Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawdziwa historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawdziwa historia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 czerwca 2023

Piekło kobiet PL/ Daria Górka

 PRAWO PISANE NA LUDZKIEJ SKÓRZE


Uprzedzam - NIE JEST to książka o aborcji, nie jest o nakłanianiu do niej ani - tym bardziej - o jej gloryfikowaniu (!). "Piekło kobiet PL" koncentruje się na przesłance niemożności wykonania terminacji ciąży z powodu dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. Jak na rzetelne dziennikarstwo przystało, dyskurs pani Darii mieści w sobie wielorakie spojrzenia na tę kwestię, przedstawiając, w sposób możliwie najdelikatniejszy, dramatyczny (oraz jak łatwo się domyśleć, dotychczas nierozstrzygalny) dialog pomiędzy dwoma przeciwstawnymi postawami. 

Poza przywołaniem bezdyskusyjnie kontrowersyjnego "przypadku dr-a Chazana" oraz tragicznej śmierci pani Izabeli z Pszczyny, pani Górka szuka także przyczyn światopoglądowej (a co za tym idzie, prawnej) zmiany, która zaszła niespodziewanie (i w trybie natychmiastowym) wśród polityków partii rządzącej. Tym samym zaprasza do rozmowy reprezentantów kluczowych obecnie stron trwającej "debaty aborcyjnej" - inicjatora prawnej zmiany, posła Bartłomieja Wróblewskiego oraz przedstawiciela środowiska katolickiego, księdza doktora Andrzeja Muszala. Oprócz tego - poznamy punkt widzenia prominentnych ginekologów i psychiatrów, otrzymamy garść rzetelnych informacji na temat hospicjów perinatalnych, a jednocześnie poznamy założenia Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA. 

Takiemu dziennikarstwu mówię TAK! Pani Górka drąży temat, przywołując dramatyczne historie kobiet, które - po 22 października 2020 roku - zostały pozbawione wyboru dotyczącego kontynuacji ciąży z podejrzeniem wad letalnych. Rozprawa z tematem pozbawiona jest jednak moralizatorstwa i agresywnej narracji. Wręcz przeciwnie! Profesjonalnie, z należytym szacunkiem, pani Daria przeprowadza nawet najtrudniejsze rozmowy - takie, w których chyba mnie osobiście nie udałoby się zachować zimnej krwi. 

Powiedzieć, że ta książka poszerzy Wasz obraz sytuacji - to mało powiedzieć. Po przeczytaniu rozdziału na temat retoryki panującej w spolaryzowanym polskim społeczeństwie, zrozumiecie, jak język kształtuje rzeczywistość (bynajmniej jej nie opisując!) i jak mocno wpływa na (tworzoną przez polityków i media) hierarchię naszych moralnych wartości. Dowiecie się, kim są spin doctorzy i dlaczego istnieje przekonanie, że bycie pro-choice powszechnie (i mylnie) uważa się za pochwałę aborcji. 

"Piekło kobiet PL" to przede wszystkim opowieść o KOBIETACH. To im oddaje się tu głos, to one wołają o pomoc - zwłaszcza od państwa, którego są pełnoprawnymi obywatelkami. Tu nie chodzi tylko i wyłącznie o umożliwienie legalnego abortowania ciąży, ale - w pierwszej kolejności! - o systemowe wsparcie w momencie urodzenia martwego lub nieuleczalnego dziecka. A, ku naszej rozpaczy i pomimo walki lekarzy czy aktywistów, takowe w naszym kraju praktycznie nie istnieje. 

Dla wojujących katolików pozostawię na koniec słowa księdza Muszala: "Mentalność pro-life nie może zawężać się tylko do działań na etapie przedurodzeniowym, powinna również dotyczyć chorych, słabych, niepełnosprawnych - zarówno dzieci, jak i dorosłych. (...) bądźmy pro-life także postnatalnie".  

wtorek, 31 stycznia 2023

Kościoła nie ma. Wspomnienia po seminarium/ Robert Samborski

 TAŃCZĄCY Z WILKAMI 


Oto wpadła mi do rąk, całkowicie niespodziewanie, druga część (?) opowieści Roberta Samborskiego, o jakże krzykliwym tytule, wpisującym się w dzisiejszą retorykę krytyki Kościoła Katolickiego. Myślę: idę w to, sprawdzę!

Zachwycił mnie ponad rok temu "Sakrament obłudy" - był gigantyczną dawką informacji na temat życia w seminarium i arcyciekawą historią człowieka, który się stamtąd, skądinąd, WYDOSTAŁ. O ile potrafiłam zdroworozsądkowo wiele rzeczy zrozumieć i - jako praktykująca katoliczka - wziąć na klatę całą garść (słusznych, zaznaczam!) oskarżeń wobec KK, o tyle czytając "Kościoła nie ma" - co chwila zaznaczałam na marginesie znaki zapytania lub komentarze typu: ej, serio? Gdzieś Ty to wyczytał?

Żebyście mnie dobrze zrozumieli - polecam tę książkę jako poruszającą refleksję na temat wychodzenia z wieloletniej skorupy i egzystencjalnego marazmu, stawania w prawdzie, na temat poszukiwania sensu istnienia i zależności we wszechświecie, wyzwalania się z kajdan fałszywej moralności, obalania mitów i - jak to autor nazywa - bajeczek. Jako studium człowieka biegnącego ku wilkom, ku Wielkiej Sile Przyrody. Jako tego, który "wyrzeka się ludzkich bogów" i "przystępuje do szatańskiego ołtarza". Stuprocentowy, dziewiętnastowieczny romantyzm. Wciąga na amen, jest poetycki, metafizyczny i taki wręcz nieziemski! Dobrze się czyta. 

A teraz: ale. Trigger warning. 

