Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2024

Vaiana 2/ reż. David G. Derrick Jr., Jason Hand

 MYŚL NIE TAK JAK ZWYKLE



Jakie to błogosławieństwo, że współczesne pokolenie może wyrastać na takich wojowniczkach Disney'a jak Vaiana! Jestem jej bezkrytyczną fanką, odkąd wypłynęła poza zatokę w części pierwszej. Ba! "Pół kroku stąd" znam na pamięć! Co najistotniejsze, nasza dzielna bohaterka dokonuje wielkich czynów bez pomocy księcia na białym rumaku, ale za to z  ... całkiem sympatycznym, wytatuowanym po szyję kumplem! 

Ja tam nic do książąt nie mam, ale cieszy mnie, że Vaiana wychodzi poza Disneyowskie schematy, które znało moje pokolenie (Kopciuszek, Śpiąca Królewna czy Mała Syrenka). Bogu dzięki, Disney idzie z duchem czasu i podarowuje nam kobietki z krwi i kości, które - nawet gdy los im rzuca kłody pod nogi - nie poddają się i walczą do końca! Musicie przyznać, że Vaiana jest idealnym wzorem dla młodych (i nie tylko) - sprytna, pomysłowa, odważna i honorowa, a jednocześnie niezwykle ciepła i czuła! (jej relacja z siostrzyczką czy babcią sprawia, że chlipać będzie nawet najbardziej zatwardziały widz) 

O ile w części pierwszej stawiano na indywidualizm i hart ducha, o tyle tutaj przesłanie idzie dalej: okazuje się, że warto działać razem, że "w kupie siła", a czasami nawet ... można myśleć NIE TAK JAK ZWYKLE i zgubić się, by odnaleźć drogę. Genialny przekaz na dzisiejsze czasy: miej odwagę myśleć nieszablonowo, daj sobie przestrzeń na błędy, a rozwiązanie w końcu się pojawi! 

Ależ to było cudowne widowisko! Zachwyca wszystko: nie tylko barwa, muzyka i humor, ale również odniesienia do kultury ludów z Polinezji. Nie brakuje naszych ulubionych Disneyowskich szczególików: pełzających po plaży krabików albo powiewających na wietrze włosów. Każde ujęcie zasługuje na miano mini-arcydzieła. 

Oczywiście, spłakałam się jak bóbr. Kiedy pojawiła się Babcia-Płaszczka, kran się samoistnie odkręcił. Cóż zrobić. Vaiana rządzi. 

wtorek, 29 października 2024

It starts with us/ Colleen Hoover

 NIECH ZACZNIE SIĘ OD NAS SAMYCH



"It starts with us" to kontynuacja słynnej (za sprawą tegorocznej ekranizacji) powieści "It ends with us".
O ile powytrząsałam się nieco nad pierwszą częścią, o tyle z niekłamaną przyjemnością polecę Wam część drugą! Generalnie, gdyby te dwie pozycje stanowiły całość, jestem stuprocentowo przekonana, że obyłoby się bez krytyki Hoover a propos romantyzowania przemocowców i poetyzowania miłości "łobuzów" (co również i ja poczyniłam w swojej recenzji). Historia Lily wybrzmiałaby zupełnie inaczej! (a co za tym idzie - może nieudany PR filmu nie ujrzałby światła dziennego)
Albowiem "It start with us" jest niezwykle realistyczną opowieścią o tym, jak wygląda życie PO ucieczce od sprawcy i o tym, jak - z pomocą dobrych ludzi - można małymi kroczkami odbudować swój mocno pogruchotany świat. To również hołd dla pierwszej miłości i prawdziwa uczta dla czytelników spragnionych dalszych losów Lily i Atlasa. (Będziecie usatysfakcjonowani, gwarantuję!)
Okazuje się, że oba tytuły są nieprzypadkowe i piękną klamrą spinają w całość równolegle rozgrywające się historie Lily i Atlasa. Hoover wynosi na piedestał naszą sprawczość oraz stawia kropkę nad i w sprawie pokoleniowej traumy. Przekaz jest prosty: życie jest nieustającym pasmem wyborów i zawsze warto iść w kierunku dobra i miłości. Tak, jesteśmy składową wylanych przez lata łez i niesionych na podwątlonych barkach ciężarów, ale one nie definiują naszego jestestwa.
Jesteśmy kimś więcej i możemy więcej. A jeśli tuż za rogiem czeka początek lepszego życia? Miejmy oczy szeroko otwarte, by go nie przegapić i odwagę, by przyjąć, utulić i uwierzyć, że na nie zasługujemy.

