Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2025

Dojrzewanie/ twórcy: Jack Thorne, Stephen Graham

 PIEKŁO I NIEBO



Jeśli zdecydujecie się wejść w ten serial na 100%, gwarantuję, że po projekcji nie będziecie już tacy sami. Coś pęknie, będzie uwierać, nie da spać spokojnie. Przygotujcie się, że przejedzie po Was emocjonalny walec i długo się nie podniesiecie do pionu. Zapewniam, że powrócicie jeszcze niejeden raz do poszczególnych scen, odkrywając coraz to nowe detale, współcierpiąc z bohaterami po raz kolejny. 

Tak - według mnie jest to serial o współcierpieniu. O tym, jak rodzice i siostra muszą przyjąć na siebie nieprawdopodobnych rozmiarów cierpienie, które - w pewien zwyczajny, niezwiastujący niczego złowieszczego poranek - bez ostrzeżenia, nie pytając o pozwolenie, spada na nich z nieba. (Nawiasem mówiąc, scena policyjnego najazdu wbija w fotel i trzyma na bezdechu przez dobrych kilka minut.) 

Z pewnością przeczytaliście już streszczenia serialu i wiecie, że traktuje o trzynastolatku oskarżonym o zamordowanie swojej koleżanki. Od 13 marca, czyli daty premiery, Internet szaleje. Psychologowie rozpisują się na temat wpływu mediów społecznościowych na życie dzieciaków, eksperci od wychowania udzielają rodzicielskich porad, a entuzjaści obrzucają inwektywami tych, którzy krytykują serial za jego (rzekomą) nudę i brak zakończenia (what?). 

Moi drodzy - przecież to bardzo proste. Jeżeli oczekujemy sensacji, strzelanki, tudzież kryminału, kończymy projekcję i skracamy męki. W "Dojrzewaniu" nie porwie Was żaden policyjny pościg ani detektywistyczna zagadka. Już pod koniec pierwszego odcinka, w dramatycznej i po mistrzowsku odegranej scenie, dowiemy się, czy chłopak jest winny czy nie. Jak podkreślają twórcy, tu nie chodzi o to, KTO zabił, ale DLACZEGO. Zatem każdy odcinek poszerza nam świat, w którym dorastał nastoletni Jamie. 

Odcinek nr 2 - szkoła, spęd głupkowatych, pozbawionych empatii, nierzadko agresywnych małolatów, z których każdy jeden chce zabłysnąć i trafić do magicznego kółka popularności. Widz dostaje obuchem w łeb. Okazuje się, że młodzież nie jest taka słodziutka jak się wydaje, a emotki w Instagramowych komentarzach daleko wykraczają poza nasze wyobrażenie o komunikacji nieletnich. Odcinek nr 3 - psychologiczny majstersztyk, aktorski kosmos, techniczne arcydzieło. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że został nakręcony na jednym ujęciu (tak jak i pozostałe), długo nie otrząśniemy się po psychicznym kopie, zarezerwowanym nam bez pardonu w trakcie godzinnej sesji terapeutycznej Jamie'go i pani Ariston. Gęstość i napięcie wychodzi na każdym nerwie twarzy, nienawiść i odraza widoczne są w każdym spojrzeniu, a strach w każdym drgnięciu ciała. Dawno nie widziałam tak doskonale poprowadzonej narracji i tak fenomenalnego popisu gry aktorskiej. Czapki z głów. Odcinek 4 - na który internauci narzekają najczęściej - domyka sprawę, ukazując nam życie rodziny, która zmuszona była przeżyć największy koszmar, jaki można sobie wyobrazić. Jest idealnie zagrany, stuprocentowo kompletny i rozdziera serce kawałek po kawałku, do ostatniej minuty. Jeżeli dotrwacie do końcowej sceny ojca w pokoju syna - ... zrozumiecie, że nie znajdziemy nigdy jednoznacznej odpowiedzi na wiodące pytanie: dlaczego. Geny, wychowanie, a może środowisko? Wszystko po trochu, a może jednak wrodzone zło, które wcześniej nie zamanifestowało swojej obecności? Choroba psychiczna czy zaniedbania rodzicielskie? 

Oskar Wilde napisał: "Każdy z nas nosi w sobie niebo i piekło". Te słowa krążą mi po głowie od paru dni. Kto posiada moc decydowania o zwycięstwie którejkolwiek ze stron? Kto ma wpływ na to, że przeważy dobro, a zło ukryje się na zawsze i nigdy nie wyjdzie na wierzch? 

Jedno jest pewne - chcemy utulić tych poturbowanych psychicznie rodziców i powiedzieć im, że uczynili wszystko, co mogli na daną chwilę uczynić, że człowiek jest wypadkową tego, co go otacza i co siedzi głęboko w środku. Ci sami rodzice wychowają i księdza, i mordercę - i nigdy się nie dowiemy, dlaczego. 

czwartek, 15 sierpnia 2024

Boże, daj orgazm. Jak być sobą w seksie/ Violetta Nowacka

 KOBIECY POWRÓT DO KORZENI


Już widzę teraz Wasze miny! Ha, to tylko sprytny zabieg autorki - nie jest to bynajmniej książka o pozycjach seksualnych i osiąganiu orgazmu (co i tak nie byłoby oczywiście niczym złym), ale genialnie napisany traktat o stłumionej kobiecości, która po latach próbuje znaleźć ujście i dopomina się o należyte jej prawa. (!)

Autorka, Violetta Nowacka, jest psycholożką i terapeutką, uczennicą samego prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza (aby poznać rozważania profesora na temat kobiet, kliknij tutaj ). Na podstawie wieloletnich doświadczeń rozmów z kobietami, analizuje wpływ nauk Kościoła Katolickiego na funkcjonowanie kobiet w społeczeństwie i ich pozycję w hierarchii społeczno-rodzinnej. Surowo (ale z szacunkiem) punktuje kontrowersje związane z Katechizmem KK i podaje konkretne przykłady krzywdzącej narracji na temat kobiet (scheda po patriarchacie, który w sferach KK niezwykle trudno wykorzenić). Przede wszystkim jednak pokazuje, jak pielęgnowane od (tysięcy) lat schematy, wdrukowywane kobietom przez kolejne pokolenia, odcisnęły piętno na ich psychice i postrzeganiu siebie samych. Autorka podkreśla, że "ciało to portal dla duszy" i powinno być jej sojusznikiem, a nie wrogiem. Tymczasem ... w rozmowach z kobietami bezustannie przewija się temat wstydu, kompleksów, zakazów, nietolerancji, uległości seksualnej, kultu dziewictwa czy też nadmiernej skromności.  

Już na samym początku pani Nowacka zaznacza, że nie ma zamiaru walczyć z wyznawcami religii katolickiej. Czytając książkę, odczułam bardziej chęć rozprawienia się ze szkodliwymi stereotypami na temat kobiecej seksualności, których źródła należy szukać zawsze w dzieciństwie i wychowaniu - a w naszym kraju w przeważającej większości jest to wychowanie w duchu religii katolickiej. 

Pacjentkami autorki są kobiety 25-50+, które pogrzebały swoją kobiecość na skutek niesprawiedliwych osądów albo wpajanych im przez rodziców i księży (lub siostry zakonne) jedynych, słusznych prawd (między innymi: zakaz masturbacji i seksu przedmałżeńskiego, potępianie homoseksualizmu, antykoncepcji i rozwodów). Podczas terapii szukają swoich korzeni i uczą się dostrzegać kobiece piękno, a także dawać sobie przyzwolenie na wyrażanie siebie, również w sferze seksualnej. Aby jednak do tego dotrzeć, trzeba wyleczyć to, co nieuleczone i zaopiekować się swoją kobiecością. 

