Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więzienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więzienie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2021

Porwana/ twórcy: Natxo López, Ruth García, David Oliva

 TO WSZYSTKO MIŁOŚĆ SPRAWIŁA


Hiszpańska perełka Netflixa. 

Reklamowany jako opowieść o ojcu, który celowo trafia do kolumbijskiego więzienia, chcąc odnaleźć porywacza swojej córki, w rzeczywistości serial jest misternie uplecioną opowieścią o tym, do czego może popchnąć nas miłość. 

W zawrotnym tempie fabuła poszerza się na naszych oczach, wymaga stuprocentowego skupienia i tworzenia mentalnej sieci połączeń. Tutaj każdy bohater ma motyw, który - co gorsza! - jesteśmy w stanie zrozumieć, uzasadnić. 

Absolutnie nic nie jest takie, jakby się wydawało, nikomu nie wolno ufać. Poszczególne odcinki fundują nam wbijające w fotel zwroty akcji, które próbujemy przetworzyć i dopasować do układanki, zanim wystąpią kolejne. 

Na samym początku drogi każdej z postaci pojawiła się miłość - do brata, do córki, do żony - która zdeterminowała później ich życiowe wybory i popchnęła ku błędnym decyzjom. Uniwersalizm uczucia sprawia, że potrafimy wejść w skórę bohaterów, przyznać im rację i - nawet w przypadku mocno kontrowersyjnych etycznie zachowań - powiedzieć: zrobiłbym dokładnie tak samo! 

Plejada oryginalnych postaci - główna bohaterka prawniczka Angelita (rewelacyjna Adriana Paz) przyciąga widza nie tylko cudną urodą, ale nade wszystko silnym charakterem, odwagą i nieustępliwością w walce o sprawiedliwość. Antonio - ojciec, któremu śmierć nie jest straszna, byleby dowiedzieć się, czy ukochana córka żyje. Milena - matka, która obsesyjnie chroni swoje dziecko, gdyż ma ku temu istotne powody. 

Dodajmy do tego niesamowitą grę aktorską, genialny montaż i błyskawiczną akcję, a otrzymamy serial, który (miejmy nadzieję) na stałe zapisze się na kartach kinematografii. Dla mnie 10/10. 

czwartek, 8 października 2020

25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy/ reż. Jan Holoubek

 WOLNOŚCI ODDAĆ NIE UMIEM


Wiemy, o czym jest ten film i z tą (mniejszą lub większą) wiedzą idziemy do kina. Nasza perspektywa poszerza się o drastyczne szczegóły z pobytu pana Tomasza w więzieniu, jak również o detale "procedury" zatrzymania i skazania - wstrząsające sceny z przesłuchania, mataczenie w śledztwie, ekspresowy wyrok. 

Historia znana, przytaczana w wywiadach osobistych pana Tomasza, jak i w publicznych dyskusjach. Ba! Nawet już przez niektórych znienawidzona i oklepana, z przypiętą łatką pt. "Komenda celebryta." (nie ulega wątpliwości, że zawiść to cecha narodowa Polaków) To, co mnie uderzyło w obrazie Holoubka, to wierne odtworzenie niezwykle bliskiej i wyjątkowej więzi łączącej bohatera z jego matką. Agata Kulesza jest świetna - scena, gdy wygraża synowi palcem, krzycząc po oknem szpitala, ukazuje kobietę, która swą siłą pokona każde zło, każdą ciemność. Drobne gesty, uśmiechy, słowa - składają się na piękną całość, która potwierdza to, o czym pan Tomasz niejeden raz wspominał w późniejszych wywiadach - jego rodzina nie poddała się nigdy. Kiedy widzimy ich regularne odwiedziny w więzieniu, podczas których przyprowadzają do wujka Tomka kolejne rodzące się dzieciaki - uśmiechamy się przez łzy. Esencja życia. Miłość. 

Bohaterowie nie są przepiękni, rodem z Hollywood i to też jest dużym plusem filmu. Mieszkają na kupie w małym mieszkanku, znają się jak łyse konie. Skoczą za sobą w ogień. Ludzie prości, z mocnym moralnym kręgosłupem. Bije od nich ciepło i "swojskość."

Dla mnie jest to nade wszystko film o miłości. O tym, że matka dla swojego dziecka zrobi absolutnie wszystko. 

Jest to też film o byciu przyzwoitym. Kiedy policjant Remigiusz przypadkowo odkrywa nieprawidłowości w śledztwie, podejmuje odważną decyzję, by stawić czoło systemowi sprawiedliwości. Jest jedna znamienna scena, kiedy informuje żonę o tym, że jego walka może się źle skończyć i z miejsca zyskuje jej stuprocentową aprobatę - "wiesz, co masz robić," powie mu. Razem z kolegami prokuratorami policjant stawia na szali swoją dotychczasową karierę. Drąży sprawę tak długo, aż na światło dzienne wychodzi niekompetencja organów ścigania, brutalność funkcjonariuszy i presja "osób z góry", by sprawcę (byle jakiego) koniecznie skazać. Dla przeciętnego widza proces Komendy wydaje się totalnie absurdalny, w papierach nie zgadzało się nic. 

Jednak warto być przyzwoitym, prawda? Może i się nie opłaca, ale uratowanie życia drugiemu człowiekowi stanowi sens człowieczeństwa, istotę naszego jestestwa. Żyjemy dla innych, nie dla siebie. 