piątek, 12 lipca 2024

W głowie się nie mieści 2/ reż. Kelsey Mann, scen. Meg LeFauve i Dave Holstein

O OSWOJENIU EMOCJI SŁÓW KILKA 



Kochani! Chyba nie ma lepszego filmu o emocjach, o tym, że trzeba je wszystkie przeżyć, przetrawić i zaakceptować! O tym, że każda z nich jest istotna, a wszystkie w komplecie budują nas jako jednostki. O tym, że codziennie chwile z czasem nabierają magii i stają się naszymi ‘core memories’ - najważniejszymi wspomnieniami, które towarzyszą nam już zawsze. O tym, jak przekonania (tworzone w naszej głowie) kreują osobowość, a ta potem rządzi naszym życiem.

Będziecie się śmiać i płakać na przemian! Doczytałam, że za konceptem filmu stoją Meg LeFauve (scenariusz) i Kelsey Mann (reżyseria) – ochrzcić ich mianem geniuszy to nadal mało! Scena z atakiem paniki głównej bohaterki, Riley, należy do najlepszych w historii kina (nie tylko animowanego) – powinien ją obejrzeć każdy nastolatek razem ze swoim rodzicem, każdy nauczyciel, lekarz, ciocia, wujek – wszyscy, którzy na co dzień obcują z dorastającymi dziećmi i nie rozumieją, co się z nimi dzieje.  

Jestem bezkrytycznie zakochana w tej koncepcji (wędrówka emocji po czeluściach mózgu Riley to jest majstersztyk!). Jak dla mnie, w porównaniu z częścią pierwszą, twórcy (po 9 latach od premiery „jedynki”) weszli na level mistrzowski. Bezapelacyjne 10/10!


środa, 3 lipca 2024

Wyluzuj, kobieto!/ Katarzyna Grochola

"CZASEM WYSTĘPUJĄ TEŻ MINUSY UJEMNE"

 

„Życie jest takie niesprawiedliwe. Człowiek, czyli kobieta, rodzi w bólach, potem wychowuje najlepiej, jak potrafi, a potem pojawia się jakaś baba na gotowe i zabiera jak swojego”.

 

Nooo, kochani! Nic lepszego nie mogło nam się na początku wakacji przytrafić! Tym razem Grochola wkracza z przytupem z komedią obyczajową (chwilami wręcz komedią omyłek), która tętni inteligentnym i ciętym jak brzytwa humorem (cud miód!), zalewa nas falą przyjemnego, rodzinnego ciepła i – jakby tego było mało - obdarowuje pokaźną skarbnicą życiowych mądrości.

Ile w tej zwyczajnej, wydawałoby się, opowieści prawdy o relacjach międzyludzkich! O matkach-lwicach, walczących o szczęście swoich synków, o teściowych-zołzach, spędzających swoim synowym sen z powiek, czy też o mężach-jaskiniowcach, zaszywających się w swoich pracowniach, niepomnych na skargi umęczonych żon  … Tylko … (tu czytelnik bije się w piersi!) czy to wszystko wygląda zawsze tak, jak nam się wydaje? Czy teściowa faktycznie pragnie zedrzeć z nas skórę, a przyszła synowa unieszczęśliwić naszego synka na wieki wieków?

Przecież już wiemy, że u Kasi Grocholi nic nie jest zerojedynkowe. NIGDY W ŻYCIU! W każdej jej powieści bohaterowie stopniowo zdejmują z siebie kolejne warstwy i w efekcie końcowym wprawiają nas w niemałe osłupienie. Każdy niesie ze sobą jakąś historię – zdawałoby się, że słyszę Grocholę. Nie osądzaj, nie oceniaj. Wyluzuj.