I o tym jest ta książka. Polecam bezapelacyjnie! 

poniedziałek, 15 lipca 2024

It ends with us/ Colleen Hoover

 HISTORIA O TYM, CZYM MIŁOŚĆ NIE JEST


Hm … tym razem nie będzie entuzjastycznych ochów i achów, tylko słodko-gorzka recenzja wraz z subtelnym ostrzeżeniem.

Ale do rzeczy. Wiedziona ciekawością (w sierpniu trafia do kin ekranizacja z uroczą Blake Lively), postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, o co chodzi z fenomenem Colleen Hoover. Powieść czytałam po angielsku, nie znam zatem polskiego przekładu, ale uczciwie przyznaję, że w oryginale styl Hoover ani nie razi, ani nie boli. „It ends with us” czyta się dobrze, szybko, pochłania trochę jak kolejne odcinki serialu o miłości.

Tak, jest to powieść o miłości. Bez wątpienia. Wątek z młodości Lily i Atlasa (bardzo fajnie wprowadzony za pomocą listów bohaterki do Ellen DeGeneres) jest przecudny, można się naprawdę zauroczyć (duży plus)! Mimowolnie sięgniecie wspomnieniami do Waszych pierwszych miłosnych doświadczeń, tych czystych, naiwnych,  jeszcze nieskażonych późniejszymi rozczarowaniami.

Przejdźmy do minusów: związek Lily z Ryle’m (czyli wątek główny). OK, kumam, że autorka chciała opisać schemat ofiary uwikłanej w spiralę przemocy i w PEWNYM stopniu jej się to udaje - także poprzez historię matki Lily i jej przemocowego ojca. Aczkolwiek, kiedy zaczyna się  tłumaczenie patologicznych reakcji Ryle’go i analizowanie jego nieszczęśliwego dzieciństwa, zapala nam się czerwona lampka: STOP! To przeczy wszelakim psychologicznym radom udzielanym ofiarom przestępstw, albowiem żelazna zasada brzmi: NIE ANALIZUJ OPRAWCY. Nie pochylaj się nad jego dzieciństwem. Nie poszukuj przyczyn jego zachowania. Nie używaj słowa „miłość”, tam, gdzie występują agresja i przemoc. Skup się na SOBIE i swoim uzdrowieniu. Dlaczego bohaterka (inteligentna, skądinąd, kobietka) nie zwróciła się po pomoc do terapeuty, dlaczego nie wyposażyła się w wiedzę, dzięki której wszystko stałoby się jasne i klarowne? Dlaczego wydawało jej się, że sama znajdzie wyjście z tak wyniszczającego związku, polegając jedynie na swoim (mocno zakrzywionym) osądzie sytuacji?

Totalnie rozumiem zarzuty wobec Hoover, jakoby romantyzowała sprawcę przemocy. Kiedy czytasz, jak on płacze rzewnymi łzami, jaki jest biedny, poraniony, jak chciałby być dobry, ale nie potrafi itd. – otwiera ci się nóż w kieszeni, albowiem nie o to się rozchodzi w schemacie ofiara-kat! Proces zdrowienia nie polega na litości ani współczuciu wobec sprawcy, ale o zadbaniu o WŁASNY dobrostan. I chociaż częściowo bohaterka dochodzi do konkretnych wniosków (pod koniec powieści), to i tak czuję niesmak na myśl o tym, jak ten obraz „pięknego agresora” może namieszać w głowach młodym czytelniczkom, spragnionym wielkiej, namiętnej i burzliwej miłości. Nie sądzicie, że era fascynacji bad boy’em powinna już odejść do lamusa?  Skupmy się na osobach, które obdarzają nas troską i przy których odnajdujemy poczucie bezpieczeństwa.

Moje ostrzeżenie: jeśli masz jakąkolwiek wiedzę psychologiczną na temat relacji sprawca-ofiara, możesz tę książkę przeczytać. Będziesz wtedy wiedział/a, że łobuz wcale nie kocha najbardziej i w obliczu zagrożenia trzeba brać nogi za pas. Jeżeli zaś ten temat jest Ci obcy, wybierz, proszę, inną książkę – o miłości zdrowej, bezpiecznej i przynoszącej ukojenie.

PS  Drodzy autorzy, nie ubierajcie oprawcy w piękne opakowanie: markowy garnitur, dobrą pensję czy czarujące oczy – nic dobrego z tego nie wynika.


piątek, 12 lipca 2024

W głowie się nie mieści 2/ reż. Kelsey Mann, scen. Meg LeFauve i Dave Holstein

O OSWOJENIU EMOCJI SŁÓW KILKA 



Kochani! Chyba nie ma lepszego filmu o emocjach, o tym, że trzeba je wszystkie przeżyć, przetrawić i zaakceptować! O tym, że każda z nich jest istotna, a wszystkie w komplecie budują nas jako jednostki. O tym, że codziennie chwile z czasem nabierają magii i stają się naszymi ‘core memories’ - najważniejszymi wspomnieniami, które towarzyszą nam już zawsze. O tym, jak przekonania (tworzone w naszej głowie) kreują osobowość, a ta potem rządzi naszym życiem.

Będziecie się śmiać i płakać na przemian! Doczytałam, że za konceptem filmu stoją Meg LeFauve (scenariusz) i Kelsey Mann (reżyseria) – ochrzcić ich mianem geniuszy to nadal mało! Scena z atakiem paniki głównej bohaterki, Riley, należy do najlepszych w historii kina (nie tylko animowanego) – powinien ją obejrzeć każdy nastolatek razem ze swoim rodzicem, każdy nauczyciel, lekarz, ciocia, wujek – wszyscy, którzy na co dzień obcują z dorastającymi dziećmi i nie rozumieją, co się z nimi dzieje.  

Jestem bezkrytycznie zakochana w tej koncepcji (wędrówka emocji po czeluściach mózgu Riley to jest majstersztyk!). Jak dla mnie, w porównaniu z częścią pierwszą, twórcy (po 9 latach od premiery „jedynki”) weszli na level mistrzowski. Bezapelacyjne 10/10!


sobota, 22 czerwca 2024

Myśl jaśniej! Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie / Darius Foroux

 CZŁOWIEK JEST TYM, O CZYM PRZEZ CAŁY DZIEŃ MYŚLI – EMERSON

 

„Przede wszystkim chciałbym jednak podkreślić, że tego rodzaju książki pomagają wtedy, kiedy ma się otwarty umysł. Jeśli uważasz, że nie jest to dobry moment, pomogę ci zaoszczędzić godzinę z życia – po prostu pozbądź się jej książki” – tymi słowami powita nas autor "Myśl jaśniej!", Darius Foroux, propagator pragmatyzmu i jasnego myślenia.

Święta prawda – nierzadko tego typu self-help books (poradniki) mocno nas wkurzają i w moim przypadku też tak bywało (bo to raz!). Fundowanie osobom w kryzysie kilku złotych myśli nie wydaje się bynajmniej pomocne ani lecznicze. Ale najwidoczniej TA książka pojawiła się w idealnym momencie w moim życiu – w okresie, gdy wykonałam już sporą część pracy nad sobą i mój umysł gotowy był przyjąć propozycje nowych rozwiązań.

