocy, przestań powtarzać frazesy typu "sama się prosiła" lub "trzeba było odejść" - otwórz oczy, zdobądź wiedzę, nie osądzaj. STAŃ PO STRONIE SKRZYWDZONYCH, zawsze.

czwartek, 22 sierpnia 2019

Opowieść Podręcznej/ twórca: Bruce Miller

NOLITE TE BASTARDES CARBORUNDORUM



Wyobraź sobie świat, w którym biologicznie jesteś nadal kobietą, ale prawnie nie posiadasz przyzwolenia na jakiekolwiek niezależne działania. Nie wolno Ci czytać gazet i książek, żyjesz w świecie bez telefonów i Internetu (nie do Twojej dyspozycji w każdym razie), nosisz charakterystyczny strój i wypowiadasz się tylko i wyłącznie w określony sposób, a ponadto - jesteś poddawana comiesięcznej "ceremonii" zapładniania Cię przez przypadkowego komendanta, posiadającego niepłodną żonę; w ten sposób wyświadczasz przysługę małżeństwu i państwu przede wszystkim. Jesteś Podręczną.

Jest to świat ogarnięty plagą niepłodności, w którym płodna kobieta stanowi własność narodową. Takie dziewczyny (uprzednio schwytane w bezlitosny sposób, oddzielone od swoich dzieci i "oczipowane") są pod nadzorem starszej "ciotki", której zadaniem jest dbanie o ich dobre zachowanie, czyli bezwzględne posłuszeństwo wobec reżimu. Reżim - Republika Gilead - został stworzony na częściowym terenie Stanów Zjednoczonych. Za herezję (domyślną lub faktyczną, nieistotne, gdyż nie toczą się żadne śledztwa) możesz zawisnąć na murze - przez kilka dni być ozdobą publiczną miasta i niemym ostrzeżeniem, żeby się nie wychylać, nie próbować żadnych sztuczek.

Jeśli zajdziesz w ciążę i poczniesz dziecko jakiegoś bogatego kolesia, zostajesz odseparowana od urodzonego przez CIEBIE malucha i wysłana do następnego domu. Do skutku, do śmierci, aż spłodzisz tyle dzieci, ile wytrzyma Twoje ciało. Zrobią wszystko, żeby przyrost naturalny się zwiększał - mogą na przykład utrzymać cię uporczywie przy życiu, nawet jeśli praktycznie nie żyjesz, ponieważ masz pełnić rolę tylko i wyłącznie INKUBATORA. Jeżeli masz inną orientację seksualną, wisisz na murze albo zsyłają cię do "kolonii" - współczesnego obozu śmierci, gdzie zabiją cię tak czy inaczej radioaktywne odpady. Możesz też otrzymać "posadę" w misternie ukrytym domu publicznym, do którego chadzają sobie znudzeni monotonią i spragnieni cielesnych uciech komendanci. Tam nie masz już żadnych praw, żyje tylko twoje ciało.

Wszyscy rządzący oraz podległe im społeczeństwo zwracają się do siebie w określony sposób, raz po raz przytaczając WYBRANE cytaty ze Starego Testamentu, które to mają służyć jako poświadczenie słuszności wszelkich, nawet najbardziej okrutnych, decyzji. (wybiórczość interpretacji Biblii jest przerażająca) Kary za nieposłuszeństwo bywają też "lżejsze" - na przykład wydłubanie oka lub obcięcie palca.

W tym świecie na skutek udaremnionej ucieczki znalazła się June i to z jej perspektywy poznajemy codzienne życie w republice. (Jej mąż, Luke, przedostał się do Kanady, gdzie zresztą trafiają szczęśliwcy, którym sprzyja los i dostają status uchodźcy tamże.) Bezczynne siedzenie w pokoju, robienie zakupów "na kartki", ewentualne spacery z inną Podręczną, a w tym wszystkim nieprzemożona tęsknota za rodziną, za normalnością, za prawem do życia. Retrospekcje pozwalają nam ujrzeć poprzednie życie June, ale także dostrzec rozkręcającą się machinę terroru i praktykę "małych kroczków", które finalnie doprowadziły do zniewolenia społeczeństwa.