Ach, i jeszcze na sam deser … Grochola nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała z okazji i nie zafundowała czytelnikom kilku(nastu) politycznych (przepięknie zawoalowanych) prztyczków w nos (a właściwie … nosy rządzących). Ach, jak to się dobrze czyta! Mieszanka idealna.

P.S. Książka została ukończona we wrześniu 2023 r., więc odpowiedź na pytanie, o czyje nosy chodzi, jest raczej oczywista.  


wtorek, 11 czerwca 2024

Nie mylić z miłością/ Katarzyna Nosowska

 KASIA NOSOWSKA PO RAZ TRZECI


"Pewnie, jak większość ludzi, lubicie dowody naukowe, twarde najlepiej. Nie mam niczego takiego, bo dowody przynależą do świata, w którym oczekiwania budują codzienność, a miłość jest transakcją. Mam tylko czucie". 

Wszyscy wiedzieliśmy, że Kasia świetnie śpiewa - dla mojego pokolenia zespół HEY to ikona rocka i niekwestionowany muzyczny diamencik lat 90. O tym, że dobrze pisze, dowiedzieliśmy się z jej literackiego debiutu, czyli "A ja żem jej powiedziała". Potem był niczym mu nie ustępujący "Powrót z Bambuko", a w tym roku dostaliśmy kolejny literacki prezent - "Nie mylić z miłością". 

Tytuł mówi bardzo wiele - wszak jest to książka właśnie o miłości! Nie mamy, co prawda, przeklętych przez los kochanków czy śpiewającego pod balkonem trubadura - w zamian za to Kasia zaprasza nas na swojego rodzaju odkrywczą misję pod wezwaniem: czym jest miłość. 

Krążymy zatem krętymi drogami, mijając kolejne przystanki-wspomnienia lub przystanki-refleksje, a każdy z nich, odpowiednio nazwany (Zakochanie, Obsesja czy Pocałunek) uruchamia coraz to inny obszar w miejscu, w którym jesteśmy sobą bez masek i tajemnic. NIC tu nie jest przypadkowe, ba! TRZEBA NAM raz po raz przystanąć i wraz z Kasią przeczesać teren w poszukiwaniu odpowiedzi. A po tej (dość wyczerpującej, ale jakże przyjemnej) intelektualnej podróży, spotyka nas nagroda: przystanek MIŁOŚĆ. O, niebiosa! Co tu się wydarzyło, co ta nasza Kasia popełniła! Mistrzostwo! Są i łzy, i śmiech, i gęsia skórka. Ten ostatni przystanek jest przecudną kwintesencją naszego ziemskiego bytowania, a może nawet - zaryzykuję! - magiczną receptą na to, gdzie tejże wyśnionej miłości szukać, jak ją rozpoznać i jak już nigdy, przenigdy nie pomylić jej z niczym innym. 

PS Natknęłam się na opinie krytyczne typu: dużo grafiki, mało tekstu. Cóż - jakość to nie zawsze ilość. Akurat u Kasi wszystko jest wyważone, a grafiki są przepiękne i NA TEMAT. 

PPS Czy znacie najnowszy projekt Kasi i jej syna, czyli podcast "Bliskoznaczni"? Gorąco polecam! 


wtorek, 23 kwietnia 2024

Jedno życzenie/ Nicholas Sparks

 "ALE CO TO ZA PRZYJEMNOŚĆ SAMOTNIE OGLĄDAĆ BAŚNIOWY ZACHÓD SŁOŃCA?"