Foroux nie odkrywa Ameryki – przeważającą część porad zapewne słyszeliście niejeden już raz, ale odnoszę wrażenie, że autor ujmuje je w tak konkretny sposób, popierając każdorazowo przykładami czy opiniami ekspertów, że w tym przypadku są one jak najbardziej DO PRZYJĘCIA. Nie irytują, nie emanują banałem ani nie popularyzują nieudolnej psychologii. Mottem poradnika są słowa Wiliama Jamesa: „Jeśli uda ci się zmienić sposób myślenia, zmienisz swoje życie”. Banalne, prawda? Jednak argumenty podrzucane nam przez autora są naprawdę przekonujące, a ton – wbrew nierzadko trudnym tematom – lekki i celny zarazem.

Nie sięgajcie po tę książkę, jeśli jesteście w głębokim kryzysie lub dopiero rozpoczynacie proces zdrowienia – jest wówczas zdecydowanie za wcześnie na tego typu „rewelacje”.  Na 100% będą wydawać się Wam sztuczne i tandetne. Ale jeśli – tak jak u mnie – moment jest dogodny, a umysł otwarty, to naprawdę warto – ziarno zostało zasiane i czuję, że kiełkuje.  

wtorek, 11 czerwca 2024

Nie mylić z miłością/ Katarzyna Nosowska

 KASIA NOSOWSKA PO RAZ TRZECI


"Pewnie, jak większość ludzi, lubicie dowody naukowe, twarde najlepiej. Nie mam niczego takiego, bo dowody przynależą do świata, w którym oczekiwania budują codzienność, a miłość jest transakcją. Mam tylko czucie". 

Wszyscy wiedzieliśmy, że Kasia świetnie śpiewa - dla mojego pokolenia zespół HEY to ikona rocka i niekwestionowany muzyczny diamencik lat 90. O tym, że dobrze pisze, dowiedzieliśmy się z jej literackiego debiutu, czyli "A ja żem jej powiedziała". Potem był niczym mu nie ustępujący "Powrót z Bambuko", a w tym roku dostaliśmy kolejny literacki prezent - "Nie mylić z miłością". 

Tytuł mówi bardzo wiele - wszak jest to książka właśnie o miłości! Nie mamy, co prawda, przeklętych przez los kochanków czy śpiewającego pod balkonem trubadura - w zamian za to Kasia zaprasza nas na swojego rodzaju odkrywczą misję pod wezwaniem: czym jest miłość. 

Krążymy zatem krętymi drogami, mijając kolejne przystanki-wspomnienia lub przystanki-refleksje, a każdy z nich, odpowiednio nazwany (Zakochanie, Obsesja czy Pocałunek) uruchamia coraz to inny obszar w miejscu, w którym jesteśmy sobą bez masek i tajemnic. NIC tu nie jest przypadkowe, ba! TRZEBA NAM raz po raz przystanąć i wraz z Kasią przeczesać teren w poszukiwaniu odpowiedzi. A po tej (dość wyczerpującej, ale jakże przyjemnej) intelektualnej podróży, spotyka nas nagroda: przystanek MIŁOŚĆ. O, niebiosa! Co tu się wydarzyło, co ta nasza Kasia popełniła! Mistrzostwo! Są i łzy, i śmiech, i gęsia skórka. Ten ostatni przystanek jest przecudną kwintesencją naszego ziemskiego bytowania, a może nawet - zaryzykuję! - magiczną receptą na to, gdzie tejże wyśnionej miłości szukać, jak ją rozpoznać i jak już nigdy, przenigdy nie pomylić jej z niczym innym. 

PS Natknęłam się na opinie krytyczne typu: dużo grafiki, mało tekstu. Cóż - jakość to nie zawsze ilość. Akurat u Kasi wszystko jest wyważone, a grafiki są przepiękne i NA TEMAT. 

PPS Czy znacie najnowszy projekt Kasi i jej syna, czyli podcast "Bliskoznaczni"? Gorąco polecam! 


niedziela, 10 marca 2024

"Dobrzy nieznajomi"/ reż. Andrew Haigh

 THE POWER OF LOVE 


Nie bez powodu napiszę dziś, 10 marca, w Dniu Mężczyzn, o wyprawionej nam przez Andrew Haigh’a filmowej uczcie, troszkę nieudolnie przełożonej na język polski jako „Dobrzy nieznajomi” (zdecydowanie więcej o przesłaniu powie nam angielski tytuł „All of us strangers”). Napiszę o mężczyznach, którzy chcą wierzyć w miłość, którym nieobcy jest ból istnienia i którzy nie wstydzą się łez.

Adam i Harry poznają się przypadkiem, będąc jedynymi mieszkańcami wielkiego londyńskiego wieżowca (co wydaje się dziwne, ale po dłuższym czasie nabiera znaczenia). Adam (oszałamiający Andrew Scott) jest scenarzystą-samotnikiem, który – osierocony w wieku 12 lat – przez całą młodość zmagał się ze swoją homoseksualnością (lata 90-te, epidemia AIDS, marne początki jakiejkolwiek otwartości na środowisko LGBTQ+, o którym wówczas nikt nie słyszał). Harry (genialny Paul Mescal), jego młodszy o kilka lat sąsiad, dorastający dwie dekady później, w świecie już bardziej otwartym i przyjaznym, ma zgoła inne, mniej traumatyczne, doświadczenia. Chyba dzięki temu jest w stanie przebić się przez emocjonalną skorupę Adama i pokazać mu, że szczęście jest w zasięgu ręki.

Odnoszę wrażenie, że opisanie kiełkującego między nimi uczucia za każdym razem otrze się o banał. Ale kiedy spotykają się dwie delikatne dusze, kiedy Adam zrzuca zbroję i zaprasza Harry’ego do swojego świata, kiedy razem odkrywają, jak smakuje dobra, cierpliwa miłość – to wówczas jest jedynie czyste piękno, słońce i uśmiech. Co więcej, Adam pewnego razu odwiedza swój dom rodzinny, gdzie – tu szok! - spotyka swoich (nieżyjących?) rodziców (rewelacyjni Jamie Bell i Claire Foy), a tym samym ma jedyną, niepowtarzalną szansę rozprawić się z przeszłością, która – nieproszona – nie pozwala mu zakotwiczyć się w teraźniejszości i cieszyć się spokojem.

Nie zdradzę więcej; wierzę, że sprawdzicie na własnej skórze, samodzielnie odkryjecie wszystkie tematyczne warstwy i rozszyfrujecie symbole (tu będzie się działo, gwarantuję!!!). Ten film po prostu TRZEBA zobaczyć! Ktoś mógłby powiedzieć: ale tutaj nic się nie dzieje, ot, spotyka się dwoje nieznajomych … (STRANGERS!) Tymczasem - na pograniczu jawy i snu rozgrywa się niezwykła opowieść, która – jeśli tylko pozwolicie - wkradnie się w każdy zakamarek Waszych serc i zostanie tam na wieki wieków.

To film otoczony mgłą surrealizmu, z przepiękną ścieżką dźwiękową – film, w którym głównymi bohaterami są tylko i wyłącznie uczucia, a Adam i Harry są jedynie pośrednikami, mającymi rozłożyć je na kawałki i pomóc zrozumieć. Jest tutaj wszystko: żal, lęk, cierpienie, miłość rodzica, miłość syna, miłość romantyczna. I wreszcie – „Dobrzy nieznajomi” to także opowieść o żałobie, o pożegnaniu z tym, co już za nami i o tym, że – i tu zapewne otrę się, chcąc nie chcąc, o banał – nic nie pokona siły miłości i w ostatecznym rozrachunku tylko ona ma sens.

wtorek, 25 lipca 2023

Sztuka obsługi penisa/ Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski

 "NIE MA CO OWIJAĆ PENISA W BAWEŁNĘ"

Uwaga, uwaga! To nie jest książka WYŁĄCZNIE o penisach, chociaż, faktycznie, punktem wyjścia do rozważań o facetach jest niezwykle złożona męska fizjologia. Przemysław Pilarski w formie wywiadu, z dużą dawką humoru i autoironii, podpytuje seksuologa Andrzeja Gryżewskiego o rozmaite męskie problemy, historie i dziwne lub wcale nie-dziwne przypadki, z którymi przychodzą (zgodnie z ideą: tonący brzytwy się chwyta) do gabinetu dzisiejsi faceci. 

