Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeznaczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeznaczenie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2024

Serce w chmurach/ Jennifer E. Smith

STATYSTYCZNE PRAWDOPODOBIEŃSTWO MIŁOŚCI OD PIERWSZEGO WEJRZENIA 


Taki jest tytuł oryginalny ("The Statistical Probability of Love at First Sight") i on idealnie oddaje klimat tej powieści. 

Postanowiłam przypomnieć Wam o tej pozycji z racji bardzo dobrej ekranizacji, którą możecie pod tym samym tytułem ("Spacer w chmurach") oglądać od paru tygodni na Netflixie. 

Zatem: mimo prozaicznego (i wydaje się, że oklepanego) tematu (dziewczyna-chłopak-lotnisko-uczucie-podróże-kłopoty itd.), jest to bardzo przyjemna pozycja dla młodych (i nie tylko!) romantyczek/ romantyków, którym się marzy, że któregoś dnia spóźnią się cztery minuty na samolot i te cztery minuty zaważą na ich przyszłym życiu, ponieważ właśnie w oczekiwaniu na następny lot poznają miłość swojego życia ... A dalej zadziałają już zbiegi okoliczności (albo przeznaczenie ...?) i wydaje się wystarczającym podpisać się pod słowami Dickensa, będącymi mottem tej książki: "Ach, bywają w życiu dni istotnie warte życia i warte śmierci."

Cieplutka, urocza, fajnie napisana. Czego chcieć więcej w te zimne, lutowe, deszczowe wieczory?

czwartek, 18 maja 2023

Miłość w cieniu słońca/ Katarzyna Grochola

 CZY POZWOLISZ SIEBIE POKOCHAĆ? 


„Nie było mnie, dopóki ona się nie pojawiła. 

Przedtem nie wiedziałem, że mnie nie ma. (…) 

Nie wiem, czy przedtem był jakiś świat”.

Grochola wydaje nową powieść! Jaki piękny tytuł, pomyślą wszyscy. Miłość, słońce, drzewa, trawy, szum morza, EKG na okładce. Romansidło jak nic.

Jakbyście nie znali Grocholi! Jakbyście nie wiedzieli, że u Kasi nic nie jest zerojedynkowe, oczywiste, proste lub płaskie. Że każde słowo ma (trój?)wymiar, że morze szumi jakoś tak inaczej, że figa jest soczysta i bezbronna, a whisky ma ciepły kolor i aż się czuje jej smak na języku, zaś ulepieni z literackiej gliny ludzie są pełnokrwiści i do bólu prawdziwi. Ta powieść, jak chyba żadna wcześniejsza, była dla mnie jak poemat, wspomnienie wiktoriańskich wyznań na wrzosowiskach, hołd dla słowa pisanego. Chłonęłam, przepuszczałam przez siebie, czytałam ponownie, zakreślałam … Tu perełka, tam perełka.

Bohaterów należałoby przenieść na deski teatru, posadzić przy stole lub na kanapie i – być obok, bezszelestnie, aby niczego nie popsuć, aby ich nie spłoszyć. Spotkanie z nimi jest jak dziecinne podsłuchiwanie fascynującej rozmowy dorosłych. Takiej, która pomieści wszystko, co ludzkie i nam nieobce. Lęk, radość, życie, miłość, śmierć. WSZYSTKO. Jeśli chcecie zostać świadkami pięknego dialogu i jeszcze piękniejszej miłości – musicie wejść w ten świat stuprocentowo, bez ściemy. Należy Wam się ostrzeżenie: pewne furtki mogą się otworzyć, blizny o sobie przypomnieć, strachy wypełznąć na powierzchnię. Jeśli na to zezwolicie, zadzieją się literackie czary.

O, Grocholo! Chowam w sobie teraz tysiące skrawków tej cudnej opowieści, napełniona po brzegi falą wiekopomnego uczucia, któremu miałam zaszczyt towarzyszyć. Dzięki Tobie!  

Niech jeszcze przez chwilę przenika mnie do szpiku kości. Pozwalam! 