Ta piękna, pełna dramatyzmu podróż, ten wielki ukłon w stronę Natury, ta epicka ucieczka w wystudiowaną, wyrachowaną samotność, dokonuje się jednocześnie w aurze rosnącej pogardy wobec Kościoła Katolickiego, potem - wobec religii w ogóle, a na końcu - wobec Boga. Po drodze autor rzuci tu czy tam jakieś przedziwne uogólnienie, niemające nic wspólnego z rzeczywistością, licząc, że mało wnikliwe umysły połkną haczyk i pognają ku Ciemności razem z nim (btw - serio chrześcijanie nakazują trzymać psy na łańcuchu, niszczą przyrodę i uważają wilki za zło wszelakie, a współczucie jest bezużyteczne, bo Pan tak twierdzi i już?).

I powiem tak - jako kobieta inteligentna i katoliczka rozsądna (jedno z określeń Samborskiego) - jestem w stanie zrozumieć ten stan rzeczy, to jego spektakularne Wielkie Odejście, ten bunt wobec "starego porządku". Czułam to samo, czytając "Sakrament obłudy" (odsyłam do recenzji). ALE tutaj, im dalej w las, tym coraz większa ilość prześmiewczych komentarzy dotyczących religii, wiary i Jezusa; aż za którymś tam razem narodziło się we mnie pytanie: gdzie jest zatem ta upragniona wolność autora, skoro raz po raz rodzi się w nim wręcz kompulsywny PRZYMUS głoszenia wszem i wobec tyrad na temat tych, którzy wierzą we "wszystkie żałosne tradycyjne czy chrześcijańskie wartości", chłoną "te absurdalne historyjki z Biblii" i podążają za Jezusem, który "jest potworem, a niesprawiedliwość i okrucieństwo jego nauczania są nieskończone jak potępienie, którym grozi"?

Panie Robercie, naprawdę musi Pan aż tak? Fakt, podkreślił Pan, że oddaje siebie w posiadanie wilkom i Ciemności Lasu, a ludzie (których określa Pan "błędem Przyrody") są Panu niezbyt potrzebni, więc może nie powinnam się czepiać? Ja, słuchająca tego "brudnego, galilejskiego guru", twierdząca, że jednak życie wieczne jest lepszą opcją niż śmierć? 

Cóż. Po "Sakramencie obłudy" sądziłam, że chętnie ucięłabym sobie z Panem pogawędkę na temat KK i tego, co powinno się zmienić (czyli wiele!). Jednak po lekturze (z pewnością zajmującej) kontynuacji śmiem twierdzić, że moglibyśmy się nie polubić (i to nie dlatego, że jest Pan ateistą!). A może się mylę? 

Anyway - Pan Robert ma lekkie pióro i pięknie włada słowem. Jeśli jesteś katolikiem rozsądnym, a Twoją wiarą nie zachwieje kilka(dziesiąt) wzmianek na temat "galilejskiego tyrana" - przeczytaj Samborskiego. Sprawdź, poczuj, oceń. 

czwartek, 25 listopada 2021

Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium/ Robert Samborski

 OD SEMINARIUM ZACHOWAJ NAS, PANIE




☑"To jest coś, co wbija się klerykom do głowy od pierwszej chwili, gdy wstąpią do seminarium: nie kwestionuje się, nie podważa żadnej decyzji przełożonego". 
☑"Po pierwsze, klerykom nie wolno było wychodzić z budynku samotnie, musieli iść co najmniej w parze z kolegą".
☑"To jest właśnie jeden z tych przedziwnych paradoksów, których pełne jest seminarium: praca w seminarium sprawia, że seminarzyści o prawdziwej pracy nie mają najmniejszego pojęcia".
☑"Każdy kleryk, który nawiązywał zbyt dobre relacje ze zwykłymi ludźmi, był z miejsca traktowany bardzo podejrzliwie".
☑"W seminarium nauczysz się, jak kochać Jezusa Chrystusa, jednocześnie w bezczelny sposób gwałcąc wszelkie przykazania zostawione przez Niego w Ewangeliach".

Takich spostrzeżeń (nasuwających nam raz po raz obrazy z "Opowieści podręcznej") pojawia się w książce mnóstwo - "Sakrament obłudy" to gorzka rozprawa z instytucją seminarium, spisana przez byłego kleryka, który przeszedł wszystkie stadia "formacji", który bardzo pragnął być dobrym księdzem, który, nawet zostawszy wyrzuconym z seminarium tuż przed święceniami, jeszcze starał się do niego wrócić. Zatem - pan Samborski wie, o czym pisze! 

Dla tych, którzy zaczną podnosić larum, że to pozycja naznaczona subiektywizmem, powiem - pudło! Takie rozliczenie z przeszłością z pewnością  wymagało ogromnej odwagi i wewnętrznej siły. Pan Samborski przeprowadza czytelnika przez wszystkie lata przygotowań do bycia księdzem, każdy rozdział traktuje o kolejnym roku, z wszystkimi szczegółami, takimi jak: nauczane przedmioty, egzaminy, obowiązki, zwyczaje, ograniczenia. 

Przeciwników tego typu pozycji od razu informuję - spokojnie, nie znajdziecie tutaj obelg lub wyzwisk dotyczących osób stanu duchownego. Zamiast tego - rzetelna krytyka, solidne wypunktowanie błędów, a nade wszystko - ukazanie bezsensu archaicznej instytucji, która ma na celu jedynie wtłoczyć młodych, wrażliwych chłopców w FORMĘ, ukształtować na ślepo posłusznych poddanych, bez prawa głosu. Nie wychylać się, nie szaleć, nie sprzeciwiać nikomu (nawet koledze, który nadzoruje, jak szorujesz kibel), nie być nazbyt pracowitym studentem - wtedy może przetrwasz. A klerycy chcą przetrwać, bo większość z nich marzy o byciu dobrym duszpasterzem! 

Sęk w tym, że z roku na rok, nawet ci najbardziej uduchowieni zaczynają dostrzegać, że miejsce, do którego dobrowolnie przyszli, by podążać za Chrystusem - z Ewangelią ma niewiele wspólnego. Samborski wielokrotnie podkreśla groteskowy kontekst seminaryjnych egzaminów, pochwałę "miernoty" i służalczości, przyklaskiwanie donosom i wzajemnej inwigilacji. (Pomijam już absurdy typu: zakaz posiadania telefonów komórkowych lub późnych rozmów z przyjaciółmi.) 