Sparks powrócił w wydaniu, za które pokochałam go dobrych kilkanaście lat temu (kiedy to było? 2001 rok może?). Zachłyśnięcie się "mistrzem romantycznych historii" trwało w moim literackim wszechświecie stosunkowo długo; kolejne powieści zajmowały coraz wyższe miejsca w moich personalnych TOP-ach ("Bezpieczna przystań", "Dla Ciebie wszystko" czy "I wciąż ją kocham"). Zamawiałam anglojęzyczne wersje za niebotyczne sumy, zanim wypuszczano na rynek polskie tłumaczenia. Jego książki towarzyszyły mi przez połowę mojego życia! 

Aż w którymś momencie (chyba przy okazji "We dwoje" albo "Z każdym oddechem") nadeszło jedno wielkie (jakże bolesne!) rozczarowanie. Mistrz stał się powtarzalny, fabuły przewidywalne, a język jakiś taki ... tandetny (sorry, Nick). Nie poddawałam się jednak, postanowiłam, że z uwagi na sentyment podejmę czytelniczą próbę wobec każdej jego powieści i cierpliwie (tudzież naiwnie) poczekam na renesans. 

I oto jest! "Jedno życzenie" mogłoby z powodzeniem być Waszą pierwszą przygodą ze Sparksem - ba! nawet dobrze by się stało, bo poznalibyście go z absolutnie NAJLEPSZEJ strony. Jest tu tyle świeżości, że można by nią obdarować kilka ostatnich - moim zdaniem, kompletnie nieudanych - powieści. 

Sparks przychodzi z nieporuszanym dotąd tematem nastoletniej, nieplanowanej ciąży i świetnie sobie z nim radzi. Umiejętnie ukazuje też niełatwe rodzinne relacje i przepiękną, pełną uroku (i nieprzesłodzoną!) opowieść o pierwszej miłości. A wszystko rozgrywa się na cudownej, malutkiej wysepce, gdzie wszyscy znają wszystkich, gdzie szumi morski wiatr, a na niedzielną mszę do kościoła płynie się porannym promem. 

Ach - i najważniejsze! Mamy dwie perspektywy czasowe, więc dowiecie się również, jaki jest koniec tej historii (plot twist mnie powalił na kilka kolejnych dni). Gwarantuję zachwyt! 

czwartek, 29 lutego 2024

Jeden dzień/ David Nicholls

 "TO W DNIACH MIEŚCI SIĘ NASZE ŻYCIE"


Był film, serial, a potem książka. Rzadko zdarza mi się taka kolejność; wiadomo – wpierw wyobraźnia, a potem „gotowe” rozwiązanie. Ale w przypadku „Jednego dnia” – o, dziwo! - nie miałam nic przeciwko, że twarze Emmy i Dexa istnieją już w filmowej i serialowej przestrzeni, a wypowiedziane słowa już zdążyły na dobre osiąść w mojej głowie.

Film z Anne Hathaway był bardzo dobry, to raczej powszechna opinia. Sceptycznie zatem podchodziłam do Netflixowego serialu, sądząc, że kilkanaście odcinków to zdecydowanie zbyt wiele, że to już było, że po co wskrzeszać i zmieniać, że lepiej nie ruszać …

A potem … ŁUP. Jak obuchem – tyle że w serce. Spokojnie mogę powiedzieć, że serial stoi u mnie na podium obok fenomenalnych „Normalnych ludzi” z Paulem Mescalem i Daisy Edgar Jones. Muzyka, obsada, sceneria – tu WSZYSTKO się zgadza. Każde spojrzenie, każdy grymas i każdy niezręczny gest – mają sens. Serialowa Emma jest harda i cięta jak brzytwa, a Dex uroczy i głupiutki jak but, a razem tworzą niezwykle autentyczny, przepełniony iskrami duet, który chce się przytulić do serca i szepnąć: zostańcie na dłużej.   

Żyjąc na po-serialowym haju, postanowiłam skonfrontować się z kultową powieścią. Davidzie, przybywam i będę krytyczna! – myślę. I po chwili jedno wielkie UFF. Paręset stron czytelniczej rozkoszy. Ta sama wartka akcja, piekielnie inteligentne dialogi i wyłowione z nich literackie perełki. Podsumowując: bierzcie wszystko! Film, serial i powieść – każde osobno jest wartością samą w sobie i każde z nich rozwali was emocjonalnie na sto procent.