PS. Nie zdradzę zbyt wiele, ale fani amerykańskiej poezji będą zadowoleni!


czwartek, 22 lipca 2021

Biała Jaskółka/ Jacek Taran

O TYM, JAK RUDOWŁOSA NASTOLATKA BUDZI SKUTE LODEM SERCA


"Ludzkie szczenię, co miłości nie zaznało,

co miłości pragnie w serca głębinie,

przez morze przejdzie suchą stopą śmiało,

a lodowego pana czas wnet przeminie".


Była sobie pewna przepowiednia, na której spełnienie czekali mieszkańcy baśniowej krainy Arkaland. W magiczny sposób czternastoletnia, rudowłosa Julia opuszcza przepełnione cierpieniem życie w sierocińcu i przenosi się do świata morfów, rusałek, żywiołaków, bieżeńców czy warginów. Tam dowiaduje się, że czeka ją długa i niebezpieczna wyprawa do lodowej wieży Ajstojer, której uwieńczeniem będzie albo szczęśliwe życie, albo nieuchronna śmierć. Julia z dnia na dzień uświadamia sobie, że bierze udział w odwiecznej walce dobra ze złem. Po drodze, stopniowo odkrywając drzemiące w niej pokłady siły, usłyszy, że ma w sobie moc przebaczenia, a odwaga zawsze rodzi się ze strachu, zaś jej wędrówka jest nadzieją dla zrozpaczonych. A to wszystko ułoży się w całość dopiero na końcu podróży, podczas walki z wszechpotężnym Baal-Peorem. 

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, sami musicie się w tę wyprawę udać. Musicie minąć Dom Jagi, Petromare i Las Praojców, poznać Anatola, Kastora i małą Ullę, doświadczyć lojalnej przyjaźni i rycerskiej wierności, a także miłości, w której nie liczą się ckliwe słowa, tylko szlachetne czyny. 

Dużo tutaj o rodzinie, o nadziei, o czekaniu na lepsze, o śmierci i żałobie, ale też o tym, jak przekuć to, co trudne w to, co piękne, jak "odwrócić się do przeszłości plecami", przywdziać zbroję i walczyć o coś dobrego, zrobić z cierpienia "tarczę, która dodaje siły".

Mieszkańcy krainy wierzą w prastary porządek natury, czerpią z tradycji, ufają prawdom przodków. "Bez pamięci o tym, co było, nie ma wiedzy o tym, co będzie".

Czytając "Białą Jaskółkę", miałam w głowię ukochaną powieść z dzieciństwa - "Bracia Lwie Serce" (A. Lindgren), ale też "Kroniki Narnii" (C. S. Lewis), Biblię czy ... "Vaianę" Disneya. (!) Dlaczego - przekonajcie się sami. 

Drogi Jacku, dziękuję za przesłaną mi powieść. Mój jeden mały zarzut to jej objętość - wiele scen można by skrócić i otrzymać ten sam efekt. Troszkę się dłużyło (sceny walki aż prosiły się o dynamikę i prędkość!), to taka nieśmiała rada na przyszłość, gdybyś uraczył czytelników dalszymi losami Julii! Jeszcze tyle do opowiedzenia! 

środa, 30 grudnia 2020

Nas dwoje/ Holly Miller

 ZROBIĘ WSZYSTKO, ŻEBYŚ BYŁA SZCZĘŚLIWA


"Zrobiłbym to jeszcze raz. (...) 
Nawet gdyby nic nie mogło się zmienić. 
Zakochałbym się w niej znowu w mgnieniu oka."

Mówi się, że prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie kończy się twoje "ja", a zaczyna istnienie drugiego człowieka. Wymaga wyrzeczeń, często trudnych decyzji, czasami prowadzi do rozstania. Jeśli kogoś kochasz - i właśnie dlatego, że kochasz - puść go wolno, niech chłonie życie i szuka spełnienia, chociażby miało się dokonywać bez twojego udziału. 