W obliczu gorącej dyskusji na temat portretu uchodźcy - "Opowieść Podręcznej" wywraca powszechnie panujący mit do góry nogami. Bo czy komukolwiek z nas przeszłoby przez myśl, że uchodźca może wyglądać tak jak Luke, mąż June? Tak jak Emily, która ucieka z niemowlakiem, poświęcając swoje życie? Tak jak Moira, która bez wahania oddałaby June swoje nerki i która potem wychowuje jej córeczkę? KTO MOŻE STAĆ SIĘ UCHODŹCĄ? Oto jest pytanie.

W kwestii pozostającej w Republice June - June jest niekwestionowaną prawdziwą wojowniczką. Nie ma się co dziwić - córka zagorzałej feministki, była redaktorka, kobieta niegdyś wyzwolona, otoczona cudowną rodziną. Zniesie fizyczną karę, powie, co myśli - jej wzrok potrafi zabić wroga. Co nas może zaskakiwać albo przygnębiać - to fakt, że - analogicznie do wojennej rzeczywistości I czy II Wojny Światowej - granica moralności przesuwa się niebezpiecznie, proporcjonalnie do krzywd, jakich June doświadcza w czasach niewoli. Człowiek często obrzucany kamieniami nie czuje bólu, prawda? June czuje, ale ból hartuje ją jeszcze mocniej, jednocześnie wyciąga "na wierzch" najczarniejszą cząstkę duszy i gotowość do pokonania wszelakich przeszkód, byleby odzyskać utracony raj.

Aczkolwiek, jak w każdym wojennym świecie, tak i w Gilead pojawia się Ruch Oporu. Okazuje się, że istnieje swoiste "podziemie", a tam - lojalność króluje nad okrucieństwem, poświęcenie nad strachem, a waleczność nad uległością. Podręczne oraz Marty ("pokojówki", które miały na tyle szczęścia, że nie zawisły na murze) próbują rozkręcić swoje działania i dołożyć swoją małą cegiełkę do walki z Oprawcą. Przypomina to niemalże sabotaż - wysyłanie listów do Kanady, tajemnicze rozmowy i przekazywanie wiadomości, tajne szyfry ("muffinki znaczą tak") czy pomoc w ucieczce. June staje się Ireną Sendlerową, walczy o skrawek człowieczeństwa. I ten świat jest PIĘKNY.

Dlatego będziemy kibicować June, będziemy wstrzymywać oddech, ilekroć dozna krzywdy, będziemy razem z nią modlić się o inne życie - bo wiemy, my kobiety, że mamy prawo żyć po swojemu i mówimy stanowcze NIE wszelkiemu uciśnieniu, patriarchatowi i utajonym niewolnictwie. NIE DAJ DRANIOM SIĘ ZGNĘBIĆ - June wyryje znalezioną wcześniej wiadomość na ścianie swojego obskurnego pokoju, a my będziemy wypowiadać te słowa razem z nią, na głos, w ramach solidarności i walki o wolność.

wtorek, 17 lipca 2018

Adrift/ reż. Baltasar Kormákur

PRZEPŁYNĄŁEM PÓŁ ŚWIATA, ŻEBY CIĘ ZNALEŹĆ


Jeśli władowano w film około 40 mln dolarów, jeśli jest w nim Sam Claflin i  Shailene Woodley, jeśli mamy świadomość, że historia była prawdziwa i bohaterowie są z krwi i kości - to musi być sukces. I jest!

Pomimo licznych niepochlebnych recenzji, uważam film za naprawdę udany! Kto oglądał, ten wie, że punkt kulminacyjny zmienia wszystko! (dla mnie to było takie: CO???? JAK TO????) Shailene jest naturalna, śliczna i uosabia wszelkie cechy rasowej wojowniczki - odradza się z popiołów, spina pośladki i mierzy się z bezlitosnym przeznaczeniem. Retrospekcje-migawki, które pozwalają nam się zapoznać z uroczą historią miłosną bohaterów, są ozdobą filmu. (Sam jest nieziemski, a Shailene czarująca.)

Przesłanie:

Niemożliwe staje się możliwe.
Dzięki miłości jesteś w stanie przetrwać to, co najgorsze.
Masz moc, by zmienić swoje przeznaczenie, by napisać je od nowa.
Siła kobiety jest niebywała.
Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.