Tak to jest z miłością, prawda?

czwartek, 21 grudnia 2023

Mężczyzna, którego nigdy nie spotkałam/ Elle Cook

 DOBRE RZECZY ZDARZAJĄ SIĘ TYM, KTÓRZY NA NIE CZEKAJĄ 


Co byście zrobili, gdyby człowiek, przed którym możecie obnażyć duszę, był o cały kontynent z dala od Was? 

Hannah (Londyn) poznaje Davey'a (USA) tylko dlatego, że on wybiera dwukrotnie zły numer telefonu. Jedno słowo prowadzi do następnego, jedna wiadomość do kolejnej ... O, bogowie! Okazuje się, że ten właśnie potencjalny kandydat na miłość jej życia już za kilka tygodni przeprowadza się (zza oceanu!) do jej miasta, co, rzecz jasna, wyprostuje wszelkie ścieżki i utoruje im drogę do szczęśliwego związku "na żywo". 

I kiedy ta mocno już zauroczona Hannah wyczekuje na mocno już zadurzonego w niej Davey'a na lotnisku w TEN WŁAŚNIE dzień, a on się nie zjawia ... widzimy, że życie pisze swoje oryginalne scenariusze, nad którymi nie mamy kontroli. 

I tutaj muszę się zatrzymać, bo jeśli zaspojleruję, nic już Was nie zaskoczy ani nie rozraduje! A uwierzcie mi - ta powieść jest wyjątkową pozycją spośród powodzi miłosnych historii zalewającej nas z każdej strony. Ma urok, świetny, naturalny język i przyjazne postaci, którym kibicujemy w 100%. Kiedy skończyłam ją czytać o trzeciej nad ranem, odnalazłam autorkę na Instagramie i napisałam jej, że byłby z tego genialny film lub serial - głęboko w to wierzę. (Halo, Netflix!) 

Jeśli lubicie coś pokroju "Love, Rosie", "Jeden dzień" czy "Igraszki losu" - to powieść Elle Cook jest na bank dla Was! Trochę się pośmiejecie, trochę popłaczecie, a przede wszystkim pochłoniecie ją w góra dwa wieczory, żeby wreszcie się dowiedzieć, czy ONI BĘDĄ RAZEM. 

środa, 13 września 2023

Wszystko, czym nigdy nie byliśmy/ Alice Kellen

 "NIE BYŁO INNEGO WYJŚCIA, KTÓRAŚ Z KUL MUSIAŁA PRZESZYĆ MI SERCE"


"(...) różnica dzieląca mieć wszystko od nie mieć nic

 często wynosi sekundę". 


Trochę mnie już znacie i wiecie, że przeczytałam tryliony książek o miłości, więc coraz rzadziej zdarza mi się literackie zaskoczenie w tej materii - a tymczasem ... Alice Kellen z miejsca rzuciła na mnie urok! Tłumaczenie z hiszpańskiego jest genialne, chwilami poetyckie, chwilami pikantne, czyli takie jakie ma być! Codzienny żargon przeplata się z językiem duszy - jak w życiu. Czy nie jest bowiem tak, że czasem rzucimy pod nosem nieobyczajne przekleństwo, a za sekundę nasze serce śpiewa serenady i cytuje Szekspira? 

Dużym plusem jest dwutorowa narracja (obecnie dość popularna), ponieważ dzięki niej wchodzimy bezczelnie buciorami w umysł zarówno Axela jak i Leah, a trzeba przyznać, że różnice w postrzeganiu poszczególnych zdarzeń (i świata w ogóle) przez tę dwójkę są siłą napędową całej historii. Historia zaś nie jest typowym przykładem zakazanego (powiedzmy) uczucia i z pewnością nie brakuje jej wielowymiarowości. Leah przeżyła śmierć rodziców, wątek żałoby przeplata się z miłosnymi elektrowstrząsami, co rusz pojawiają się też ciepłe rodzinne wspomnienia, a prawdziwy uśmiech serca wzbudza braterska opiekuńczość. No i ten język Alice Kellen! Co krok mała perełka. Zdanie, wyraz, nietypowe zestawienie, dzięki którym szaleje nasza wyobraźnia. 