Joel i Callie tworzą świetną parę. Urocze "podchody", szczere rozmowy, wspólne cele i marzenia. Za kurtyną normalności ukrywa się ciemna strona Joela. Obdarzony - a raczej: obarczony - tajemniczym darem przewidywania przyszłości za pomocą snów, Joel poznaje datę śmierci swojej ukochanej. Ponieważ od dzieciństwa jego przepowiednie (jeśli nie zdoła ich jakimś sposobem "powstrzymać") się ziszczają, także i tym razem nie ma wątpliwości co do dnia, kiedy Callie umrze. 

Pojawiają się dwa wyjścia. Albo młodzi zostaną razem, trzymając się kurczowo miłości, wierząc irracjonalnie, że ona odwróci los. Albo Joel podejmie najbardziej dramatyczną decyzję w swoim życiu, uwalniając Callie od siebie i złowieszczej "zaprogramowanej" przyszłości - tym samym umożliwiając jej przeżycie danego czasu bez niego, nie tracąc przy tym  ufności, że to jedyna droga, by Callie dogoniła swoje szczęście. "Powinienem wcisnąć hamulec, gdy tylko poczułem, że moja głowa przegrywa walkę. (...) Uświadamiam sobie, że przy mnie jedynie w połowie byłaby osobą, którą może się stać."

Początkowo rozstanie nie służy żadnej ze stron. Po kilku miesiącach okazuje się jednak, że dziwnym trafem zaczynają się spełniać marzenia Callie - wyśnione podróże, nowe doświadczenia. Pojawia się też nowe uczucie, możliwości, życiowe szanse. W najmniej oczekiwanych momentach przed oczami wyłania się obraz Joela, budzi się myśl, by mu opowiedzieć o tym, co się dzieje, a może nawet zwyczajnie się przytulić. Okazuje się bowiem, że "jest milion rodzajów niesamowitości." Serce można podzielić na pół, wspomnieniami ogrzać się w zimny wieczór. 

Callie przez całe życie pisze do Joela pocztówki - swoiste "rozmowy przez ocean." Nie wysyła ich, daje na przechowanie przyjaciółce. Kiedy spotyka Joela przypadkowo na peronie, czas staje w miejscu, serce się wyrywa, targane huraganem uczuć. Na próżno - obydwoje wiedzą, że przecież nie może się wydarzyć już nic poza spojrzeniem i niemym wyznaniem miłości - ponieważ koniec jest już zapisany. 

Joel zwrócił Callie normalność, pozwolił jej wieść życie, o jakim marzyła. Podróże, dobry mąż, dzieci, bezpieczeństwo. Wystarczyła mu świadomość, że kobieta jego życia "gdzieś tam jest", szczęśliwa, nie odlicza dni do nieuchronnego końca. Dobrowolnie "zaprosił" do siebie nieszczęście i cierpienie rozstania - targując się z losem o kilka lat szczęścia dla swojej ukochanej. 

Tylko miłość bezinteresowna, wyzuta z jakiegokolwiek egoizmu, jest w stanie popchnąć kochającą osobę do takiego wyboru. Przypnę ci skrzydła, odejdę i będę z tobą rozmawiał w swoich myślach, abyś czasami sobie o mnie przypomniała, żyjąc wielobarwnym życiem, na jakie zasługujesz. 

piątek, 12 czerwca 2020

Pięć zauroczeń/ André Aciman

PIĘĆ (NIE)ZAISTNIAŁYCH MIŁOŚCI



"Po ostatecznym pożegnaniu patrzyłem jeszcze chwilę, jak idzie w stronę centrum, i przystanąłem na placu, myśląc, że mógłbym bez trudu przestać jeździć pociągiem, przeprowadzić się, gdzieś tu niedaleko, zabierać ją w tygodniu do kina i robić wspólnie różne inne rzeczy, a gdyby dobrze poszło, patrzyłbym, jak staje się sławna i coraz piękniejsza, mielibyśmy dzieci, aż pewnego dnia weszłaby do mojego gabinetu oznajmić, że już z siebie wyrośliśmy i popadliśmy w rutynę." 