Jeśli chcecie poszerzyć perspektywę na temat funkcjonowania mężczyzn i dowiedzieć się, z czym borykają się na co dzień - ta książka jest dla Was. Pan Gryżewski przywołuje różnorodne historie, w których na plan pierwszy wysuwają się wyzwania zawodowe, zdrowotne i psychiczne, do których - niestety - współcześni faceci nie zostali przygotowani.  

To nie wszystko - dowiecie się też, co kryje się pod pojęciami takimi jak gospodarka rabunkowa organizmu czy seks zapośredniczony, jakie są dwa główne filary męskości, czym jest seksualny fast food i dlaczego w seksuologii funkcjonuje zasada "stu pierwszych zbliżeń". Pełno tu również ciekawostek, które wywołują uśmiech lub totalne zaskoczenie - czy wiecie, że penis Rasputina miał 33 cm i można go obejrzeć w Muzeum Erotyki w Sankt Petersburgu? 

Stuprocentowo polecam "Sztukę obsługi penisa" jako wykładnię rzetelnej wiedzy z dziedziny biologii, psychologii i socjologii, a przede wszystkim - jako słodko-gorzki komentarz do dzisiejszych (niełatwych) czasów, w których kształtują się na nowo gender roles, w których każdy z nas próbuje się na swój sposób odnaleźć, szukając w tak zwanym międzyczasie tego jedynego/ jedynej, z którym/ którą chcielibyśmy spędzić resztę życia. 

wtorek, 27 czerwca 2023

Piekło kobiet PL/ Daria Górka

 PRAWO PISANE NA LUDZKIEJ SKÓRZE


Uprzedzam - NIE JEST to książka o aborcji, nie jest o nakłanianiu do niej ani - tym bardziej - o jej gloryfikowaniu (!). "Piekło kobiet PL" koncentruje się na przesłance niemożności wykonania terminacji ciąży z powodu dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. Jak na rzetelne dziennikarstwo przystało, dyskurs pani Darii mieści w sobie wielorakie spojrzenia na tę kwestię, przedstawiając, w sposób możliwie najdelikatniejszy, dramatyczny (oraz jak łatwo się domyśleć, dotychczas nierozstrzygalny) dialog pomiędzy dwoma przeciwstawnymi postawami. 

Poza przywołaniem bezdyskusyjnie kontrowersyjnego "przypadku dr-a Chazana" oraz tragicznej śmierci pani Izabeli z Pszczyny, pani Górka szuka także przyczyn światopoglądowej (a co za tym idzie, prawnej) zmiany, która zaszła niespodziewanie (i w trybie natychmiastowym) wśród polityków partii rządzącej. Tym samym zaprasza do rozmowy reprezentantów kluczowych obecnie stron trwającej "debaty aborcyjnej" - inicjatora prawnej zmiany, posła Bartłomieja Wróblewskiego oraz przedstawiciela środowiska katolickiego, księdza doktora Andrzeja Muszala. Oprócz tego - poznamy punkt widzenia prominentnych ginekologów i psychiatrów, otrzymamy garść rzetelnych informacji na temat hospicjów perinatalnych, a jednocześnie poznamy założenia Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA. 

Takiemu dziennikarstwu mówię TAK! Pani Górka drąży temat, przywołując dramatyczne historie kobiet, które - po 22 października 2020 roku - zostały pozbawione wyboru dotyczącego kontynuacji ciąży z podejrzeniem wad letalnych. Rozprawa z tematem pozbawiona jest jednak moralizatorstwa i agresywnej narracji. Wręcz przeciwnie! Profesjonalnie, z należytym szacunkiem, pani Daria przeprowadza nawet najtrudniejsze rozmowy - takie, w których chyba mnie osobiście nie udałoby się zachować zimnej krwi. 

Powiedzieć, że ta książka poszerzy Wasz obraz sytuacji - to mało powiedzieć. Po przeczytaniu rozdziału na temat retoryki panującej w spolaryzowanym polskim społeczeństwie, zrozumiecie, jak język kształtuje rzeczywistość (bynajmniej jej nie opisując!) i jak mocno wpływa na (tworzoną przez polityków i media) hierarchię naszych moralnych wartości. Dowiecie się, kim są spin doctorzy i dlaczego istnieje przekonanie, że bycie pro-choice powszechnie (i mylnie) uważa się za pochwałę aborcji. 

"Piekło kobiet PL" to przede wszystkim opowieść o KOBIETACH. To im oddaje się tu głos, to one wołają o pomoc - zwłaszcza od państwa, którego są pełnoprawnymi obywatelkami. Tu nie chodzi tylko i wyłącznie o umożliwienie legalnego abortowania ciąży, ale - w pierwszej kolejności! - o systemowe wsparcie w momencie urodzenia martwego lub nieuleczalnego dziecka. A, ku naszej rozpaczy i pomimo walki lekarzy czy aktywistów, takowe w naszym kraju praktycznie nie istnieje. 

Dla wojujących katolików pozostawię na koniec słowa księdza Muszala: "Mentalność pro-life nie może zawężać się tylko do działań na etapie przedurodzeniowym, powinna również dotyczyć chorych, słabych, niepełnosprawnych - zarówno dzieci, jak i dorosłych. (...) bądźmy pro-life także postnatalnie".  

czwartek, 11 maja 2023

Żony gejów/ Maria Mamczur

"PYTANIA SĄ UDRĘKĄ. ODPOWIEDZI NIE DAJĄ UKOJENIA".


Uwaga! Pozycja tylko dla otwartych umysłów!

Wydaje Wam się, że tytułowe żony gejów to temat marginalny we współczesnym społeczeństwie? Nic bardziej mylnego. Z przywołanych na wstępie szacunków wynika, że jeszcze parę lat temu 48% gejów do lat 50 pozostawało w związku z kobietami. Powody: wstyd, lęk przed stygmatyzacją i wykluczeniem. 

Wiele z bohaterek zostało zdradzonych w trakcie małżeństwa, zaś odkrycie orientacji seksualnej męża było początkiem ich wspólnego końca. Niektóre natomiast świadomie wybrały życie z mężem-gejem, na wzór przyjacielskiej "umowy", wiedzione pragnieniem uwicia rodzinnego gniazda. Jak się szybko okazuje, każda z opcji została okupiona cierpieniem.

Pani Mamczur oddaje również głos mężczyznom - drugiej stronie medalu i drugiej stronie dramatu. Poznajemy przyczyny ich decyzji - albo życia w ukryciu, przy jednoczesnym wypieraniu swojej orientacji (lub próbie jej "uśpienia"), albo życia "na dwa fronty". Większość bohaterów poślubiło kobiety, aby spełnić w ten sposób nadrzędne marzenie o założeniu rodziny. Niektórzy wciąż poszukują kogoś, kto zgodzi się dobrowolnie na biały związek, licząc tym samym na pozbycie się natrętnych komentarzy pt. kiedy się w końcu ustatkujesz. Są i tacy, których droga do odkrycia orientacji seksualnej była (lub nadal jest) długa i nieoczywista, a małżeństwo z kobietą - na dany moment - szczere i uczciwe. 