Jednym z najlepszych podsumowań są słowa: 

"Codzienność każdego człowieka składa się z wielu rzeczy. Będzie to zaspokajanie życiowych potrzeb, a więc jedzenia czy snu. Będzie to praca czy nauka. Będą to rodzina i bliskie osoby, przyjaciele. Będą to jego zainteresowania i sposoby spędzania wolnego czasu. Te cztery filary codzienności w seminarium są obecne, ale zwyrodniałe, wynaturzone ponad wszelką miarę".

Na koniec dodam: dla autora pobyt w seminarium był początkiem drogi do ateizmu. Jednoznaczny osąd zawiera się w dwóch ostatnich zdaniach książki: "Wyższe Seminarium Duchowne. Nie idź tam". 

wtorek, 29 czerwca 2021

Uwierzcie mi: Porwanie Lisy McVey/ reż. Jim Donovan

 DO CHOLERY, UWIERZCIE MI! 



Tutaj absolutnie nie chodzi o filmowe rękodzieło, tu rozgrywa się dramatyczna, oparta na faktach historia, której z pewnością nigdy nie zapomnicie.  

Ostrzegam - film może być nie do zniesienia ze względu na przemoc seksualną, zwłaszcza dla matek nastoletnich córek - po projekcji mimowolnie mogą Was nachodzić przerażające scenariusze. 

Zawsze interesują mnie prawdziwe historie, obraz wtedy staje się namacalny i szokująco realistyczny. Młodziutka dziewczyna (wychowująca się w domu patologicznej babki, regularnie wykorzystywana przez jej obleśnego partnera) zostaje porwana, więziona i brutalnie gwałcona przez seryjnego zabójcę. Po dwudziestu sześciu godzinach gehenny, w decydującym momencie, Lisie udaje się przekonać szaleńca, aby ją uwolnił. (!) 

Dziewczyna jest niesamowita. W trakcie rozgrywającego się horroru zapamiętuje szereg szczegółów, które później pozwolą policji dotrzeć do zabójcy. Zostawia ślady genetyczne, odciski palców, a podczas wizji lokalnej jest w stanie odtworzyć poszczególne momenty dramatycznej doby. Paradoksalnie, początkowo właśnie ta determinacja sprawia, że funkcjonariusze (także kobiety!) nie wierzą ofierze, a wręcz kpią z niej, wmawiając młodzieńcze fantazjowanie. 

Lisa zeznała potem, że doświadczenia z domu babki "pomogły jej" zastosować psychologiczne sztuczki, które przekonały zabójcę do uwolnienia jej. Właściwie nawet nie wiem, jak nazwać to, co czułam - podziw? szacunek? oszołomienie? 

Kiedy dowiedziałam się, że Lisa obecnie pracuje jako policjantka zajmująca się przestępstwami seksualnymi, nie miałam wątpliwości, że przekuła traumatyczne, najokropniejsze z możliwych doświadczeń w pomoc dla takich jak ona. Najbardziej dramatyczne sceny mają miejsce, kiedy sponiewierana dziewczyna ucieka do rodzinnego domu tylko po to, by zderzyć się z szyderczymi komentarzami swojej bezdusznej babki i jej wyrodnego partnera, a następnie walić głową w mur, próbując przekonać policjantów, że to wszystko, o czym mówi, naprawdę się wydarzyło. 

Bardzo trudno ogląda się te momenty. Opieszałość wymiaru sprawiedliwości, niedowierzanie ofiarom, lekceważenie. Pociesza nas fakt, że przestępstwo miało miejsce prawie czterdzieści lat temu, chociaż obecnie jest mnóstwo do naprawienia w tej materii, a ofiary gwałtów nadal nie mogą liczyć na sprawiedliwe wyroki i godny proces. 

PS. Gwałciciel Lisy i wielokrotny zabójca, Bobby Joe Long, został stracony dwa lata temu, a ponadpięćdziesięcioletnia wówczas Lisa siedziała w pierwszym rzędzie, będąc świadkiem egzekucji. 

niedziela, 14 lutego 2021

#Nie bałam się o tym rozmawiać. Historie bez retuszu/ Joanna Przetakiewicz i bohaterki Ery Nowych Kobiet

 SIŁA JEST KOBIETĄ



Zacznę od Marka Hłaski: "Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego, że jesteś mądra. Że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko potrafisz mądrze ustawić. Za mądrość płaci się cierpieniem, Krystyno. Biedne nieszczęśliwe, mądre kobiety. Żal mi was, bo prawie zawsze giniecie przez głupców. Jesteś mądra Krystyno. Jesteś piekielnie mądra, ty idiotko." 

Krystyną moglibyśmy nazwać zbiorowego bohatera tej książki. Krystyna jest bardzo mądra, bardzo wrażliwa i popełnia bardzo dużo błędów. Joanna Przetakiewicz stworzyła coś niesamowitego: począwszy od siebie, zebrała historie (nie)zwykłych kobiet, z których każda wypełniłaby po ostatnie strony najlepsze psychologiczne powieści. 

Kobiety nie pozostają anonimowe, pokazują twarz, nie należą do świata celebrytów (Bogu dzięki!), są do bólu prawdziwe. Tak, w tej książce ból mógłby być bohaterem drugoplanowym, który pod koniec okazałby się sprzymierzeńcem (niczym uwielbiany przez widzów kryminalista o gołębim sercu). To ból popchnął każdą z bohaterek do wykrzesania z siebie pokładów sił, o których nie miały wcześniej pojęcia. 