POLECAM!

sobota, 28 października 2017

Przełęcz ocalonych/ reż. Mel Gibson

WYPROSTOWANY WŚRÓD TYCH, CO NA KOLANACH


Wiedziałam, że Mel Gibson kręci filmy spektakularne. Wiedziałam, że traktują często o sprawach wielkich, duchowych, epickich. Ale żeby aż tak?! Wyreżyserować ponad dwugodzinny obraz, podczas którego człowiek siedzi ze ściśniętym żołądkiem i załzawionymi oczami?

Andrew Garfield niewątpliwie "robi" ten film - zresztą nie tylko on. Wraz ze swoją żołnierską kompanią tworzą niesamowity team i wywołują u widza szereg ciepłych uczuć. Przecież my kochamy takie prawdziwe, męskie przyjaźnie, zrodzone na polu bitwy, wśród ognia, kurzu i krwi! 

Sceny wojenne są po prostu genialne. (nie dziwi zatem Oscar za montaż i dźwięk) Tam współgra wszystko - muzyka, kadr, aktorstwo, slow motion. Niczego nie ma w nadmiarze, każda minuta jest potrzebna, akuratna, ważna. 

To, co jednak jest najbardziej nieprawdopodobne, to - rzecz jasna - sama biografia bohatera. Człowieka, który pozostał sobą do końca, którego nikt nie potrafił moralnie złamać. Człowieka, który nie bał się śmierci - ba! był nawet na nią gotowy, ale wpierw pragnął dać coś z siebie i zwrócić się - w zgodzie z własnym sumieniem - ku drugiemu człowiekowi. 

Desmond Doss był przykładem moralnego zwycięzcy. Żołnierz, który odmówił obcowania z bronią i nigdy nie używał przemocy, został powojennie odznaczony prezydenckim medalem za wzorową służbę wojskową! Człowiek, dla którego przykazanie miłości było nadrzędnym celem w życiu, pacyfista, chrześcijanin, skory poświęcić swoje istnienie dla drugiej osoby - nawet wroga! Kto z nas nie chciałby takim być? 

Odnoszę wrażenie, że to o nim pisał Herbert: 

(...) idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch 
(...)
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
(...)
Bądź wierny Idź 

Odwagi Dossa nie sposób zmierzyć jakąkolwiek miarą. Wycieńczony, głodny, w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia - uratował 75 osób ze śmiertelnej przełęczy, własnoręcznie spuszczając ich na zwykłej linie, mając w tle otchłań ognia i setki martwych ciał. Wierny do ostatnich chwil, nieulękły, emocjonalnie niezachwiany, prawdziwy. 

BOHATER. 

sobota, 5 grudnia 2015

Earl i ja, i umierająca dziewczyna/ reż. Alfonso Gomez-Rejon

ŻYCIE JEST WARTE ŻYCIA



Nietuzinkowa opowieść o umieraniu. 

Lekko wycofany dziwak i chorująca na białaczkę dziewczyna. Inteligentne dialogi, ciekawe postaci (chociażby przyjaciel Earl czy pan McCarthy), nieszablonowość. Nie jest to może typowy wyciskacz łez, ale bardzo fajny, mądry film o wyjątkowej - nienazwanej wprost, niezdefiniowanej i przez to jedynej w swoim rodzaju - więzi między dwojgiem nastolatków. 

Wartościowe kino nie tylko dla młodych. Plus całkiem przyjemna gra aktorska - Thomas Mann w roli Grega naprawdę robi wrażenie. (!)

niedziela, 23 sierpnia 2015

Moja lewa stopa/ reż. Jim Sheridan

ZDROWY UMYSŁ W CHORYM CIELE



Genialny Daniel Day-Lewis w roli irlandzkiego artysty, od urodzenia zmagającego się z paraliżem ciała. 

Christy Brown urodził się w wielodzietnej rodzinie i początkowo uznawany był za chorego nie tylko fizycznie, ale też umysłowo. Z czasem rodzice, głównie nieustająca w wierze matka chłopca, odkrywają, że choć ciało jest sparaliżowane i funkcjonuje w nim jedynie tytułowa lewa stopa - umysł pozostaje zdrowy. Chłopiec używa więc tejże stopy, aby komunikować się z otoczeniem i wykonywać codzienne czynności, a następnie - malować nieprzeciętne obrazy i pisać książki. 