To, co najbardziej uderza w tym reportażu, to fakt, że za każdą z przytoczonych historii kryje się ludzki dramat, zamknięty najczęściej w czterech ścianach, niosący ze sobą cierpienie dzieci, wstyd rodziny, wszechogarniający żal, często nienawiść. Czy na emocjonalnych zgliszczach da się jeszcze coś wybudować? "Zamiast krwi mam w żyłach popiół", powie jedna z bohaterek.  

Początków zjawiska można by upatrywać w konstrukcji społeczeństwa, które przez kilkaset lat nie dawało przyzwolenia na homoseksualizm. I nie mówię wyłącznie o Polsce - pamiętajcie, że homoseksualizm został wykreślony z listy chorób WHO dopiero w 1990 roku, a obecnie, w XXI wieku (!), chociaż wydaje się to niewiarygodne, w niektórych krajach wciąż jest karany śmiercią (Iran, Sudan czy Nigeria). 

Jaką zatem opcję mieli geje w Polsce 40, 50 lat temu? W zasadzie dwie: poddać się technikom awersyjnym (czyli hołubionej wówczas przez lekarzy i księży terapii "naprawczej") lub wejść do emocjonalnej szafy i żyć w jako takim spokoju, z żoną-parawanem u boku.  

Autorka - jak przystało na profesjonalny reportaż - nie ocenia, szuka jedynie odpowiedzi. Świetnym uzupełnieniem książki jest sekcja na temat genezy parad równości, a także komentarze ekspertów: profesora Zbigniewa Izdebskiego, profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza, dziennikarza Marcina Dzierżanowskiego (prezesa Fundacji Wiara i Tęcza) oraz terapeuty Pawła Kurczaka (tu bardzo interesujący wątek mężczyzn MSM!). 

Bezapelacyjnie polecam. 

sobota, 15 kwietnia 2023

Wieloryb/ reż. Darren Aronofsky

 WIELORYB ROZPACZY


Zajęło mi ponad miesiąc, aby zebrać myśli po moim spotkaniu z „Wielorybem” (reż. Darren Aronofsky).  Przejechał mnie tak potężny emocjonalny walec, że nie sposób było się pozbierać.

Kto oglądał, ten wie. Okrzyknięto go arcydziełem, nie bez powodu. Jeden pokoik, w którym Charlie spędza ostatnie lata swojego życia (a my raptem dwie godziny), jest po brzegi wypełniony tak przeogromnym smutkiem i emocjonalną nędzą, że widz automatycznie od pierwszych minut chłonie je jak gąbka. Ale! – to nie jest wcale a wcale destrukcyjne, albowiem wraz z tą rozpaczą rodzi się w nas (mam nadzieję, przynajmniej!) bezmiar miłości, współczucia i szereg innych szalonych doznań, które kotłowały się pochowane głęboko, gdzieś tam, w środku.

Brendan Fraser jest niesamowity, on po prostu STAŁ się Charlie’m. Mając ograniczone ruchy (z wiadomych powodów), gra w większości twarzą. A te oczy! O matko – te oczy potrafią wyrazić wszystko! Mistrzostwo kreacji, Oskar w pełni zasłużony. Czapki z głów. 

Nie słyszałam jeszcze negatywnych głosów na temat „Wieloryba” (może poza absurdalnymi oskarżeniami o fatfobię, które z obrazem nie mają nic wspólnego). Łzy lecą nieposłuszne, przeżywamy swoiste katharsis. To jest jeden z filmów, których się nigdy nie zapomni, a odkopany z czeluści wspomnień, każdorazowo obudzi nas z uczuciowego marazmu, przypominając, co stanowi esencję życia.

poniedziałek, 21 marca 2022

FeMYnizm/ Martyna Kaczmarek

 BYĆ KOBIETĄ, BYĆ KOBIETĄ 


Trudno ostatnimi tygodniami zająć głowę czytaniem, kiedy zewsząd bombardują nas dramatyczne wiadomości z Ukrainy. Z jednej strony, bardzo by się chciało uciec w nieznane i zanurzyć się w odrealnionych, literackich odmętach, a z drugiej - umysł błądzi i odmawia koncentracji. 

Może właśnie dlatego sięgnęłam po "FeMYnizm" - nie jest to powieść, więc nie musiałam martwić się, że umkną mi szczegóły i za chwilę trzeba będzie zaczynać od nowa (przy szalejących nieposłusznie myślach to wielce prawdopodobne). Kto zna Martynę Kaczmarek (ja od ponad roku śledzę jej konto na Instagramie), ten wie, że autorka dbała o każdy szczegół, pilnując, aby książka stała się rzetelną porcją wiedzy na temat roli kobiet na przestrzeni wieków. 

Potraktowałam "FeMYnizm" jak lekturę na studiach - w dobrym tego słowa znaczeniu! Zaznaczałam ciekawe fragmenty, próbowałam zapamiętać niektóre fakty, robiłam zdjęcia wartych zapamiętania cytatów. A przede wszystkim - poszerzyłam wiedzę, a to akurat bardzo lubię! 

Martyna podzieliła swoją książkę na kilka sekcji (np. Dzieciństwo, Finanse, Zdrowie) i w każdej z nich otrzymamy pokaźną dawkę informacji. O nas, kobietach. O mężczyznach, którzy budowali struktury społeczno-polityczne od stuleci. O tym, dlaczego jest tak jak jest (a więc nie najgorzej, ale i nie za dobrze) i o tym, jak daleko nam, Polakom i Polkom, do ideału. 

Uwaga! Z miejsca odpieram ataki, jakoby pozycja ta miała godzić w mężczyzn jako takich. Absolutnie! Martyna rozprawia się z patriarchatem jako systemem, analizuje relacje damsko-męskie i podkreśla, jak ważna jest zmiana, ale przy tym wszystkim zaznacza, że jesteśmy RÓŻNI i to jest OK. 

Powinniśmy jednak być RÓWNI - i to stan rzeczy, do którego dążymy. Równe płace, równy podział obowiązków, równe prawa - wszystko wydaje się takie proste, a jednak szereg danych, jakie autorka przywołuje, świadczy, że pokłosiem wielowiekowego patriarchatu jest zakorzeniony w polskiej mentalności obraz grzecznej i uległej pani domu, piastunki domowego ogniska. Jeśli jest to nasza dobrowolna decyzja - to super, kibicujemy! Ale jeśli któraś z nas chce żyć inaczej, a społeczeństwo na to nie pozwala?  

Martyna nie krytykuje żadnych wyborów, podkreśla jednak, że warto znać swoje możliwości i zobaczyć, co świat ma do zaoferowania. Genialnym podsumowaniem są cytowane przez autorkę słowa aktywistki Marian Wright Edelman: "Nie możesz stać się kimś, kogo nie znasz". Czy to nie piękne? MUSISZ poznać siebie w różnych wersjach, żeby wiedzieć, która jest twoja, a którą należy pożegnać. I fajnie by było, gdyby tzw. ogół cię w tym wspierał. 

Zatem, drogie Kobiety - rozejrzyjmy się wokół. Szukajmy, próbujmy. Uczmy się, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Edukujmy innych. Jeśli pragniemy być paniami domu - bądźmy nimi. Jeśli wolimy chodzić po ośmiotysięcznikach - chodźmy. Jeśli marzy nam się bycie prezeską korporacji - wspinajmy się ochoczo po szczeblach kariery. 

Żyjmy w zgodzie ze sobą. Jeśli potrzeba - walczmy o swoje! Słowem, wiedzą, czynem. Kropla drąży skałę, prawda? 