Historie "z życia wzięte" czyta się jak dobre literackie opowiadania. Żadne słowo nie razi fałszem, żadne uczucie nie jest wyolbrzymione. Rozwód, choroba, rozstanie, bankructwo, przemoc, nieszczęśliwe dzieciństwo - przecież to wszystko jest jak plastelina, za pomocą której niewidzialne Boskie ręce lepią naszą ziemską podróż, a co za tym idzie - człowieczeństwo. Im więcej przeżyłaś, tym bliżej ludzi jesteś. Bohaterki Joanny Przetakiewicz pokazują, że owszem, Panie Hłasko, może i giną przez głupców, ale podnoszą się jak niepokonany zawodnik, gotowe na kolejną rundę. Mogą oberwać po pysku, mogą nawet znowu się zachwiać lub upaść, jednak w efekcie końcowym to one będą dzierżyć puchar zwycięstwa. 

Siła jest kobietą. Drogie Panie, nie zapominajcie o tym. 

piątek, 5 lutego 2021

Powrót z Bambuko/ Katarzyna Nosowska

 ROZMOWY W TOKU

O ile nasze pierwsze spotkanie z opowieściami zebranymi przez genialną Kasię Nosowską ("A ja żem jej powiedziała") powodowało przeważnie beztroski śmiech, o tyle w "Powrocie z Bambuko" Kasia rozprawia się z dużo poważniejszymi (często niewygodnymi) kwestiami niż (nawiasem mówiąc, urocze) uwielbienie do Kardashianek. 

Tematy można by mnożyć. Kasia przypomina o bohaterstwie samotnych matek, wskazuje na potrzebę uważności i empatii, ale też piętnuje bezcelową (ludzką) pogoń za nieosiągalnym szczęściem. Szczerze wypowiada się na (gorące obecnie) tematy aborcji oraz grzechów Kościoła Katolickiego. Zawsze stoi po stronie dzieci. Podkreśla, że przemoc rodzi przemoc i bywa "cicha jak milczenie." Nie omija tematu alkoholizmu, internetowego hejtu i zdrowia psychicznego. Opowiada o atakach paniki i przemocowych związkach. 

Niezwykle cenne jest to, że pomiędzy gawędziarskim tonem a dykteryjkami autorka ujawni nam również trudne momenty z przeszłości, kiedy, niezależnie od wieku, nie potrafiła zracjonalizować sytuacji i wyrwać się ze szponów emocjonalnego grzęzawiska. 

Ten, kto jest w pewnym stopniu zaznajomiony z psychologią, na pewno dostrzeże, że Kasia ma za sobą porządną (i z pewnością wyczerpującą) terapię, z której kluczowe wskazówki wybrzmiewają czytelnikowi jak kościelny dzwon (czyli: nawet jeśli nie chcesz go słyszeć, to i tak dudni). Słowa Kasi są jak niesione przez rozszalały wiatr ziarno - które być może początkowo upadnie na glebę jałową,  ale już za drugim czy trzecim razem "uleży się" na żyznym podłożu i wyrośnie z niego coś pięknego. 

Tak samo jest z naszą głową. Jeżeli wpuścimy do naszych mentalnych struktur troszkę świeżego powietrza, rozejrzymy się po strychu wpojonych nam od lat schematów i oczekiwań, a nawet wyrzucimy przykurzone kufry sentymentalizmu, to ostatecznie zakasamy rękawy i zarządzimy generalne porządki, a efektem tego będzie świeży, zdrowy umysł i całkiem udane życie. 

"Szkoda serca, które czeka zamrożone - zupełnie jak trzymany w lodzie Walt Disney - aż będzie możliwe uleczenie." Kasia namawia: weź sprawy w swoje ręce, wyjdź z bezpiecznej kilku(nastu)letniej skorupy, oswój zmianę i bądź wreszcie sobą. Fakt, osiągnięcie wiecznego dobrostanu jest poza ludzkim zasięgiem, ale można przecież fajnie żyć, prawda? 

niedziela, 24 stycznia 2021

Hillbilly Elegy (Elegia dla bidoków)/ reż. Ron Howard

 SIDŁA NAŁOGU



Z miejsca zaznaczam, że to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy skusiłam się na ekranizację, nie czytając powieści (mea culpa) - nie mogę zatem odnieść się do głosów krytykujących ewentualne nieścisłości lub wypaczenia. 

Trzeba przyznać, że Ron Howard wykonał kawał dobrej roboty. Film jest świetny, chociaż tematycznie ciężkostrawny - odradzam osobom zmagającym się z nałogami lub świeżo trzeźwiejącym. Nad bohaterami bezustannie unosi się czarna, gradowa chmura. Nawet gdy się uśmiechają (zwłaszcza wtedy!), czujemy pod skórą, że za kilka minut wybuchnie emocjonalna bomba, która zmiecie z powierzchni ziemi jakiekolwiek cząstki radości. 

Tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się alkoholizm. To on jest protagonistą i wokół niego oscylują perypetie innych postaci. Nałóg sprawuje kontrolę nad ciałem i umysłem. Wpierw zżerał od środka matkę Bev, Mamaw (za sprawą jej agresywnego męża alkoholika), by następnie "dopaść" ją samą, a kilka lat później podjąć próby uwiedzenia jej syna, J.D. Vance'a (nota bene narratora historii). O ile ojciec Bev "poprawił się" po kilkunastu latach, zaś J.D.Vance stawił opór przebiegłemu wrogowi, o tyle Bev (w tej roli genialna Amy Adams) wywiesiła białą flagę i z otwartymi ramionami powitała oprawcę. 

Sceny z dzieciństwa J.D.Vance'a przyprawiają o gęsią skórkę (ostrzegam, nie każdy widz jest w stanie przez nie przebrnąć!) - ogrom cierpienia, jakie przysporzyła mu matka, wydaje się nie do zniesienia. Nałóg odsłania nam bezpardonowo wszystkie swoje karty - manipulację, toksyczność, przemoc, brak racjonalnego myślenia, upokorzenia, autodestrukcję. To, że syn Bev "wyszedł na ludzi", można określić mianem cudu. 