Zostawiam Wam na zachętę: 

"Nastawiłem adapter i, sam nie wiem dlaczego, przyszło mi do głowy, że akordy piosenki wplątały się w jej włosy i przyciągnęły ją tutaj, krok za krokiem, nuta za nutą". 

PS. Dla nieletnich: Alice Kellen dość odważnie (ale niezwykle smacznie) przedstawia nam sceny bliskości fizycznej. Dla zwolenników: historia Axela i Leah ma ciąg dalszy - jestem w trakcie tomu drugiego pt. "Wszystko, czym jesteśmy razem". 

sobota, 19 sierpnia 2023

Wilki się czają/ Natasha Friend

 CZY ONA SAMA SIĘ PROSIŁA? - OTO JEST PYTANIE 


"A potem jak cholerny Czerwony Kapturek pomaszerowała radośnie do lasu, gdzie czaiły się na nią wilki".

Spokojnie - jak łatwo się domyśleć z opisu wydawcy (który znajdziecie w każdej internetowej księgarni) - nie jest to powieść o wilkach. Chociaż z drugiej strony ... trochę jest, ale o wilkach w ludzkiej skórze. O wilkach, które w naszym rzeczywistym świecie, za społecznym przyzwoleniem, czają się na swoje ofiary, krzywdząc je niewybaczalnie, poniżając i zostawiając z traumą na całe życie.

Ostrzeżenie: treść jest dosyć drastyczna i nie każdy czytelnik będzie chętny przez nią przebrnąć. Autorka nie koncentruje się nadmiernie na wyrafinowanych szczegółach przestępstw (pozostawiając wiele naszej wyobraźni), ale na działaniach głównej bohaterki Nory i jej przyjaciół. Pomimo początkowego etapu wyparcia, dziewczyna decyduje się walczyć o prawdę i stawić czoło tym, którzy, niepomni na wymiar wyrządzonej krzywdy, bezkarnie wykorzystują niewinne dziewczyny, chronieni przez patriarchalny system i ... jeszcze jedną osobę, której wpływ na cały proceder okaże się kluczowy. (będzie zaskoczenie!) 

I żeby nie było, że "wszyscy faceci są źli" i jest to pozycja skrajnie depresyjna - są też bardzo pozytywne postaci brata Nory oraz jej przyjaciela, a - w tle dramatu - także wątki młodzieńczego uczucia, bezinteresownej przyjaźni i niełatwych relacji rodzinnych. 

Generalnie - "Wilki się czają" to zdecydowanie nie jest dreszczowiec z akcją detektywistyczną w tle. Nie jest to również literackie arcydzieło, które swoim kunsztem powali nas na kolana. To powieść dla dojrzałych czytelników, która porusza niebywale trudną (i niezwykle ważną!) sprawę nadużyć seksualnych (w tym gwałtów) i pokazuje, krok po kroku, proces dochodzenia sprawiedliwości przez ofiarę przestępstwa. 

Świat potrzebuje takich książek. Bez względu na to, gdzie rozgrywa się akcja - powieści tego typu nie tylko otwierają oczy na skalę problemu, ale pokazują też, jak dużo jest jeszcze do zrobienia. Pamiętajmy: kropla drąży skałę. Możemy zacząć od nas samych i podjąć chociażby walkę z głupimi komentarzami, które automatycznie przerzucają winę na ofiarę. Możemy prowadzić (małe lub duże) kampanie - zarówno w realu, jak i w mediach społecznościowych, z uporem maniaka uświadamiając "powątpiewających", że ofiara NIGDY nie prosi się o gwałt i przemoc, a każdy sprawca powinien zostać osądzony i ukarany, niezależnie od jego statusu społecznego czy materialnego, wykonywanego zawodu, przynależności do określonej organizacji i powszechnie panującej o nim opinii.   