Nie bójmy się być feministkami! One kiedyś zaczęły dzieło, które MY musimy dokończyć. 

***

PS. Książkę dostałam od mojej siostry na 40-ste urodziny - dzięki, Siostra!

niedziela, 16 stycznia 2022

Męskie sposoby na damskie rozmowy/ Katarzyna Miller

 KOBIETY (I ŻYCIE) OD PODSZEWKI 


Pani Katarzyna Miller przeprowadza rozmowy ... a nie, czekaj! Właściwie powinnam zacząć: z panią Katarzyną Miller rozmawiają mężczyźni, którzy pragną WIEDZIEĆ WIĘCEJ (jakże przyjemna odmiana od tych, którzy "wiedzą już wszystko"!). Chcą zgłębić nie tylko tajemnice kobiecej duszy, ale sekrety życia w ogóle. Faceci z różnych środowisk (m.in. Tomasz Kot, Zbigniew Zamachowski, Michał Olszański), z rozmaitym bagażem doświadczeń. O co pytają? 

A na przykład:

- Jak przetrwać?

- Warto się kłócić?

- Czym się kierować w życiu - sercem czy rozumiem?

- Czy kobiety są wierne?

- Czy radości można się w życiu nauczyć?

- Czy asertywność wyklucza empatię? 

- Co nam się w życiu należy?

O, dziwo! - pani Kasia ma na wszystko odpowiedź! Natychmiast! Z wrodzonym sobie wdziękiem, pewnością siebie, a nade wszystko - ogromną wiedzą - rozprawia o sobie, o innych kobietach, o rodzinie, związkach, przemocy, feminizmie. O tym, czym jest miłość, a czym nie jest i kiedy poznać, że się kończy. O świecie, w którym kobiety są wyzwolone, a jednocześnie dźwigają na swoich barkach ciężary wdrukowanych przed laty schematów, przez co gubią drogę i są nieszczęśliwe. O tym, co nas różni, ale też co łączy. I choć można się czasami z nią nie zgadzać (lub przynajmniej polemizować, co zresztą wszyscy rozmówcy czynią) - szereg "złotych rad" warto zapisać i wcielić w życie. Albo przemyśleć chociażby. 

Moim numerem jeden są słowa: "Rozbierzmy się z pędu. Ubierzmy się w spokój". Tego nam wszystkim życzę! 

wtorek, 14 września 2021

Gdzieś pomiędzy wierszami/ Anna Szczypczyńska

KTÓRĄ WERSJĄ SIEBIE JESTEM?


"Żyję w przyszłości i wiecznej obawie, że nie zdążę do niej dotrzeć, że o czymś zapomnę".

Jestem wszystkimi kobietami - natknęłam się na taki tytuł (film lub serial na Netflixie?) i od razu zapisałam go na mentalnej liście: teraz wiem, że powinien stać się mottem powieści mojej Instagramowej koleżanki, Ani Szczypczyńskiej (Aniu - dziękuję za osobisty egzemplarz!). 

Jest to bardzo kobieca lektura - każda z trzech bohaterek uosabia mieszankę tego, czym my wszystkie jesteśmy, co ustanawia nasze jestestwo - marzeń, tęsknot, bólu, prozaicznych (lub potężnych) wyzwań. Owszem, główne wątki oscylują wokół tematu straty, ale POMIĘDZY WIERSZAMI ukrywają się i raz po raz wypełzają na wierzch inne, rozmaite motywy: pierwsza miłość, zdrada, przemoc domowa, psychoterapia. 

Dużo tu językowych perełek, których zawsze mozolnie poszukuję - uwielbiam, gdy słowo pisane oddaje cały, wydawałoby się, niedający się ująć w ramy językowe chaos - kiedy doznaję olśnienia, że TO zostało napisane właśnie dla mnie ("robaczywe myśli" czy "wybebeszyć się" - świetne!).

Przydałby się ciąg dalszy - wyjście ze straty, wejście w meandry życia małżeńskiego, zawodowego, społecznego. Może nowi bohaterowie? Aniu - czekamy! 

PS. Moja ulubiona postać - brat Lidki, Niko! 

wtorek, 27 lipca 2021

Trzepot skrzydeł/ Katarzyna Grochola

 "BĘDĘ ROBIŁA WSZYSTKO PRZECIWKO SOBIE"



Powieść "Trzepot skrzydeł", jedna z pierwszych polskich pozycji traktujących o przemocy domowej, została opublikowana w 2008 roku, kiedy temat dopiero raczkował, a w społeczeństwie pokutował mit pt. "sama sobie winna". Dopiero w ostatniej dekadzie rynek czytelniczy wypełnił się pokrewnymi historiami. Wszystkie one są z jednej strony do siebie łudząco podobne (w kontekście ofiara-kat), a z drugiej strony - każda z osobna jest inna, dotyczy innej kobiety, a ta z kolei ma za sobą inne doświadczenia i żyje według innych schematów. No i - trzeba umieć je opowiedzieć! Grochola za pomocą narracji pierwszoosobowej umożliwia nam wejście w umysł bohaterki, Hani - i to jest bardzo dobry zabieg! 

Hania jest spragniona wielkiej miłości. TEN JEDYNY wydaje się być idealny: wykształcony, stanowczy, męski, czuły. Wie, czego chce, wie, czego nie chce. I kocha ją na zabój! Najmocniej, najpiękniej! Hania czuje się bezpieczna i wyjątkowa - tego pragnie każda kobieta, prawda? W uczuciowym szaleństwie przegapia znaki ostrzegawcze, sygnały świadczące o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Malutkie, prawie niezauważalne. Kto by się takimi przejmował, mając obok siebie księcia z bajki! Zresztą sęk w tym, że TEGO SIĘ NIE WIE, dopóki nie jest za późno. "O tym wszystkim wiesz dopiero wtedy, kiedy z nim żyjesz. Nie wcześniej. To jest tak, jak doświadczenie śmierci, o tym, jaka ona jest, wiedzą tylko ci, co już umarli".

Po ślubie historia Hani toczy się jak tysiąc innych, które może znacie osobiście lub z relacji znajomych. Z anioła wychodzi diabeł, a życie Hani staje się koszmarem. Grochola genialnie pokazała schemat uzależniania od siebie ofiary, techniki manipulacji, bazowanie na strachu. Świat się "kurczy" i "zmniejsza", dzień "maleje", a bohaterka "coraz ciszej" się cieszy. Chcesz wyjść z koleżankami - no jak to, już mnie nie potrzebujesz? Ugotujesz twarde mięso - no jak to, nie postarałaś się? Chcesz nowe meble - o, masz, już kupiłem, nie trudź się wybieraniem. Oj, a ta poprzednia żona to głupia była i w ogóle mnie nie doceniała, ty to co innego. 

Oczywiście, to się nie dzieje z dnia na dzień! Gdyby tak było, przemocowiec nie miałby szans. Kluczowe jest to, że proces odbywa się metodycznie, drobnymi krokami, jakby wzorowany na fenomenalnym planie stworzonym przez Wielkiego Manipulatora. Kto nie siedzi w temacie, temu trudno zrozumieć, a tu - pojawia się świetne wyjaśnienie: 

"- To niemożliwe, Boże jedyny, to niemożliwe, nie wierzę, dlaczego on to robił? 

No właśnie,

Dlatego, że tak. Taka jest odpowiedź. Nie ma żadnej innej".  

Otóż to! Wchodzenie w umysł przemocowca nie jest ofierze do niczego potrzebne. Robił i już. Może lubi, może tak go wychowano. Koniec tematu. Najistotniejsza jest walka o wyzwolenie - a ta zaczyna się od słowa. 