"Elegia..." przede wszystkim odziera ze słodyczy obraz rodziny jako oazy spokoju i kolebki miłości. Pomimo wspólnych spotkań i pozornych wielopokoleniowych więzi, to przecież rodzina zafundowała D.J Vance'owi egzystencjalne piekło. Z samego dna wspinał się na kolejne jego kręgi, aby ostatkiem sił się uwolnić i zostawić przeszłość za sobą. Zostawić - nie znaczy zapomnieć. Jest taka scena, w której uzależniony emocjonalnie syn (będący na każdorazowe zawołanie niestabilnej matki, którą oczywiście w wypaczony sposób kocha), decyduje się odwiązać węzeł oplatający mu szyję i zrezygnować z psychologicznego samobójstwa, które konsekwentnie popełniał od kilkunastu lat. Zostawia w hotelu swoją odurzoną alkoholem matkę, symbolicznie (i dosłownie) wypuszcza ją z rąk, aby zawalczyć o siebie i przyszłe życie. 

Nasuwają mi się skojarzenia ze znakomitym skądinąd obrazem "Mój piękny syn" (pisałam Wam o nim rok temu w lutym). Ojciec Nica również po długiej, naznaczonej toksyczną miłością drodze, dociera do muru, za którym była już tylko śmierć własnego jestestwa. On także dokonuje wyboru, pozwala synowi odczuć skutki nałogu na własnej skórze, bez jego pomocnej dłoni. 

Oba filmy są oparte na faktach, co z pewnością wpływa na ich odbiór. Mając przed oczami wydarzenia, które kiedyś NAPRAWDĘ miały miejsce, odczuwany wstrząs jest jeszcze bardziej dotkliwy. Bogu dzięki, te historie w rzeczywistości miały swój szczęśliwy ciąg dalszy. Zarówno Nic, jak i Bev od kilku lat są trzeźwi. 

Gdybym miała okazję, zmieniłabym więc tytuł filmu na: ELEGIA O OCALONYCH.  

piątek, 7 lutego 2020

Umysł w ogniu/ reż. Gerard Barrett

KIEDY CIAŁO ATAKUJE MÓZG


Bardzo dobrze, że nie wiedziałam wcześniej, że ta opowieść jest oparta na faktach, a pomysłodawczynią filmu jest autorka autobiograficznej powieści (pod tym samym tytułem), Susannah Cahalan. Gdybym miała tę wiedzę, film - co prawda - nie straciłby na wartości, ale z pewnością nie wywarł na mnie tak dużego wrażenia. 

Jest młoda dziennikarka, która zaczyna mieć problemy ze zdrowiem. Czuje się nieswojo, "dziwnie", boli ją głowa, nie może spać, swędzi ją skóra (twierdzi, że została pogryziona przez pluskwy). Diagnoza: przemęczenie, wypalenie, nadmiar alkoholu. Następnie zaczynają dziać się niepokojące rzeczy: Suzie słyszy irytujące odgłosy, jest agresywna, dosłownie "usypia na stojąco," ma ataki paniki. Dalsza diagnoza: stres, wypalenie, tomograf nic nie wykazał, "wszystko jest w porządku," fizycznie Suzie jest zdrowa. Symptomy nie ustępują, rodzice walczą o kolejne badania. Diagnoza: schizofrenia lub dwubiegunówka. Rodzice nie odpuszczają, widzą, że Suzie umiera, popada w obłęd, jest niebezpieczna, ale też bardzo cierpi. Naciskają na pomoc lekarską, nie odpuszczają. 

Po miesiącu chaotycznych procedur i mylnie stawianych diagnoz znajduje się lekarz, który postanawia przyjrzeć się historii medycznej Suzie. Dziewczyna już jest w stanie letargu i katatonii, jednak dzięki temu, że reaguje na proste polecenia, doktor jest w stanie przeprowadzić proste badanie, na podstawie którego odkrywa podłoże choroby. (badanie jest naprawdę banalne, a ratuje jej życie!) Okazuje się, że przypadek Suzie to autoimmunologiczne zapalenie mózgu typu NMDAR, często mylone z chorobami psychicznymi (dające zresztą niemalże identyczne objawy). Jej ciało atakuje mózg, "jej umysł jest w ogniu" - powie lekarz.  

Film odzwierciedla wszystko, co działo się w życiu pierwowzoru bohaterki, Suzannah Cahalan, która obecnie prowadzi szereg kampanii szerzących świadomość na temat tej rzadkiej choroby. Usiłuje zrozumieć "siebie" z czasów pobytu w szpitalu, chociaż nic nie pamięta (bazuje na opowieściach lekarzy i rodziców). Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki niestrudzonej walce Dr. Najjara udało się właściwie zdiagnozować chorobę i wdrożyć leczenie. Kto wie, ile tego typu przypadków jest leczonych psychiatrycznie z powodu braku wiedzy lub nieświadomości lekarzy? 

Nie znając historii, faktycznie byłam przekonana, że Suzie cierpi na schizofrenię. Zresztą Chloë Grace Moretz w roli Suzie jest tak nieprawdopodobnie przekonująca, że widz wierzy, że ma przed sobą obraz osoby chorej psychicznie. I to jest właśnie najlepsze w tym filmie - ponieważ podążamy za obłędem Suzie, dostrzegamy jednocześnie, jak "umysł w ogniu" charakteryzuje się objawami łudząco podobnymi do schizofrenii czy dwubiegunówki. Wówczas jesteśmy w niewielkim chociażby stopniu zrozumieć zachowanie lekarzy, bazujących na dotychczasowej wiedzy medycznej. (równocześnie jesteśmy wściekli, że nie potrafią pomóc Suzie i uprawiają swoistą "spychologię" pt. skierujmy ją do szpitala psychiatrycznego) Kiedy odkryto przypadek Suzie, była zaledwie 217 pacjentką, u której postawiono właściwą diagnozę.