Taki jest właśnie Aciman! Nikt tak nie pisze o miłości, jak on. Wystarczy jedno spojrzenie, jedna nietuzinkowa, surrealistyczna rozmowa i  już planujesz imiona waszych dzieci - już prowadzisz ją/ go ku spokojnej wspólnej starości - świeży, lekki, uradowany.

Bohater "Pięciu zauroczeń", Paul, zaprasza nas w nostalgiczną podróż do istnego "tsunami uczuć", do swoich pięciu miłości, pięciu osób, które budzą jego zmęczone serce - każdorazowo tak samo intensywnie, prawdziwie, namiętnie, wyjątkowo.

Miłość do starszego mężczyzny, do mężatki czy do koleżanki ze studiów - dla Paula każda z nich stanowi filar jego istnienia, jestestwa, mówi nam o nim i przemawia do niego, kształtując jego serce, modelując je, niczym wytrawny artysta. Nasuwa się nieuchronne pytanie, która z tych historii jest najprawdziwsza - czy ta pierwsza, czy ostatnia, a może któraś "pomiędzy"? Aciman pokazuje, że każda miłość jest pierwsza; Paul odczuwa wszystkie magiczne spotkania na poziomie transcendentalnym, całym sobą, zostawiając za sobą dotychczasowe wątpliwości. Za każdym razem angażuje się kompletnie, gotów "czekać w nieskończoność", a jego uczucie jest wszechobecne, piorunujące, niosące nadzieję na idylliczne zakończenie.

Dlaczego zatem Aciman nazwał je jedynie zauroczeniami, dając tym samym pole do popisu pozbawionym romantyzmu sceptykom? Być może przez ostrożność. A nuż Paul ma przed sobą jeszcze pięć kolejnych historii, zanim jego serce się uspokoi i zakotwiczy w bezpiecznym miejscu, zanim to będzie tylko i wyłącznie miłość.

niedziela, 3 maja 2020

Czerwony notes/ Sofia Lundberg

ŻEGLUGA PO OCEANIE WSPOMNIEŃ 



"Życzę ci wszystkiego tyle, ile potrzeba ... Tyle słońca, ile potrzeba, żeby rozjaśniło ci dni. 
Tyle deszczu, ile potrzeba, żebyś doceniła słońce. 
Tyle radości, ile potrzeba na wzmocnienie duszy, 
ale też tyle smutku, ile potrzeba, 
byś mogła docenić drobne przyjemności w życiu. 
I tyle spotkań, ile potrzeba, żebyś ... 
przywykła do ... pożegnań ..." 


Boże mój, ale to była piękna literacka przygoda. Pokochałam Doris od pierwszego wejrzenia, jej sposób prowadzenia nas przez historię barwnego słodko-gorzkiego życia, jej ciepło, tęsknotę, utraconą miłość, smutek, nadzieję. Jej żeglugę "po oceanie wspomnień." 

Doris żyje z przesłaniem matki właściwie przez wszystkie lata. Miej wszystkiego tyle, ile potrzeba ... Los istotnie zsyła jej potężne dawki cierpienia, tuż obok euforycznych chwil szczęścia, kiedy "mocno ściska życie."  Dni wypełnione blichtrem paryskich salonów mody, ale też obskurnych kajut statku zmierzającego do Europy. 

Tytułowy czerwony notes Doris dostaje w prezencie od ojca, będąc małą dziewczynką i odtąd stanie się swoistym pamiętnikiem jej życia. Karty notesu pomieszczą każdą poznaną osobę, która odciśnie piętno na jej życiu. Dobrych i złych ludzi. Miłość i nienawiść. Bogactwo i biedę. 

