Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 sierpnia 2024

Boże, daj orgazm. Jak być sobą w seksie/ Violetta Nowacka

 KOBIECY POWRÓT DO KORZENI


Już widzę teraz Wasze miny! Ha, to tylko sprytny zabieg autorki - nie jest to bynajmniej książka o pozycjach seksualnych i osiąganiu orgazmu (co i tak nie byłoby oczywiście niczym złym), ale genialnie napisany traktat o stłumionej kobiecości, która po latach próbuje znaleźć ujście i dopomina się o należyte jej prawa. (!)

Autorka, Violetta Nowacka, jest psycholożką i terapeutką, uczennicą samego prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza (aby poznać rozważania profesora na temat kobiet, kliknij tutaj ). Na podstawie wieloletnich doświadczeń rozmów z kobietami, analizuje wpływ nauk Kościoła Katolickiego na funkcjonowanie kobiet w społeczeństwie i ich pozycję w hierarchii społeczno-rodzinnej. Surowo (ale z szacunkiem) punktuje kontrowersje związane z Katechizmem KK i podaje konkretne przykłady krzywdzącej narracji na temat kobiet (scheda po patriarchacie, który w sferach KK niezwykle trudno wykorzenić). Przede wszystkim jednak pokazuje, jak pielęgnowane od (tysięcy) lat schematy, wdrukowywane kobietom przez kolejne pokolenia, odcisnęły piętno na ich psychice i postrzeganiu siebie samych. Autorka podkreśla, że "ciało to portal dla duszy" i powinno być jej sojusznikiem, a nie wrogiem. Tymczasem ... w rozmowach z kobietami bezustannie przewija się temat wstydu, kompleksów, zakazów, nietolerancji, uległości seksualnej, kultu dziewictwa czy też nadmiernej skromności.  

Już na samym początku pani Nowacka zaznacza, że nie ma zamiaru walczyć z wyznawcami religii katolickiej. Czytając książkę, odczułam bardziej chęć rozprawienia się ze szkodliwymi stereotypami na temat kobiecej seksualności, których źródła należy szukać zawsze w dzieciństwie i wychowaniu - a w naszym kraju w przeważającej większości jest to wychowanie w duchu religii katolickiej. 

Pacjentkami autorki są kobiety 25-50+, które pogrzebały swoją kobiecość na skutek niesprawiedliwych osądów albo wpajanych im przez rodziców i księży (lub siostry zakonne) jedynych, słusznych prawd (między innymi: zakaz masturbacji i seksu przedmałżeńskiego, potępianie homoseksualizmu, antykoncepcji i rozwodów). Podczas terapii szukają swoich korzeni i uczą się dostrzegać kobiece piękno, a także dawać sobie przyzwolenie na wyrażanie siebie, również w sferze seksualnej. Aby jednak do tego dotrzeć, trzeba wyleczyć to, co nieuleczone i zaopiekować się swoją kobiecością. 

I o tym jest ta książka. Polecam bezapelacyjnie! 

niedziela, 10 marca 2024

"Dobrzy nieznajomi"/ reż. Andrew Haigh

 THE POWER OF LOVE 


Nie bez powodu napiszę dziś, 10 marca, w Dniu Mężczyzn, o wyprawionej nam przez Andrew Haigh’a filmowej uczcie, troszkę nieudolnie przełożonej na język polski jako „Dobrzy nieznajomi” (zdecydowanie więcej o przesłaniu powie nam angielski tytuł „All of us strangers”). Napiszę o mężczyznach, którzy chcą wierzyć w miłość, którym nieobcy jest ból istnienia i którzy nie wstydzą się łez.

Adam i Harry poznają się przypadkiem, będąc jedynymi mieszkańcami wielkiego londyńskiego wieżowca (co wydaje się dziwne, ale po dłuższym czasie nabiera znaczenia). Adam (oszałamiający Andrew Scott) jest scenarzystą-samotnikiem, który – osierocony w wieku 12 lat – przez całą młodość zmagał się ze swoją homoseksualnością (lata 90-te, epidemia AIDS, marne początki jakiejkolwiek otwartości na środowisko LGBTQ+, o którym wówczas nikt nie słyszał). Harry (genialny Paul Mescal), jego młodszy o kilka lat sąsiad, dorastający dwie dekady później, w świecie już bardziej otwartym i przyjaznym, ma zgoła inne, mniej traumatyczne, doświadczenia. Chyba dzięki temu jest w stanie przebić się przez emocjonalną skorupę Adama i pokazać mu, że szczęście jest w zasięgu ręki.