Warto obejrzeć "Umysł w ogniu" nie tylko dla genialnej gry aktorskiej Chloë Moretz. Warto poczuć prawie na własnej skórze (widz naprawdę w ten film "wsiąka"), jak człowiek uwięziony w klatce swojego umysłu, nie jest w stanie samodzielnie z niej uciec, obezwładniony paraliżującym strachem przed samym sobą. Porządna dawka wiedzy medycznej i psychologicznej połączona ze świetnym aktorstwem i efektywnym montażem daje rewelacyjne rezultaty. Polecam.

sobota, 1 lutego 2020

Mój piękny syn/ reż. Felix van Groeningen

WALCZYĆ DO KOŃCA CZY ODPUŚCIĆ?


Życiorys Nica i jego ojca Davida to doskonały materiał na film. Dla wtajemniczonych - historia oparta na faktach, obydwaj mają już na koncie sukcesy książkowe i od lat prowadzą kampanie uświadamiające na temat uzależnień. 

Uzależnienie zawsze zaczyna się niewinnie. Nic eksperymentował z narkotykami, "jak każdy nastolatek." Ba! Nawet jednego pięknego dnia ojciec pali sobie jointa z synem. Można? Można. To takie fajne, takie "bycie blisko" dziecka. Więź i te inne sprawy. 

Machina ruszyła. Nic jest uzależniony od dawna, sprytnie to ukrywa, zaciera ślady, więc nocne eskapady syna nie budzą początkowo u ojca nadmiernego niepokoju. Zresztą Nic zawsze przeprasza, płacze, obiecuje poprawę. Jest niezwykle uczuciowy, uwielbia swoje młodsze rodzeństwo. Kocha słowo pisane i dobrą muzykę. PIĘKNY SYN. 

Szybko okazuje się, że jest już za późno - Nic już ugrzązł w swoim narkotycznym świecie - wiedziony na przemian euforią i rozpaczą, uciekający i wracający, jak marnotrawny syn. Ojciec zawsze czeka - ZAWSZE. Pęka nam serce, ponieważ we flashbackach mamy migawki z przeszłości, na których bije z ekranu blask ich miłości, a ciepło rodzinne grzeje jak puchowy zimowy koc. Pomimo pewnej - nazwijmy to - "dysfunkcji" (rodzice rozwiedzeni, Nic mieszka z ojcem, a matkę odwiedza raz na jakiś czas), ich relacja jest niesamowita, oparta na szczerym dialogu, wypełniona lawą pozytywnych uczuć, akceptacji, lojalności, bliskości. 

Co zatem poszło nie tak? JAK to się stało, że mimo tak fantastycznego związku ojciec-syn Nic "pozwolił" opętać się chorobie? Właśnie o to chodzi w tym filmie: NIC SIĘ NIE STAŁO. Choroba nie wybiera. Możesz robić wszystko, być genialnym rodzicem, ale jeśli ziarno padnie na żyzną glebę - nie ma mocnych. Uzależnienie wykiełkuje, bardzo powoli, etapami, nieuchwytne. Gdyby był sposób, żeby je zatrzymać, każdy kochający rodzic wyprułby sobie przysłowiowe flaki, żeby tego dokonać. Tak też do pewnego momentu robi David, ojciec Nica - jest na każde jego zawołanie, niejednokrotnie wyciąga go z lokalnych spelun, odwiedza w szpitalu po każdym narkotykowym incydencie. Usiłuje dokonać niemożliwego - walczyć z chorobą, niejako w imieniu syna. I tu już pozostaje tylko walić głową w mur.

Skoro nawet zatrzymanie akcji serca u kumpeli, nawet standardowe "stoczenie się na dno" nie prowadzi do wyczekiwanej cudownej przemiany Nica - mamy dowód, że choroba jest bezlitosna. Kto nie jest świadomy, ten wreszcie pojmie złotą prawdę terapeutów - wyjście z uzależnienia jest możliwe tylko, jeśli człowiek uzależniony tego chce. Zakończenie filmu stawia znak zapytania, ale z realiów wiemy, że Nic jest trzeźwy od 9 lat, zatem to napawa nas nadzieją. Szczęśliwi ci, którym się udało. 

Wybitne kreacje aktorskie - duet Chalamet-Carell chwyta za serce i czyni opowieść jeszcze bardziej poruszającą. Rodzicu, dziadku, babciu, nauczycielu, nastolatku - obejrzyj, przemyśl. WARTO. 

piątek, 14 października 2016

Bóg dał mi kopa w górę/ Katarzyna Węglarczyk, Urszula Mela


Bóg dał mi kopa w górę.

"W SERCU KAMIENNYM (...) ZACZYNA SĄCZYĆ SIĘ MIŁOŚĆ"


"Bóg dał mi kopa w górę" to zapis rozmów z Urszulą Melą, mamą rozsławionego swą ekspedycją na bieguny Jaśka Meli. To ona z wielką ufnością jest w stanie powiedzieć: "Moje umieranie może komuś dać życie." 

Pani Ula umierała wielokrotnie, minuta po minucie. Pomimo że za każdym razem cierpienie wydawało się już ostateczne, śmiertelne, ona poprawiała swą koronę cierniową i szła dalej. Wszystko, co trudne, ciemne i chmurne - potrafiła przekuć w coś dobrego, ba! nawet czuć niekłamaną wdzięczność za te właśnie najczarniejsze okresy życia. Matka, która pochowała synka, z ufnością i radością zwraca się ku Bogu, Aniołom Stróżom, przyjaciołom, a także - wrogom. 

Jasiek Mela od zawsze był moim autorytetem. Ale nie podejrzewałam, że jego Mama (celowo dużą literą) będzie dla syna konkurencją. Jak to w ogóle MOŻLIWE, że osoba, która straciła dom w pożarze, przeżyła tragiczną śmierć jednego dziecka i wypadek oraz niepełnosprawność drugiego, doświadczyła kryzysu w małżeństwie i była w najciemniejszych miejscach swojej duszy - nie rozpadła się na kawałeczki, uśmiecha się i wznosi oczy ku Górze? 