Teraz Doris ma 96 lat i postanawia spisać garść wspomnień dla swojej najukochańszej siostrzenicy, Jenny. Czuje, że zbliża się koniec ziemskiej tułaczki. Jest niedołężna i coraz mniej samodzielna, czego sama przed sobą nie potrafi przyznać. Kiedy Doris zaprasza nas w tę magiczną wędrówkę, zachwyca nas bogactwo doświadczeń i feeria kolorów, a jednocześnie trudno nam uwierzyć, że oto ta do bólu samotna starsza kobieta niegdyś zdobywała paryskie salony mody i opędzała się od adorujących ją mężczyzn. Pęka nam serce, czujemy, że Doris jak nic w świecie pragnie bliskości i uczucia, że właśnie miłość i nadzieja trzymały ją tak długo przy życiu. Jak sama pisze, ogląda się ciągle we wsteczne lusterko, karmi się tym, co było. Przeżyła przyjaźnie, które przetrwały próbę czasu, przeżyła walkę o przetrwanie na obcym lądzie, poznała także wszystkie odcienie cierpienia, ale nigdy nie dała "pokonać się życiu." Teraz pragnie zapisać karty notesu, pragnie ocalić swe życie od zapomnienia. 

Przy Doris poznacie znaczenie słowa "miłość." To miłość epicka, silna jak skała, "rozrywająca serce," nieszczęśliwa, niespełniona. Raj utracony. Ktoś, kto "zagnieździł się w naszym sercu i został w nim na dobre." Doris ogrzewa się wspomnieniami sprzed 50 lat, nie ma wątpliwości co do tego, kogo kochała przez całe życie. Najbardziej chyba zdumiewa nas to, że gdyby ta historia miała miejsce dzisiaj, młoda Doris za pomocą Facebooka bez problemu odnalazłaby swojego Allana i żyliby długo i szczęśliwie. Tymczasem historia utraconej miłości Doris jest realistyczna na ówczesne czasy, wiarygodna, pozbawiona lukru i dlatego porusza najczulsze struny naszego serca. 

"Czerwony notes" momentalnie przeniósł mnie do małego, sztokholmskiego mieszkanka, w którym Doris zaczyna "tchnąć życie" w nazwiska zapisane w starym, sfatygowanym zeszycie. Ruszyłam z nią w niespodziewaną podróż do Paryża, a potem do Nowego Jorku. Czułam na swojej skórze jej szczęście i rozpacz. Myślę, że Sofia Lundberg stworzyła małe-wielkie arcydzieło, coś na miarę wiktoriańskich klasyków, powieść niezapomnianą, przepiękną, unikatową, jedyną w swoim rodzaju - jak czerwony notes Doris i to, co każdy z nas w nim odnajdzie. 

środa, 29 stycznia 2020

Blue Jay/ reż. Alexandre Lehmann

CZY DA SIĘ COFNĄĆ CZAS?



Jim i Amanda spotykają się po 23 latach w rodzinnym miasteczku, w którym spędzili swoją młodość, wypełnioną miłością, szaleństwem i marzeniami o wspólnej przyszłości. Ponowna konfrontacja zdumiewa ich obojga i prowadzi do niewinnej pogawędki w kawiarence. Stamtąd zaś - do wizyty w rodzinnym domu Jima, w którym porządkuje rzeczy po swojej zmarłej mamie.

I tutaj odbywa się noc wspomnień - jedyna w swoim rodzaju, wzruszająca - mało powiedziane, raczej: emocjonalnie rozwalająca widza na kawałki. To trzeba obejrzeć, poczuć, nie będę zdradzać szczegółów. Jim i Amanda na tych kilka godzin przenoszą się w czasy swojej (pozornie, jak się później okaże) młodzieńczej beztroski, próbując wskrzesić najpiękniejsze momenty, kiedy jeszcze nie musieli mierzyć się z dorosłością. Sentyment? Przeznaczenie? Przekonacie się sami.

Pytanie: czy da się cofnąć czas? Może na kilka chwil. Czy da się wrócić do tego, co było, w momencie, kiedy każde z nich poszło swoją drogą? Czy można przywrócić to uczucie, a może - ono nigdy nie zniknęło? Każde spojrzenie Jima na Amandę powoduje, że przechodzi przez nas poruszający dreszcz, od pierwszych chwil dostrzegamy jego zakłopotanie, wewnętrzną walkę ze sobą, swoistą niemą rozpacz. Jego oczy mówią: kurde, to miała być matka moich dzieci.