Odnoszę wrażenie, że opisanie kiełkującego między nimi uczucia za każdym razem otrze się o banał. Ale kiedy spotykają się dwie delikatne dusze, kiedy Adam zrzuca zbroję i zaprasza Harry’ego do swojego świata, kiedy razem odkrywają, jak smakuje dobra, cierpliwa miłość – to wówczas jest jedynie czyste piękno, słońce i uśmiech. Co więcej, Adam pewnego razu odwiedza swój dom rodzinny, gdzie – tu szok! - spotyka swoich (nieżyjących?) rodziców (rewelacyjni Jamie Bell i Claire Foy), a tym samym ma jedyną, niepowtarzalną szansę rozprawić się z przeszłością, która – nieproszona – nie pozwala mu zakotwiczyć się w teraźniejszości i cieszyć się spokojem.

Nie zdradzę więcej; wierzę, że sprawdzicie na własnej skórze, samodzielnie odkryjecie wszystkie tematyczne warstwy i rozszyfrujecie symbole (tu będzie się działo, gwarantuję!!!). Ten film po prostu TRZEBA zobaczyć! Ktoś mógłby powiedzieć: ale tutaj nic się nie dzieje, ot, spotyka się dwoje nieznajomych … (STRANGERS!) Tymczasem - na pograniczu jawy i snu rozgrywa się niezwykła opowieść, która – jeśli tylko pozwolicie - wkradnie się w każdy zakamarek Waszych serc i zostanie tam na wieki wieków.

To film otoczony mgłą surrealizmu, z przepiękną ścieżką dźwiękową – film, w którym głównymi bohaterami są tylko i wyłącznie uczucia, a Adam i Harry są jedynie pośrednikami, mającymi rozłożyć je na kawałki i pomóc zrozumieć. Jest tutaj wszystko: żal, lęk, cierpienie, miłość rodzica, miłość syna, miłość romantyczna. I wreszcie – „Dobrzy nieznajomi” to także opowieść o żałobie, o pożegnaniu z tym, co już za nami i o tym, że – i tu zapewne otrę się, chcąc nie chcąc, o banał – nic nie pokona siły miłości i w ostatecznym rozrachunku tylko ona ma sens.

czwartek, 11 maja 2023

Żony gejów/ Maria Mamczur

"PYTANIA SĄ UDRĘKĄ. ODPOWIEDZI NIE DAJĄ UKOJENIA".


Uwaga! Pozycja tylko dla otwartych umysłów!

Wydaje Wam się, że tytułowe żony gejów to temat marginalny we współczesnym społeczeństwie? Nic bardziej mylnego. Z przywołanych na wstępie szacunków wynika, że jeszcze parę lat temu 48% gejów do lat 50 pozostawało w związku z kobietami. Powody: wstyd, lęk przed stygmatyzacją i wykluczeniem. 

Wiele z bohaterek zostało zdradzonych w trakcie małżeństwa, zaś odkrycie orientacji seksualnej męża było początkiem ich wspólnego końca. Niektóre natomiast świadomie wybrały życie z mężem-gejem, na wzór przyjacielskiej "umowy", wiedzione pragnieniem uwicia rodzinnego gniazda. Jak się szybko okazuje, każda z opcji została okupiona cierpieniem.

Pani Mamczur oddaje również głos mężczyznom - drugiej stronie medalu i drugiej stronie dramatu. Poznajemy przyczyny ich decyzji - albo życia w ukryciu, przy jednoczesnym wypieraniu swojej orientacji (lub próbie jej "uśpienia"), albo życia "na dwa fronty". Większość bohaterów poślubiło kobiety, aby spełnić w ten sposób nadrzędne marzenie o założeniu rodziny. Niektórzy wciąż poszukują kogoś, kto zgodzi się dobrowolnie na biały związek, licząc tym samym na pozbycie się natrętnych komentarzy pt. kiedy się w końcu ustatkujesz. Są i tacy, których droga do odkrycia orientacji seksualnej była (lub nadal jest) długa i nieoczywista, a małżeństwo z kobietą - na dany moment - szczere i uczciwe. 