To, co mnie uderzyło w tym filmie i tej historii, to niezwykła tolerancja i wsparcie rodziny Christy'ego. Nie zapominajmy, że jego dzieciństwo i wczesna młodość przypadły na lata 30-te i 40-te ubiegłego wieku. Lata bez poradni psychologicznych, doradztwa rodzinnego i świadomości płynącej ze współczesnych zdobyczy medycyny. Tymczasem NIKT braciom i siostrom Christy'ego nie musiał TŁUMACZYĆ, że mają go kochać takim, jaki jest - on od samego początku był pełnoprawnym członkiem ich rodziny, a dla kolegów - sąsiadem z podwórka. 

Zadziwiające, jak zwykłe ludzkie odruchy wyprzedziły całą obecną wiedzę psychologiczną - jak zwykła ludzka miłość i wiara mogły zdziałać cuda. 

PS. Christy wreszcie znalazł prawdziwą miłość i się ożenił. Piękne, prawda?

czwartek, 9 lipca 2015

Selma/ reż. Ava DuVernay

I HAD A DREAM




Dogłębne spojrzenie na życie wielkiego amerykańskiego wojownika o prawa Afroamerykanów - Martina Luthera Kinga. Poznajemy jego życie rodzinne, moralne dylematy, obserwujemy zza kulis przygotowania do pokojowych marszów i jego politykę non-violence - kawał historii USA, jakże istotny z punktu widzenia równości obywateli, w dwugodzinnej pigułce, o niebo lepszej niż jakakolwiek historyczna książka.

Ponieważ Amerykanie lubią pompatyczne filmy, nie zabraknie i tutaj nadmiernej nieco wzniosłości, ale szybko się o niej zapomina. Genialna gra aktorska Davida Oleyowo w roli Martina, interesująca postać Annie Lee Cooper (w tej roli Oprah Winfrey), świetna ścieżka dźwiękowa (nieprzypadkowo - Oscar za najlepszą piosenkę "Glory"), emocjonujące sceny - dla mnie naprawdę dobre kino, polecam.

sobota, 13 czerwca 2015

Karate Kid/ reż. Harald Zwart

KINO POZYTYWNEGO MYŚLENIA



Remake kultowego filmu z lat 80-tych, w niczym nie ustępuje oryginałowi. Historię przyjaźni chłopca z mistrzem sztuk walki znamy chyba wszyscy, ale mimo to chcemy oglądać na ekranie prawdziwe wartości - hart ducha, odwagę, przyjaźń i zwycięstwo dobra nad złem.

Mały Jaden jest niesamowity (ma swój niezaprzeczalny chłopięcy naturalny urok) i razem z Jackie Chanem tworzą bardzo zgrany duet. Spektakularne sceny, świetne zdjęcia, dobra muzyka - niezależnie od wieku, warto zobaczyć. Wersja z 1984 roku pozostanie na swym filmowym piedestale, ale "Karate Kid" z 2010 roku dowodzi, że "współczesne" wcale nie znaczy gorsze. (!)

Kochani, puszczajmy naszym dzieciom fajne, rodzinne filmy o tym, co w życiu ważne. Dla mnie 10/ 10.



czwartek, 11 czerwca 2015

W pogoni za szczęściem/ reż. Gabriele Muccino

NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ



Przede wszystkim trzeba ten film zobaczyć ze względu na genialny duet aktorski - Will i Jaden Smith wspinają się na aktorski Mount Everest (nie przesadzam!). 

Po drugie - to historia oparta na faktach, a więc realistyczna, poruszająca, wyciskająca niejedną łzę. 

Po trzecie - ilustruje znany mit "od pucybuta do milionera" i pokazuje, że wszystko jest możliwe, gdy się nie poddajesz. 

I wreszcie - traktuje o niewyobrażalnie silnej więzi między ojcem i synem, ukazując piękno czystej miłości i wielkiego poświęcenia.

Prawdziwa perełka.