Amanda zaś jest szczęśliwą mężatką (jak początkowo twierdzi). Potocznie mówiąc, ułożyła sobie życie, zapomniała o przeszłości. Ale jednocześnie wchodzi w ten wehikuł czasu, dobrowolnie zanurza się w wieczór wspomnień, wieczór bycia sobą, bez skrępowania, wdrukowanych schematów, obciążeń.

Najpiękniejsza w "Blue Jay" jest właśnie ta wyprawa w głąb siebie, powrotu do siebie sprzed 23 lat, rozpaczliwe usiłowanie zamrożenia czasu i zrozumienia siebie z "wtedy", gdy jeszcze bezduszny świat dorosłości wydawał się obcy i odległy. Kiedy Jim odkłada dla Amandy różowe i fioletowe żelki, ponieważ pamięta, że te jej najbardziej smakowały - rozpływamy się jak nastolatkowie. 23 lata! Czy bohaterowie przegapili swoją szansę na najprawdziwszą, najczystszą miłość?

Nic więcej nie powiem, musicie sami zobaczyć. "Blue Jay" sprawił, że w moje serce wlała się spora masa rozmaitych uczuć. Ciepła, miłości. Ale też - smutku, nostalgii. Nieprawdopodobny film, a kreacja Jima (rewelacyjny Mark Duplass, także scenarzysta) aż prosi się o deszcz najlepszych możliwych nagród. Całość oparta jedynie na dialogach (naturalnych, niewymuszonych), fabuła koncentruje się wyłącznie na wspólnym spotkaniu - fani "Przed wschodem słońca" poczują ten wyjątkowy klimat, w którym każde słowo coś ZNACZY. Czarno-biała, słodko-gorzka opowieść o uczuciach. Dla koneserów. Perła, majstersztyk.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Znajdź mnie/ André Aciman

POWSTAJĘ Z MARTWYCH, BO TY JESTEŚ



"Zostawiamy po sobie nasze cienie i powierzamy to, czego się nauczyliśmy,
 co przeżyliśmy i co wiedzieliśmy, naszym pogrobowcom."

Boże mój, cóż to była za duchowa, intelektualna i językowa uczta! Istny majstersztyk, literackie wyżyny, na które wspinają się jedynie nieliczni. Świetnie poprowadzona fabuła, co rusz literackie perełki, wielowymiarowi, niesamowici bohaterowie, efemeryczna sensualność, magia, smak, wyczucie - w tej książce jest WSZYSTKO, do czego dążą powieściopisarze, co decyduje o tym, że człowiek tę powieść po prostu pochłania, żyje nią, siedzi w niej myślami.

Niewiele chcę zdradzać, powiem tylko, że cała historia podzielona jest na trzy - nazwijmy to - sekcje. Na początku poznajemy dalsze losy Samuela, ojca Elio. (przecudny miłosny wątek obalający wszelkie stereotypy, kiedy Samuel opisuje Mirandę: "wzbudziła pragnienie rzeczy dotychczas uważanych za na zawsze usunięte z mojego życia") Druga część to nasz ukochany Elio, 20 lat później, słynny pianista, artystyczna dusza, wrażliwiec. (nie mogę spojlerować) Trzecia - Oliver. Mieszkający w Ameryce, planujący powrót do Anglii. Żona, dzieci i tzw. "normalne" życie.

Kto pokochał "Tamte dni, tamte noce", ten da się bez trudu oczarować "Znajdź mnie." Dla mnie to jest literacki Oscar, czytelniczy Golden Globe - który łączy w każdym calu wszystkie marzenia książkoholików. MUSICIE zanurzyć się w świat Acimana, życie jest wtedy piękniejsze!

Nawiązując do początkowej myśli, zanim zostawimy nas naszym "pogrobowcom," trzeba wyruszyć w odważną podróż, by znaleźć tych, do których bezgranicznie należy nasze serce. Tylko śmiałkowie są na tyle szaleni, aby zaryzykować wszystko i podążyć ku prawdzie. A tylko w prawdzie jesteśmy wolni, a nasze serca uskrzydlone.