Kto wie - być może nasze codzienne działania doprowadzą kiedyś do zmian w postrzeganiu ofiar, a pytania typu "w co poszkodowany/a był/a ubrany/a" znikną z przestrzeni publicznej, zaś kwestia oczywistej winy sprawcy nie będzie nigdy poddawana pod wątpliwość.   

czwartek, 3 sierpnia 2023

Tego lata stałam się piękna/ Jenny Han

 

MIŁOSNY TRÓJKĄT POŚRÓD SZUMU OCEANU 



"Pragnęłam, żeby ta chwila trwała wiecznie, żeby pozostała na zawsze. 
Jak wszechświat zamknięty 
w szklanej kuli, jedna chwila zamrożona na wieki".

Wiem, że mam 41 lat, ale co ja poradzę na to, że uwielbiam teen drama! Po kilku latach, natchniona ekranizacją pod tym samym tytułem (serial na Prime Video - polecam!), powróciłam do trylogii Jenny Han - akurat podczas letnich miesięcy, kiedy miłość unosi się w powietrzu i aż wprost domaga się, byśmy zaprosili ją do siebie. 

Jedna dziewczyna (która tego lata stała się piękna) i dwóch (równie pięknych) braci - czyli prastary miłosny trójkąt i odwieczny dylemat, znany od niepamiętnych czasów: którego wybrać? Plus szum oceanu, wakacyjne szaleństwa, przyjacielskie i rodzinne dramaty oraz - na pierwszym planie - nastoletnie uczucia każdorazowo przypominające emocjonalne trzęsienie ziemi. 

Drodzy starsi czytelnicy (załóżmy, że istnieją poza mną tacy, którzy lubują się w powieściach dla młodzieży) - prawdopodobnie niejeden raz parskniecie z wyższością nad niedojrzałością czy impulsywnością głównych bohaterów, ale już za chwilę przypomnicie sobie (jak ja), że oni są nastolatkami i ich świętym prawem jest doświadczać życia każdym elementem swojego jestestwa. W pierwszej części cała trójka nie ma jeszcze dwudziestu lat, nic zatem dziwnego, że chcą, by "ich miłość płonęła przez całe życie" i chcą być "pijani czułością", bo gdy miłość zawodzi i zostaje złamane serce, to w tym wieku jest złamane na amen i już nigdy przenigdy w życiu się nie poskłada, prawda? 

Zatem jeśli jesteś młodym czytelnikiem - zakochasz się w Jenny Han na sto procent. A jeśli jesteś czterdziestoparoletnim rozsądnym romantykiem - zakochasz się tym bardziej, ponieważ przez parę godzin powróci do ciebie świeżość pierwszej miłości - a wiadomo, że żadna inna nie jest już taka sama. 

piątek, 22 lipca 2022

Bez tchu/ Jennifer Niven

 "NAPEŁNIAJ OCZY CUDAMI"



Jennifer pisze jak nikt inny. Kiedy się ją czyta (nawiasem mówiąc, genialne tłumaczenia wszystkich trzech powieści!), każde słowo zdaje się być wyrwane prosto z trzewi. Są to słowa surowe, jednocześnie poetyckie, ludzkie, ale i magiczne. Ona potrafi uchwycić NANOSEKUNDY, błyskawiczne flesze przemykające nam przed oczami, momenty wstrzymania oddechu czy zmrużenia oczu - i wszystkie mają znaczenie, wypływają na wierzch z naszego wnętrza, poprzedzając wypowiedziane słowa lub poczynione gesty.

Claude, z powodu rodzinnych turbulencji, spędza wakacje na wyspie i ten nieplanowany wyjazd zmieni w jej życiu wszystko. Claude zacznie odkrywać swoją tożsamość rodową, ruszy w podróż w głąb rodzinnych relacji, pozna historie swoich przodkiń, zanurzy się w ich cierpieniu - wszystko po to, aby znaleźć rdzeń, na którym buduje się swoje jestestwo i potem czerpać z niego siłę, odkryć siebie prawdziwą. 