Końcowe ujęcie, w którym filmowemu Tomkowi użycza papierosa prawdziwy uśmiechnięty Komenda, napawa nadzieją i koniec końców wychodzimy po projekcji do głębi poruszeni, ale szczęśliwi, że sprawa miała taki a nie inny finał. 

niedziela, 17 listopada 2019

Aż do śmierci/ Daria Górka

KTO ZGINIE: ON CZY JA? 


Bohaterki tej książki stanęły przed traumatycznym wyborem i dokonały go w afekcie, uprzednio nie planując, a później żałując podjętej decyzji. Decyzji, która de facto ocaliła fizycznie ich życie oraz życie ich dzieci.

Po latach upokorzeń, przemocy fizycznej i równie okrutnej (jeśli chwilami nie gorszej) przemocy psychicznej, bohaterki były zmuszone sięgnąć po nóż i obronić się przed napastnikiem, za co teraz odsiadują karę pozbawienia wolności. Gdy już ten "wybór" się dokonuje, na sali sądowej są traktowane jak sprawczynie. Następuje nieoczekiwana zamiana ról.

Te, które przez kilkanaście lat właściwie czołgały się przez życie, chowając siniaki za tonami makijażu i znosząc obelgi z ust kata, teraz "zyskują" status morderczyń, a w trakcie procesu niewielkie znaczenie ma tło historii i wieloletnia przemoc.

Tak, czasami lata siniaków są tzw. "okolicznościami łagodzącymi", ale zawsze jest to bezwzględny wyrok więzienia, od 3 do 10 lat. Nie ma "zawiasów", nie ma taryfy ulgowej, nie ma całokształtu, jest tylko ten jeden malutki wycinek życia, kiedy zmuszone do samoobrony, zabiły swoich oprawców.

Takie są realia. Zaznaczam, że bohaterkami nie są tylko i wyłącznie - patrząc stereotypowo - kobiety z niższym wykształceniem, z patologicznych środowisk. Taki mit pokutuje od dawna, ale kiedy przeczytamy wywiad z kobietą, która zabiła męża przemocowca, gdy na górze trwały urodziny syna - światopogląd nam się troszkę poszerza. To też pokazuje, na jak cienkiej granicy balansują ofiary przemocy w rodzinie - jeśli przemoc eskaluje (a tak jest zawsze), najczęściej kończy się tragedią. Wiadomo, że ktoś zginie - i teraz rodzi się pytanie: czy mam zginąć ja i osierocić dzieci, zostawić je na pastwę losu u ojca tyrana, czy zginie on, ja odsiedzę karę i potem zawalczę o siebie?

Nie zrozumcie mnie źle, wszystkie bohaterki żałują swojej decyzji. To nie są MORDERCZYNIE, ponieważ żadna z tych zbrodni nie została zaplanowana. Zabójstwa zawsze dokonywały się w trakcie awantur, kiedy oprawca groził śmiercią lub faktycznie już był w trakcie ataku. Każda z nich do końca życia będzie musiała żyć ze świadomością, że pozbawiła kogoś życia, a więc świętości.

Ale kto pomyślał wcześniej o ich życiu? Gdzie była ta świętość, ta ochrona ofiar, kiedy latami zmagały się z opieszałością Policji lub niesprawiedliwością sądów? Co takiego musi się wydarzyć, żeby zaistniała jakaś faktyczna siatka pomocy dla skrzywdzonych rodzin? Odizolowanie od sprawcy, lokum dla uciekających matek, warsztaty psychologiczne, pożyczki na nowe życie. JAKIE szanse mają ofiary, żeby wyjść z obłędu, zanim  będzie za późno?

Rozejrzyj się wokół. Może masz przy sobie, może za ścianą, kobietę, która cierpi, dzieciaki, które są świadkami przemocy. Może słyszysz awantury i nie chcesz "się wtrącać." Najprostsza droga to zamiatanie brudów pod dywan. A potem wybucha bomba i sąsiedzi w głowę zachodzą, powtarzając: no tak, coś tam było słychać, ale wie pan...

Co takiego musi się zmienić w świadomości ludzi, żeby umieli wyjść ze swojej bezpiecznej strefy i mieć cywilną odwagę zadzwonić na Policję, gdy widzą krzywdzoną rodzinę? Matko, czy masz odwagę powiedzieć swojemu synowi, że nie zachowuje się normalnie? Siostro, czy przetłumaczysz swojemu bratu, że musi iść na leczenie, bo swoją agresją sprawia ból bliskim osobom? Kumplu, czy odezwiesz się do swojego kolegi, gdy dostrzeżesz jego niebezpieczne zachowania, patologiczną zazdrość i zaborczość lub brak szacunku do swojej partnerki? Sąsiedzie, czy będziesz zeznawał na sali sądowej, aby potwierdzić, że za drzwiami trwała przemoc?

Pomoc zaczyna się od UWAŻNOŚCI. Zauważ, posłuchaj, uwierz, zaoferuj schronienie, cokolwiek. Ta książka nie zostałaby napisana, gdyby ktoś parę lat przed zbrodnią, wyciągnął dłoń i pokazał kobietom, że można żyć inaczej. Poczytaj o przemocy, przestań powtarzać frazesy typu "sama się prosiła" lub "trzeba było odejść" - otwórz oczy, zdobądź wiedzę, nie osądzaj. STAŃ PO STRONIE SKRZYWDZONYCH, zawsze.