To, co najbardziej uderza w tym reportażu, to fakt, że za każdą z przytoczonych historii kryje się ludzki dramat, zamknięty najczęściej w czterech ścianach, niosący ze sobą cierpienie dzieci, wstyd rodziny, wszechogarniający żal, często nienawiść. Czy na emocjonalnych zgliszczach da się jeszcze coś wybudować? "Zamiast krwi mam w żyłach popiół", powie jedna z bohaterek.  

Początków zjawiska można by upatrywać w konstrukcji społeczeństwa, które przez kilkaset lat nie dawało przyzwolenia na homoseksualizm. I nie mówię wyłącznie o Polsce - pamiętajcie, że homoseksualizm został wykreślony z listy chorób WHO dopiero w 1990 roku, a obecnie, w XXI wieku (!), chociaż wydaje się to niewiarygodne, w niektórych krajach wciąż jest karany śmiercią (Iran, Sudan czy Nigeria). 

Jaką zatem opcję mieli geje w Polsce 40, 50 lat temu? W zasadzie dwie: poddać się technikom awersyjnym (czyli hołubionej wówczas przez lekarzy i księży terapii "naprawczej") lub wejść do emocjonalnej szafy i żyć w jako takim spokoju, z żoną-parawanem u boku.  

Autorka - jak przystało na profesjonalny reportaż - nie ocenia, szuka jedynie odpowiedzi. Świetnym uzupełnieniem książki jest sekcja na temat genezy parad równości, a także komentarze ekspertów: profesora Zbigniewa Izdebskiego, profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza, dziennikarza Marcina Dzierżanowskiego (prezesa Fundacji Wiara i Tęcza) oraz terapeuty Pawła Kurczaka (tu bardzo interesujący wątek mężczyzn MSM!). 

Bezapelacyjnie polecam. 

piątek, 12 czerwca 2020

Pięć zauroczeń/ André Aciman

PIĘĆ (NIE)ZAISTNIAŁYCH MIŁOŚCI



"Po ostatecznym pożegnaniu patrzyłem jeszcze chwilę, jak idzie w stronę centrum, i przystanąłem na placu, myśląc, że mógłbym bez trudu przestać jeździć pociągiem, przeprowadzić się, gdzieś tu niedaleko, zabierać ją w tygodniu do kina i robić wspólnie różne inne rzeczy, a gdyby dobrze poszło, patrzyłbym, jak staje się sławna i coraz piękniejsza, mielibyśmy dzieci, aż pewnego dnia weszłaby do mojego gabinetu oznajmić, że już z siebie wyrośliśmy i popadliśmy w rutynę." 

Taki jest właśnie Aciman! Nikt tak nie pisze o miłości, jak on. Wystarczy jedno spojrzenie, jedna nietuzinkowa, surrealistyczna rozmowa i  już planujesz imiona waszych dzieci - już prowadzisz ją/ go ku spokojnej wspólnej starości - świeży, lekki, uradowany.

Bohater "Pięciu zauroczeń", Paul, zaprasza nas w nostalgiczną podróż do istnego "tsunami uczuć", do swoich pięciu miłości, pięciu osób, które budzą jego zmęczone serce - każdorazowo tak samo intensywnie, prawdziwie, namiętnie, wyjątkowo.

Miłość do starszego mężczyzny, do mężatki czy do koleżanki ze studiów - dla Paula każda z nich stanowi filar jego istnienia, jestestwa, mówi nam o nim i przemawia do niego, kształtując jego serce, modelując je, niczym wytrawny artysta. Nasuwa się nieuchronne pytanie, która z tych historii jest najprawdziwsza - czy ta pierwsza, czy ostatnia, a może któraś "pomiędzy"? Aciman pokazuje, że każda miłość jest pierwsza; Paul odczuwa wszystkie magiczne spotkania na poziomie transcendentalnym, całym sobą, zostawiając za sobą dotychczasowe wątpliwości. Za każdym razem angażuje się kompletnie, gotów "czekać w nieskończoność", a jego uczucie jest wszechobecne, piorunujące, niosące nadzieję na idylliczne zakończenie.