Pani Mela usiłuje szukać odpowiedzi. Ma swoją tezę - ufa, że wszystko ma jakiś sens. Że Jej cierpienie jest w stanie komuś pomóc, uleczyć ból. Mimo że pamięta smutek - teraz patrzy na świat inaczej, JAŚNIEJ. "Dwie nogi, których się nie szanuje i nie docenia, są mniej warte niż jedna, którą się szanuje i na której się idzie na koniec świata - czy choćby drugiego człowieka, żeby mu pomóc." Mówi: liczcie dary, praktykujcie wdzięczność, nie dajcie się obezwładnić lękowi. 

Ta książka prostuje wiele krętych ścieżek, oczyszcza zakurzone i schowane (często wstydliwe) emocje, otwiera szeroko oczy i zmusza do konfrontacji z naszą - nierzadko zaniedbaną - duchowością, naszymi wyborami i uczuciami. Pani Ula to moja bohaterka, a Wasza? 

piątek, 4 marca 2016

Spotlight/ reż. Tom McCarthy

PRAWDA CIĘ UWOLNI



Bardzo dobry film. Chociaż nie uświadczymy w nim spektakularnych eksplozji, szaleńczych pościgów czy brutalnej strzelaniny, trzyma w napięciu i daje do myślenia.

Temat pedofilii w Kościele Katolickim - powszechnie znany i ciągle kontrowersyjny  - jest jakby współrzędnym wątkiem na równi z obrazem rzetelnej dziennikarskiej pracy, a także - wielkiej odwagi, by nie ugiąć się przed wszechobecnymi w małym mieście odgórnymi naciskami, zmierzającymi ku temu, aby pracę nad artykułem porzucić, zaś dramatyczne wyznania ofiar molestowania - zamieść (tradycyjnie) pod dywan. Zgodnie ze starą zasadą: swoje brudy pierzemy w swoim domu, prawda?

Garstka ludzi z bostońskiego dziennika, w zgodzie z etyką zawodu i moralną odwagą, decyduje się odpalić tę bombę i rozgrzebać gniazdo żmij. Ignoruje niezliczone aluzje, aby "uzgodnić" jakąś wersję zdarzeń, a zamiast tego - dba (z wielką delikatnością i taktem), aby ta sprawa ujrzała światło dzienne. Każdy ma ku temu swoje powody.

Wierzchołek góry lodowej. Ale dobrze opowiedziany, warto zobaczyć. Plus świetny Mark Ruffalo.

piątek, 15 stycznia 2016

Cisza/ reż. Sławomir Pstrong

PUŚĆ MNIE WOLNO




Niezwykle trudno oceniać tutaj fabułę filmu, ponieważ jest to opowieść prawdziwa. Autentyczny dramat, który każdy rodzic-widz poczuje do szpiku kości i który - moim zdaniem - nadzwyczaj sugestywnie przekazała para głównych aktorów (Olszówka i Perchuć).

Warto jednak pochylić się nad tą historią, zastanowić nad nieuchronnością Losu, wolnością, jakiej pragną nasze dzieci, a którą tak ciężko nam - rodzicom - ofiarować. A jednak - w pewnym momencie trzeba puścić wolno i pozwolić żyć. Nie podciąć skrzydeł.

Za cenę wszystkiego.

sobota, 19 grudnia 2015

The Social Network/ reż. David Fincher

PO TRUPACH DO CELU




Ciekawość początków najbardziej popularnego portalu społecznościowego na świecie zaprowadziła mnie do biograficznego (?) filmu o jego - i tu mamy kluczowe pytanie -  założycielu (?), Marku Zuckerbergu. Wiedziona podziwem dla jego ostatnio głośno dyskutowanej filantropii, pomyślałam, że musi to być wyjątkowa postać, której życie z pewnością zasługuje na film.

No i teraz rodzi się pytanie - na ile ten obraz jest prawdziwy, ile w nim prawdziwego Marka i jego drogi "od pucybuta do milionera"?

Jeśli film jest odzwierciedleniem rzeczywistości, to powinno nas ogarnąć przerażenie, że najmłodszy miliarder na świecie to w gruncie rzeczy zakompleksiony koleś-dziwak, który bez najmniejszych skrupułów oszukał swojego przyjaciela i ukradł pomysł na portal dwóm innym kolegom.

Jesse Eisenberg w roli Marka robi wrażenie. Cały film jest dynamiczny i wciągający - aczkolwiek daleko mu do arcydzieła (stąd raczej zdziwienie jego trzema Oskarami). Niemniej jednak warto poznać i tą twarz najsłynniejszego na świecie programisty, aby zastanowić się przez chwilę, ile człowiek jest w stanie poświęcić, by osiągnąć swój cel.

niedziela, 6 września 2015

Uśpieni/ reż. Barry Levinson

ŻYĆ DLA ZEMSTY




Klasyka filmowa. Genialna, trzymająca do końca w napięciu opowieść o czterech przyjaciołach z Nowego Jorku, którzy przez swoją młodzieńczą głupotę i nierozsądny, aczkolwiek tragiczny w skutkach wybryk, trafiają do poprawczaka.

To, co się tam dzieje, na zawsze pozostawi rany w nich wszystkich. Wydarzenia z dzieciństwa - będące tajemnicą całej czwórki - będą potem osią ich życia, bodźcem do perfidnej zemsty, w realizacji której po latach połączą siły.

Z pomocą zaprzyjaźnionego księdza (fenomenalny Robert De Niro), usiłują sami wymierzyć sprawiedliwość, knując misterny plan odwetu na swoich oprawcach.

Plejada gwiazd - Dustin Hoffman, Brad Pitt, Kevin Bacon. Wstrząsająca historia, niejednoznaczne decyzje, przyjaźń ponad wszystko, moralne dylematy i desperacka próba "życia po życiu" ... Nie da się przejść obojętnie obok tego filmu. Jak dla mnie jeden z najważniejszych obrazów, jakie widziałam, majstersztyk. (!!!)

niedziela, 23 sierpnia 2015

Soul Surfer/ reż. Sean McNamara

NIEPOKONANA DUSZA




Niefortunne tłumaczenie tytułu - "Surferka z charakterem", nie oddaje istoty filmu, gdyż - zgodnie z oryginalnym przesłaniem - jest to niewątpliwie historia wielkiej, niepokonanej DUSZY, nieprawdopodobnego ducha walki i niezachwianej wiary ukrytych w pięknym, młodziutkim ciele.