Autor celnie przywołuje słowa Goethego: "Całe moje dotychczasowe życie było tylko prologiem, tylko zwlekaniem, tylko przepędzaniem czasu, tylko marnotrawstwem, dopóki nie poznałem ciebie."

Niech ta złota myśl będzie podsumowaniem i zapowiedzią tego, co znajdziecie u Acimana.

niedziela, 30 grudnia 2018

Z każdym oddechem/ Nicholas Sparks

"PRZEZNACZENIE BYWA CZASEM NA KURSIE KOLIZYJNYM Z MIŁOŚCIĄ"



Sympatycy Sparksa nie będą zawiedzeni. Etatowy klasyk romantycznych historii wraca tym razem z epicką opowieścią o przeznaczeniu i miłości (nie)spóźnionej, przełamującej bariery czasu i upływ lat.

Hope i Tru poznają się na malowniczej plaży, wśród błękitu nieba i szumu morskich fal. Miłość pojawia się niespodziewanie, jak u Bułhakowa, napada znienacka i wywraca życie obojga do góry nogami. Pomimo autentyczności uczucia, Hope decyduje się iść wytyczoną uprzednio drogą, w zgodzie z rozsądkiem i obrazem szczęścia, które skrupulatnie kreowała przez całe lata. (czytaj: mąż, praca, rodzina, spokój)

Tru pozostaje jej wierny (o czym Hope dowie się długo później), Hope zaś zakłada rodzinę, o której od zawsze marzyła. U schyłku wieku, po licznych życiowych perturbacjach, udaje im się odnaleźć w magicznym miejscu, przy starej skrzynce pocztowej, zwanej Bratnią Duszą. "Ich spojrzenia spotkały się, pokonując utracone lata." Pytanie brzmi: czy jest możliwe, aby czas stanął w miejscu i miłość ocalała po ćwierćwieczu spędzonym osobno, w dwóch różnorakich światach, bez spojrzenia, bez głosu, bez dotyku?

Ci, którzy przyzwyczaili się do cukierkowych zakończeń, będą zaskoczeni. Sparks raczy nas słodko-gorzką puentą, nie-do-końca-przesłodzoną, nieco bardziej realną niż te, które znaliśmy z wcześniejszych powieści. To, co się nie zmienia, to przekonanie, że miłość jest fundamentem wszystkiego i tylko ukochany człowiek - z każdym jego oddechem - jest w stanie podarować nam szczęście.

środa, 12 września 2018

7 razy dziś/ Lauren Oliver


NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO


"Zrozumiałam, że niektóre chwile trwają całą wieczność. A nawet jak się skończą,
 to i tak trwają. Nawet kiedy umrzesz i cię pogrzebią, 
one nadal trwają, podążają w przód
 i cofają się, w nieskończoność. 
Są wszystkim i wszędzie, jednocześnie. To one mają znaczenie."

Nieprawdopodobna książka, po której długo miałam syndrom osierocenia i czytelniczego kaca, niezdolna zacząć przygodę z czymś nowym. Będzie na mojej liście TOP TEN, bezapelacyjnie.

Pomysł niby znajomy, czyli "dzień świstaka" - przeżywany kilkakrotnie przez główną bohaterkę, nastolatkę Sam. Pytanie, DLACZEGO tak się dzieje i co tam się kryje pod tą warstwą pseudo-popularności, lekkiego i łatwego życia, jakie przyszło jej wieść w liceum?

Stopniowo zdejmujemy wraz z Sam te nagromadzone przez beztroskie (?) lata warstwy - sekret wszechstronnej admiracji, licealną hierarchię społeczną, płytkie miłosne przygody, a wreszcie - tę kluczową sprawę - sprawę Juliet, wieloletniej ofiary młodzieżowej tyranii.