Żeby przetrwać, ocalić siebie, zdrowie, życie - trzeba komuś POWIEDZIEĆ. Tylko wtedy - nie ma innego sposobu! - świat się "rozszerzy" i udaje się uciec z więzienia. 

Wierzę, że lektura "Trzepotu..." ocaliła chociaż jedno życie. Dzisiaj, po 13 latach od jej wydania, świadomość społeczeństwa jest trochę większa, ale mimo to ciągle trzeba mówić o przemocy głośno i wyraźnie, bez eufemizmów, bez wstydu (!) - tak jak Grochola. Pamiętajmy - nikt nie ma prawa zabierać drugiemu człowiekowi wolności i bezpieczeństwa, a godność ludzka jest niezbywalna. 

Jeśli tkwisz w związku z katem: proś o pomoc i uciekaj. Jeśli podejrzewasz, że ktoś cierpi: reaguj. 

Bądźmy uważni.  

sobota, 5 czerwca 2021

Mare z Easttown/ reż. Craig Zobel

 FILMOWA UCZTA Z HBO


Co tu się, proszę Państwa, narobiło! Finałowy odcinek "Mare..." rozwalił serwery HBO, mnogość teorii detektywistycznych połączyła fanów z całego świata, zaś krytycy zaczęli przebąkiwać o potrzebie przyznawania Oscarów w kategorii serial. 

Co najważniejsze - absolutnie słusznie! Kate Winslet została Mare z krwi i kości, niektórzy komentowali, że właściwie nie mogą sobie już jej przypomnieć "sprzed" tej kreacji. Ona JEST Mare: ze swoją zblazowaną miną, w rozciągniętym swetrze i niewystylizowanej fryzurze. 

Tu nie chodzi tylko o morderstwo, choć, faktycznie, sprawa zabójstwa młodej dziewczyny stanowi główny wątek. Jednak warstwa po warstwie dochodzimy do innych kluczowych spraw: traumy żałoby, samobójstwa, rodzicielskiej bezwarunkowej miłości, małomiasteczkowych tajemnic. Każdy z bohaterów odsłania nam kawałeczek siebie, wciąga do swojego świata, który okazuje się być (nie)widzialną nicią połączony ze światem innej postaci. Ta misternie spleciona pajęczyna zdarzeń jest fascynująca! 

HBO nie zawodzi: "Opowieść podręcznej", "Normalni ludzie", "Mare z Easttown." Serio, rozentuzjazmowani miłośnicy nie spoczną, nim świat wielkiego filmu nie wprowadzi kategorii serial, aby takie filmowe brylanciki obsypać należytą ilością nagród. Amen! 

czwartek, 15 kwietnia 2021

New Amsterdam/ twórca: David Schulner

AMERYKAŃSKA "LEŚNA GÓRA", CZYLI UKOCHANE MEDYCZNE SCIENCE-FICTION


Na ogół niechętnie podchodzę do produkcji, które wzbudzają wszechobecny zachwyt, powodowana przekonaniem, że jeśli coś podoba się wszystkim, to często bywa zbyt mainstreamowe i właściwie nijakie. Jednak w obliczu niemającej końca rzeczywistości pandemicznej, skusiłam się na świeżutki Netflixowy hicior, myśląc: a co mi tam! 

Ja wiem, że to nie jest realne. Ja wiem, że ze świecą szukać takich lekarzy. Ja wiem, że nie zawsze dobro zwycięży zło. Ja to wszystko wiem (i pozostali widzowie również), ale cóż począć! - najwidoczniej potrzebowałam mentalnej ucieczki do iście fantastycznonaukowej  Krainy Dobra, Piękna i Miłości. 

No dobra, kto oglądał, ten wie, że serial traktuje o życiu lekarzy z najstarszego publicznego szpitala w Nowym Jorku. W pierwszym odcinku wkracza z impetem nowy dyrektor - absolutnie czarujący i charyzmatyczny Dr. Goodwin, który z miejsca wprowadza logistyczną rewolucję, na którą nikt nie jest (początkowo) gotowy. Ale - ważne! - medyczna strona "New Amsterdam" to tylko jeden ze składników, które - jeśli umiejętnie połączone z pozostałymi - decydują o wyjątkowości serialu.

Pozostałe składniki? Ano właśnie. W każdym odcinku, zarówno za pomocą głównych postaci, jak i epizodycznych bohaterów, twórcy dotykają wątków, z których moglibyśmy zbudować jeden wielki, wielobarwny "kalejdoskop życia." 

Małżeństwo, partnerstwo, tolerancja, choroba, uzależnienia, rasizm, uprzedzenia, bezdomność, nierówności społeczne, dramatyczne wybory, rodzina, żałoba - każdy jeden temat byłby świetnym punktem wyjścia do dyskusji, do szerzenia świadomości, do otwierania oczu i umysłu. Ba! Gdyby choć kilka z odcinków znalazło się w podstawie programowej szkół ponadpodstawowych, mielibyśmy (my, nauczyciele) pole do popisu, a młodzież - odskocznię od kilkusetstronicowych literackich dzieł, które "trzeba znać." Żeby nie było - akurat tak się składa, że ja je wszystkie cenię, wiele z nich podziwiam, ale potrafię zrozumieć, że motyw miłości, rodziny lub śmierci dałoby się również omówić, bazując na innym materiale. Ot, takim właśnie "Nowym Amsterdamie." Byłoby pięknie! 

Krótko mówiąc - bezapelacyjna rekomendacja! Nic nie tracicie, a zyskać możecie wiele. Wchodzicie w to? 

niedziela, 14 lutego 2021

#Nie bałam się o tym rozmawiać. Historie bez retuszu/ Joanna Przetakiewicz i bohaterki Ery Nowych Kobiet

 SIŁA JEST KOBIETĄ



Zacznę od Marka Hłaski: "Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego, że jesteś mądra. Że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko potrafisz mądrze ustawić. Za mądrość płaci się cierpieniem, Krystyno. Biedne nieszczęśliwe, mądre kobiety. Żal mi was, bo prawie zawsze giniecie przez głupców. Jesteś mądra Krystyno. Jesteś piekielnie mądra, ty idiotko." 

Krystyną moglibyśmy nazwać zbiorowego bohatera tej książki. Krystyna jest bardzo mądra, bardzo wrażliwa i popełnia bardzo dużo błędów. Joanna Przetakiewicz stworzyła coś niesamowitego: począwszy od siebie, zebrała historie (nie)zwykłych kobiet, z których każda wypełniłaby po ostatnie strony najlepsze psychologiczne powieści. 

Kobiety nie pozostają anonimowe, pokazują twarz, nie należą do świata celebrytów (Bogu dzięki!), są do bólu prawdziwe. Tak, w tej książce ból mógłby być bohaterem drugoplanowym, który pod koniec okazałby się sprzymierzeńcem (niczym uwielbiany przez widzów kryminalista o gołębim sercu). To ból popchnął każdą z bohaterek do wykrzesania z siebie pokładów sił, o których nie miały wcześniej pojęcia. 

Historie "z życia wzięte" czyta się jak dobre literackie opowiadania. Żadne słowo nie razi fałszem, żadne uczucie nie jest wyolbrzymione. Rozwód, choroba, rozstanie, bankructwo, przemoc, nieszczęśliwe dzieciństwo - przecież to wszystko jest jak plastelina, za pomocą której niewidzialne Boskie ręce lepią naszą ziemską podróż, a co za tym idzie - człowieczeństwo. Im więcej przeżyłaś, tym bliżej ludzi jesteś. Bohaterki Joanny Przetakiewicz pokazują, że owszem, Panie Hłasko, może i giną przez głupców, ale podnoszą się jak niepokonany zawodnik, gotowe na kolejną rundę. Mogą oberwać po pysku, mogą nawet znowu się zachwiać lub upaść, jednak w efekcie końcowym to one będą dzierżyć puchar zwycięstwa. 