Jest to oparta na faktach i bardzo im zresztą wierna opowieść o amerykańskiej surferce, Bethany Hamilton, która w wyniku ataku rekina w wieku 13 lat traci jedną rękę. Ale żyje. Nie poddaje się, pokłada ufność w Bożym planie, po 3 tygodniach od wypadku ponownie staje na desce ... Nawet przez myśl nie przechodzi jej zaszyć się w czterech ścianach i poddać depresji, choć, oczywiście, miewa momenty załamania. Ciągle jednak ufa, że z tego "złego" wyniknie coś "dobrego".

I o tym jest właśnie ten film. Cynicy zarzucą mu z pewnością tandetne teksty o wierze w Boga i cukierkowe obrazki rodzinnego wsparcia, ale skoro tak właśnie było i w ten sposób przedstawia to sama Bethany - to wypadałoby zamilczeć i przyjrzeć się tej niewiarygodnej opowieści o sile wiary i miłości. Ostrzegam: chusteczki w pogotowiu.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Niebo istnieje ... naprawdę/ reż. Randall Wallace

MIĘDZY ZIEMIĄ A NIEBEM




Oparta na faktach (!) opowieść o 4-letnim chłopcu, który doświadczył niemożliwego - podczas operacji opuścił swoje ciało i wybrał się do ... nieba. Spotkał Jezusa, swoją nienarodzoną siostrzyczkę, zmarłego pradziadka ... i powrócił na ziemię.

Jego ojciec, pastor - o, ironio - ma z tym poważny problem. No bo jak tu jednak UWIERZYĆ, że niebo istnieje i że mały synek miał do niego dostęp? Pastor zaczyna się miotać, czeka na jakieś znaki, ostatecznie kolejne ujawniane przez chłopca szczegóły utwierdzają go w przekonaniu, że jest to prawda. Taka podróż miała miejsce. Niewiarygodne? Oceńcie sami.

Wobec licznych zarzutów o kiczowatość obrazu nieba (wielokolorowy raj, śpiewające anioły itd.), trzeba pamiętać, że jest to wizja małego Coltona, opowiedziana zresztą w wielu wywiadach, a także spisana przez ojca w książce o tym samym tytule.

Film nie jest arcydziełem, ale warto obejrzeć i pochylić się nad tą historią, zapytać siebie samego, czy się w nią wierzy.  Ja wierzę.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Bogowie/ reż. Łukasz Palkowski

CUDOTWÓRCY I ICH WYŚCIG Z CZASEM




Gdyby ten film powstał w Stanach Zjednoczonych, Tomasz Kot bezspornie dostałby nominację do Oskara. Jest po prostu genialny, udało mu się BYĆ Zbigniewem Religą, a nie tylko go GRAĆ.

Nieprawdopodobny upór, ambicja i cena, jaką trzeba ponieść za poświęcenie pracy - wszystko to na tle raczkującej w latach 80-tych polskiej transplantologii. Ponadto: błyskotliwe dialogi, charyzma Religi i jego walka o każdego pacjenta - całość chwyta ze serce. Po prostu.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Świadek/ Robert Rient

CENA WYZWOLENIA


"Osoba wykluczona jest gorsza od ludzi ze świata. Świadkowie Jehowy nie mogą jej mówić dzień dobry, w sensie dosłownym."

Autor książki, Robert Rient, jest właśnie WYKLUCZONYM, byłym świadkiem Jehowy, który postanawia zdać swoisty reportaż ze swojego dotychczasowego życia. Kim są wspomniani "ludzie ze świata", co to jest zbór, starsi zboru, "ośrodki" i jak wygląda przygotowanie do "głoszeń" - tego wszystkiego możemy dowiedzieć się z tej zajmującej opowieści.

Jest to z pewnością fascynująca, miejscami przerażająca, relacja na temat "odchodzenia" od religii, wychodzenia z hermetycznej organizacji, a także wnikliwe (choć, jak autor sam podkreśla w wywiadach, subiektywne) spojrzenie na same struktury i dogmaty tego wyznania. Symbolicznie można ją odczytywać jako próbę opuszczenia jakiegokolwiek więzienia intelektualnego i dochodzenia do prawdy o sobie, ale w przeważającej części książka stanowi jednak wykładnię wiedzy o świadkach Jehowy i jest jakoby "kropką nad i" w podróży autora do mentalnego wyzwolenia. 

Bardzo dobrze napisany, wspierany fragmentami dzienników samego autora, odważny, kontrowersyjny tekst, który warto poznać.  



czwartek, 9 lipca 2015

Selma/ reż. Ava DuVernay

I HAD A DREAM




Dogłębne spojrzenie na życie wielkiego amerykańskiego wojownika o prawa Afroamerykanów - Martina Luthera Kinga. Poznajemy jego życie rodzinne, moralne dylematy, obserwujemy zza kulis przygotowania do pokojowych marszów i jego politykę non-violence - kawał historii USA, jakże istotny z punktu widzenia równości obywateli, w dwugodzinnej pigułce, o niebo lepszej niż jakakolwiek historyczna książka.

Ponieważ Amerykanie lubią pompatyczne filmy, nie zabraknie i tutaj nadmiernej nieco wzniosłości, ale szybko się o niej zapomina. Genialna gra aktorska Davida Oleyowo w roli Martina, interesująca postać Annie Lee Cooper (w tej roli Oprah Winfrey), świetna ścieżka dźwiękowa (nieprzypadkowo - Oscar za najlepszą piosenkę "Glory"), emocjonujące sceny - dla mnie naprawdę dobre kino, polecam.