Dlaczego zatem Aciman nazwał je jedynie zauroczeniami, dając tym samym pole do popisu pozbawionym romantyzmu sceptykom? Być może przez ostrożność. A nuż Paul ma przed sobą jeszcze pięć kolejnych historii, zanim jego serce się uspokoi i zakotwiczy w bezpiecznym miejscu, zanim to będzie tylko i wyłącznie miłość.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Znajdź mnie/ André Aciman

POWSTAJĘ Z MARTWYCH, BO TY JESTEŚ



"Zostawiamy po sobie nasze cienie i powierzamy to, czego się nauczyliśmy,
 co przeżyliśmy i co wiedzieliśmy, naszym pogrobowcom."

Boże mój, cóż to była za duchowa, intelektualna i językowa uczta! Istny majstersztyk, literackie wyżyny, na które wspinają się jedynie nieliczni. Świetnie poprowadzona fabuła, co rusz literackie perełki, wielowymiarowi, niesamowici bohaterowie, efemeryczna sensualność, magia, smak, wyczucie - w tej książce jest WSZYSTKO, do czego dążą powieściopisarze, co decyduje o tym, że człowiek tę powieść po prostu pochłania, żyje nią, siedzi w niej myślami.

Niewiele chcę zdradzać, powiem tylko, że cała historia podzielona jest na trzy - nazwijmy to - sekcje. Na początku poznajemy dalsze losy Samuela, ojca Elio. (przecudny miłosny wątek obalający wszelkie stereotypy, kiedy Samuel opisuje Mirandę: "wzbudziła pragnienie rzeczy dotychczas uważanych za na zawsze usunięte z mojego życia") Druga część to nasz ukochany Elio, 20 lat później, słynny pianista, artystyczna dusza, wrażliwiec. (nie mogę spojlerować) Trzecia - Oliver. Mieszkający w Ameryce, planujący powrót do Anglii. Żona, dzieci i tzw. "normalne" życie.

Kto pokochał "Tamte dni, tamte noce", ten da się bez trudu oczarować "Znajdź mnie." Dla mnie to jest literacki Oscar, czytelniczy Golden Globe - który łączy w każdym calu wszystkie marzenia książkoholików. MUSICIE zanurzyć się w świat Acimana, życie jest wtedy piękniejsze!

Nawiązując do początkowej myśli, zanim zostawimy nas naszym "pogrobowcom," trzeba wyruszyć w odważną podróż, by znaleźć tych, do których bezgranicznie należy nasze serce. Tylko śmiałkowie są na tyle szaleni, aby zaryzykować wszystko i podążyć ku prawdzie. A tylko w prawdzie jesteśmy wolni, a nasze serca uskrzydlone.

Autor celnie przywołuje słowa Goethego: "Całe moje dotychczasowe życie było tylko prologiem, tylko zwlekaniem, tylko przepędzaniem czasu, tylko marnotrawstwem, dopóki nie poznałem ciebie."

Niech ta złota myśl będzie podsumowaniem i zapowiedzią tego, co znajdziecie u Acimana.

środa, 15 maja 2019

Noah po prostu jest/ Simon James Green

JESTEŚ TYM CO CZUJESZ


Świetna książka o poszukiwaniu własnej tożsamości seksualnej. Genialnie napisana, będąca wnikliwym spojrzeniem na dorastającego nastolatka, który nie bardzo jest w stanie zrozumieć, co się z nim dzieje, kiedy jego najlepszy przyjaciel nagle pocałuje go na zakrapianej imprezie. Świat staje do góry nogami! Co to było? Co to oznacza? Co z naszą przyjaźnią? Dlaczego mi się podobało? Czemu tak dziwnie się czuję? I wreszcie: CO LUDZIE POWIEDZĄ?

Zatem: (nie) typowe dylematy młodego człowieka, u progu dorosłości, w obliczu odkrywania własnego 'ja'. Ta książka jest tak urocza, tak fantastycznie napisana, że od samego początku trzymamy mocno kciuki, aby Noah i Harry się dogadali i byli razem :)

Po drodze Noah musi sobie poradzić ze szkolnym ostracyzmem, manifestacją swoich poglądów na przemian z syndromem ich wyparcia, zazdrością o Harry'ego, a także pewną wredną intrygą i dość zaskakującą rodzinną tajemnicą.