Siła jest kobietą. Drogie Panie, nie zapominajcie o tym. 

piątek, 5 lutego 2021

Powrót z Bambuko/ Katarzyna Nosowska

 ROZMOWY W TOKU

O ile nasze pierwsze spotkanie z opowieściami zebranymi przez genialną Kasię Nosowską ("A ja żem jej powiedziała") powodowało przeważnie beztroski śmiech, o tyle w "Powrocie z Bambuko" Kasia rozprawia się z dużo poważniejszymi (często niewygodnymi) kwestiami niż (nawiasem mówiąc, urocze) uwielbienie do Kardashianek. 

Tematy można by mnożyć. Kasia przypomina o bohaterstwie samotnych matek, wskazuje na potrzebę uważności i empatii, ale też piętnuje bezcelową (ludzką) pogoń za nieosiągalnym szczęściem. Szczerze wypowiada się na (gorące obecnie) tematy aborcji oraz grzechów Kościoła Katolickiego. Zawsze stoi po stronie dzieci. Podkreśla, że przemoc rodzi przemoc i bywa "cicha jak milczenie." Nie omija tematu alkoholizmu, internetowego hejtu i zdrowia psychicznego. Opowiada o atakach paniki i przemocowych związkach. 

Niezwykle cenne jest to, że pomiędzy gawędziarskim tonem a dykteryjkami autorka ujawni nam również trudne momenty z przeszłości, kiedy, niezależnie od wieku, nie potrafiła zracjonalizować sytuacji i wyrwać się ze szponów emocjonalnego grzęzawiska. 

Ten, kto jest w pewnym stopniu zaznajomiony z psychologią, na pewno dostrzeże, że Kasia ma za sobą porządną (i z pewnością wyczerpującą) terapię, z której kluczowe wskazówki wybrzmiewają czytelnikowi jak kościelny dzwon (czyli: nawet jeśli nie chcesz go słyszeć, to i tak dudni). Słowa Kasi są jak niesione przez rozszalały wiatr ziarno - które być może początkowo upadnie na glebę jałową,  ale już za drugim czy trzecim razem "uleży się" na żyznym podłożu i wyrośnie z niego coś pięknego. 

Tak samo jest z naszą głową. Jeżeli wpuścimy do naszych mentalnych struktur troszkę świeżego powietrza, rozejrzymy się po strychu wpojonych nam od lat schematów i oczekiwań, a nawet wyrzucimy przykurzone kufry sentymentalizmu, to ostatecznie zakasamy rękawy i zarządzimy generalne porządki, a efektem tego będzie świeży, zdrowy umysł i całkiem udane życie. 

"Szkoda serca, które czeka zamrożone - zupełnie jak trzymany w lodzie Walt Disney - aż będzie możliwe uleczenie." Kasia namawia: weź sprawy w swoje ręce, wyjdź z bezpiecznej kilku(nastu)letniej skorupy, oswój zmianę i bądź wreszcie sobą. Fakt, osiągnięcie wiecznego dobrostanu jest poza ludzkim zasięgiem, ale można przecież fajnie żyć, prawda? 

niedziela, 24 stycznia 2021

Hillbilly Elegy (Elegia dla bidoków)/ reż. Ron Howard

 SIDŁA NAŁOGU



Z miejsca zaznaczam, że to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy skusiłam się na ekranizację, nie czytając powieści (mea culpa) - nie mogę zatem odnieść się do głosów krytykujących ewentualne nieścisłości lub wypaczenia. 

Trzeba przyznać, że Ron Howard wykonał kawał dobrej roboty. Film jest świetny, chociaż tematycznie ciężkostrawny - odradzam osobom zmagającym się z nałogami lub świeżo trzeźwiejącym. Nad bohaterami bezustannie unosi się czarna, gradowa chmura. Nawet gdy się uśmiechają (zwłaszcza wtedy!), czujemy pod skórą, że za kilka minut wybuchnie emocjonalna bomba, która zmiecie z powierzchni ziemi jakiekolwiek cząstki radości. 

Tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się alkoholizm. To on jest protagonistą i wokół niego oscylują perypetie innych postaci. Nałóg sprawuje kontrolę nad ciałem i umysłem. Wpierw zżerał od środka matkę Bev, Mamaw (za sprawą jej agresywnego męża alkoholika), by następnie "dopaść" ją samą, a kilka lat później podjąć próby uwiedzenia jej syna, J.D. Vance'a (nota bene narratora historii). O ile ojciec Bev "poprawił się" po kilkunastu latach, zaś J.D.Vance stawił opór przebiegłemu wrogowi, o tyle Bev (w tej roli genialna Amy Adams) wywiesiła białą flagę i z otwartymi ramionami powitała oprawcę. 

Sceny z dzieciństwa J.D.Vance'a przyprawiają o gęsią skórkę (ostrzegam, nie każdy widz jest w stanie przez nie przebrnąć!) - ogrom cierpienia, jakie przysporzyła mu matka, wydaje się nie do zniesienia. Nałóg odsłania nam bezpardonowo wszystkie swoje karty - manipulację, toksyczność, przemoc, brak racjonalnego myślenia, upokorzenia, autodestrukcję. To, że syn Bev "wyszedł na ludzi", można określić mianem cudu. 

"Elegia..." przede wszystkim odziera ze słodyczy obraz rodziny jako oazy spokoju i kolebki miłości. Pomimo wspólnych spotkań i pozornych wielopokoleniowych więzi, to przecież rodzina zafundowała D.J Vance'owi egzystencjalne piekło. Z samego dna wspinał się na kolejne jego kręgi, aby ostatkiem sił się uwolnić i zostawić przeszłość za sobą. Zostawić - nie znaczy zapomnieć. Jest taka scena, w której uzależniony emocjonalnie syn (będący na każdorazowe zawołanie niestabilnej matki, którą oczywiście w wypaczony sposób kocha), decyduje się odwiązać węzeł oplatający mu szyję i zrezygnować z psychologicznego samobójstwa, które konsekwentnie popełniał od kilkunastu lat. Zostawia w hotelu swoją odurzoną alkoholem matkę, symbolicznie (i dosłownie) wypuszcza ją z rąk, aby zawalczyć o siebie i przyszłe życie. 

Nasuwają mi się skojarzenia ze znakomitym skądinąd obrazem "Mój piękny syn" (pisałam Wam o nim rok temu w lutym). Ojciec Nica również po długiej, naznaczonej toksyczną miłością drodze, dociera do muru, za którym była już tylko śmierć własnego jestestwa. On także dokonuje wyboru, pozwala synowi odczuć skutki nałogu na własnej skórze, bez jego pomocnej dłoni. 

Oba filmy są oparte na faktach, co z pewnością wpływa na ich odbiór. Mając przed oczami wydarzenia, które kiedyś NAPRAWDĘ miały miejsce, odczuwany wstrząs jest jeszcze bardziej dotkliwy. Bogu dzięki, te historie w rzeczywistości miały swój szczęśliwy ciąg dalszy. Zarówno Nic, jak i Bev od kilku lat są trzeźwi. 

Gdybym miała okazję, zmieniłabym więc tytuł filmu na: ELEGIA O OCALONYCH.