No i pojawi się Jeremiasz - człowiek wyspy, wody i słońca. Bosonogi i tajemniczy, zaprosi Claude do swojego świata, obnaży swoje słabości, a jednocześnie pozna Claude tak, jak nikt nigdy wcześniej nie poznał. 

"Bez tchu" to też apoteoza pisania. Mieszkańcy wyspy przez lata pisali listy i składowali je w sekretnej szufladzie. Mama Claude jest pisarką i na wyspie szuka inspiracji do kolejnych powieści. Claude używa słów, aby wylać siebie całą na papier. W rozmowie z Jeremiaszem powie: "Kiedy napiszesz rzeczywiście dobre, prawdziwe zdanie, fragment albo scenę, czujesz się niezwyciężony, jakbyś mógł wszystko. Jakbyś miał supermoce: w tym momencie nikt cię nie ruszy. Jesteś najlepszy ze wszystkich". 

Czytajcie Jennifer. Czasami wypełnia nasze serca jak promienie słońca, innym razem rozrywa je na kawałki. Ale zawsze jest prawdziwa, a jej słowa zdają się być napisane tylko dla nas. 

piątek, 6 maja 2022

Rozmowy z przyjaciółmi/ Sally Rooney

 "JEST COŚ PIĘKNEGO W TYM, JAK ODBIERASZ ŚWIAT"




Jeśli zacznę od tego, że Sally Rooney napisała o miłosnym trójkącie (tudzież czworokącie), to pomyślicie, że to bardzo banalne i w ogóle nie ma sensu zawracać sobie "Rozmowami..." głowy. Ale chyba tylko Rooney potrafi z pozornie banalnego tematu stworzyć coś ważnego i wartościowego, i sprawić, że prozaiczne wydarzenia nabierają niemalże metafizycznego wymiaru. 

"Rozmowy z przyjaciółmi" są pierwszą powieścią Rooney, co w sumie ma sens, bo nie są to na pewno wyżyny, na jakie wspięła się w kultowych już obecnie "Normalnych ludziach". Tutaj Sally dopiero się rozkręca, ale już widzimy, że ma oryginalny warsztat i wyjątkowe spojrzenie na świat. 

Rooney trzeba lubić. Pisze bez cudzysłowów i myślników (mnie akurat odpowiada), więc dialogi i rozważania bohaterów zlewają się w jeden - prawie! - strumień świadomości (spokojnie, Sally stawia kropki i używa dużych liter; po prostu musimy być czujni w czasie czytania!). Jest naprawdę charakterystyczna, opisuje, co kto zjadł na śniadanie, w którą stronę się spojrzał i co dokładnie powiedział. Dla niej każdy detal ma znaczenie: począwszy od tostów na śniadanie, przez kanapę w pokoju do pisanych w nocy smsów. To nie koniec! Ważne również, czy bohater w danym momencie przygotowuje posiłek, czy otwiera komuś drzwi, czy podaje dłoń, a nawet ... gdzie leży jego pies (!). Brzmi dość ekstrawagancko, ale uwierzcie, że dzięki tym zabiegom jesteśmy w stanie wyobrazić sobie WSZYSTKO, co Rooney chciała nam przekazać. 

Cała powieść to właśnie rozmowy - z kimś, o kimś, ze sobą, o sobie. Tak jak u nas - one zawsze są PO COŚ, są przyczyną lub skutkiem, z nich składa się codzienność. Jedno słowo prowadzi do następnego, raz wypowiedziane przez nas zdanie żyje za chwilę już poza nami i staje się częścią nowego scenariusza, w którym nie zawsze jesteśmy główną postacią. A bywa i tak, że nasze oczy "prowadzą własną rozmowę", jak u Rooney, jak u Frances i Nicka (ale o tym już musicie sami się przekonać!).  

Prawda jest taka, że albo Rooney Wam się spodoba i będziecie czekać na ciąg dalszy, albo dacie sobie spokój po kilku stronach. Ja jestem z tych pierwszych. A Wy?

PS. Duży plus za bardzo potrzebny wątek medyczny!