Całość zachwyca! Najlepsze na koniec: będzie kontynuacja!

czwartek, 3 maja 2018

Tamte dni, tamte noce/ André Aciman

CALL ME BY YOUR NAME 


"to jestem ja, to jesteś ty, tego chcę, między nami jest teraz tylko prawda, a tam, gdzie jest prawda, nie ma barier, nie ma ukradkowych spojrzeń, a jeśli nic z tego nie wyniknie, to niech przynajmniej historia odnotuje, że obaj mieliśmy świadomość tego, co się może wydarzyć."

Jedna z najpiękniej napisanych książek o miłości, w jakie dano mi było się zanurzyć. Język Acimana hipnotyzuje i porywa od pierwszych stron - to jest niebywałe literackie odkrycie, czysta poezja w najbardziej subtelnym wydaniu, istne słowne szaleństwo, skarbnica życiowych prawd. I przede wszystkim - uczucie. Epickie! 

To chyba właśnie misternie utkany język autora sprawia, że opowieść o kiełkującym między młodzieńcem a wakacyjnym gościem uczuciu nabiera głębi i urzeka nawet najbardziej sceptycznego czytelnika. Kto z nas nie karmi się bezwiednie historiami o miłości skazanej na porażkę, sekretnej obsesji, przepełnionej namiętnością i obłędem?  

W powietrzu wisi szekspirowskie fatum. Oto przeklęci kochankowie, którzy mają świadomość, że nie ma dla nich przyszłości -  nie są w stanie z siebie nawzajem zrezygnować. Desperacko chwytają wspólne chwile, kradną czas, oszukując nieuchronne przeznaczenie, nie potrafiąc przeciąć więzi, "tak jak robią neurochirurdzy oddzielający jeden neuron od drugiego." Zasada jest prosta: "zadowoli mnie nawet mniej, pod warunkiem, że będzie mi wolno żywić się tymi ochłapami." 

Oryginalny tytuł "Call me by your name" jest symboliczny i żeby się przekonać, kto kogo nazywa swoim imieniem, trzeba wejść w tę opowieść i dać się jej porwać. 

Destrukcyjna, ale rzeczywista i - co najistotniejsze - prawdziwa siła uczucia napędza kochanków do tworzenia wspólnej historii, pomimo przeświadczenia, że świat im tego nigdy nie wynagrodzi. "Wiedziałem, że nasze minuty są policzone, chociaż nie miąłem odwagi ich liczyć, tak samo jak widziałem, w jakim kierunku to wszystko zmierza, chociaż nie miałem odwagi czytać drogowskazów (...) plotki i upływ czasu mogły wypatroszyć albo obrać do kości wszystko, co nas łączyło." 

Raz podjąwszy decyzję, nie będzie odwrotu, ale w zamian będzie coś, co zostanie do końca, co przetrwa i zaiskrzy po latach, kiedy los da im szansę ponownie się spotkać. 

Po prostu miłość. Niewypatroszona przez upływ czasu, schowana w sercu serc, pierwsza, największa i jedyna. 

niedziela, 4 marca 2018

Simon oraz inni homo sapiens/ Becky Albertalli

WYJDĘ Z SZAFY I BĘDĘ SOBĄ



Świetna lekcja tolerancji i niezły eye-opener dla wątpiących w równość lub pragnących wniknąć co nieco w duszę nastoletniego Simona, który męczy się niemiłosiernie, obawiając się wyjawić światu swoją seksualną tożsamość.

W tzw. międzyczasie Simon nawiązuje intrygującą internetową znajomość z potencjalnym kandydatem na chłopaka (pseudonim Blue), lecz obydwaj decydują się nie odsłaniać prawdziwych danych, pozostając w eterycznym wirtualnym świecie romantycznych listów i wyznań.

Pamiętajmy jednak, że jak w spektaklu na ścianie wisi broń, to na pewno wystrzeli. I tutaj również bomba wybucha w sposób niespodziewany i bardzo dla Simona krzywdzący, ale drzwi szafy otwierają się na oścież i chłopak wreszcie może być tym, kim od zawsze chciał być. Pytanie - czy epicki coming out pociągnie za sobą happy end w sferze uczuć? Na ile odważny jest nieodgadniony Blue i czy zdoła stawić czoła skostniałemu dość otoczeniu, by być z Simonem?

Miłość, przyjaźń, rodzina, akceptacja - w świeżym wydaniu, daje całkiem pokaźną dawkę pozytywnych emocji i składa się na sukces przełamującej sztywne stereotypy historii homoseksualnej relacji między nastolatkami.