Juliet jest osią powieści - to wokół niej skupiają się poszczególne dni, jak się finalnie okazuje - nie bez powodu. To jej postać pozwala odpowiedzieć na pytanie, gdzie jest odkupienie win, ile szans na poprawę swojego życia możemy dostać i czy jesteśmy w stanie odwrócić przeznaczenie. Samantha z uporem wariata dąży do tego, by je oszukać, przechytrzyć, wymknąć się bezlitosnej, absurdalnej machinie i wrócić "do żywych." Gdzieś po drodze, w szaleńczym pościgu z czasem, udaje jej się kolekcjonować najpiękniejsze wspomnienia, uchwycić sens życia i przeżyć najcudowniejszą, najczystszą miłość. Ostatecznie - dokonać największego możliwego poświęcenia, w imię ocalenia dusz - swojej i Juliet. I to jest to, co wbija nas w fotel, obezwładnia i nie odpuszcza - bo przecież w całym szaleństwie drugi człowiek jest dla nas najważniejszy.

czwartek, 26 lipca 2018

Słońce też jest gwiazdą/ Nicola Yoon

"JEDNAK CZAS I ODLEGŁOŚĆ TO NATURALNI WROGOWIE MIŁOŚCI"



Młodość rządzi się swoimi prawami. Kto oglądał na przykład "Przed wschodem słońca" z genialnym Ethanem Hawkiem i Julie Delpy, ten wie, że prawdziwa miłość MOŻE przyjść w jeden dzień. Jedna, dwie rozmowy MOGĄ zmienić czyjeś życie. Jedno czy dwa spojrzenia MOGĄ sprawić, że płyniesz już w odmętach obłędu i nie szukasz przysłowiowej brzytwy tonącego, bo sam dokonujesz wyboru, że TO JEST TO. A może to LOS (Bóg, bogowie, przeznaczenie)? Może to oni/ one/ on stoją za tą "decyzją", żeby umieścić w jednym miejscu dwoje ludzi, którzy nie mieli (a może mieli?) się spotkać?

Natasha i Daniel są kwintesencją młodości. Natkną się na siebie w przełomowych momentach w swoim życiu, poluzują granice i wpuszczą siebie nawzajem do "osobistych" światów - na kilka godzin, na jeden dzień. Daniel powie: "Wszechświat ewidentnie próbuje mnie uratować przed samym sobą." Natasha wydaje się być tym ratunkiem.

Czy taka miłość ma szansę przetrwać?
Czy miłość młodzieńcza (a więc najsilniejsza, największa, najbardziej szalona, najbardziej intensywna, najpiękniejsza i NAJPIERWSZA) ma możliwość zaistnienia w realnym świecie?

Uwielbiam Daniela - gdy wchodzimy w jego umysł i poznajemy to, co jest w środku, jesteśmy oczarowani. Jego upór w zdobyciu Natashy jest uroczy. To romantyk, poeta, z - jak twierdzi Natasha - "sercem na wierzchu."

Natasha to twarda wojowniczka, zwolenniczka praw fizyki i racjonalizmu, która totalnie nie wierzy w żadną "sobiepisaność" - nie jest mi zatem bliska. Ale! - malutkimi kroczkami Daniel burzy te fasady i przedziera się przez zastygłe blokady, aż ona sama nie jest w stanie pojąć, co się z nią dzieje. ("Ale przecież nie jestem martwa w środku.")

"Nikt nie powinien odnosić obrażeń podczas zakochiwania się." Co na to Daniel i Natasha? Czy faktycznie, wszystko co, było przedtem, wiodło ich do siebie, do tego momentu, do tego dnia? Czy "czas wróci na swoje miejsce", a oni będą żyli długo i szczęśliwie? No i o co chodzi z tym słońcem?

wtorek, 12 czerwca 2018

I HAVE LOST MY WAY/ GAYLE FORMAN

STAY TRUE TO YOURSELF - ZAWSZE WIERNY SOBIE


'When a broken bone heals, it's stronger than it was before the break. 
(...) Same holds true for broken hearts.'



W zasadzie jest to właśnie powieść o złamanych sercach - ale nie tylko w znanym nam kontekście miłosnego zawodu. Złamane serce może sięgać czasów dzieciństwa, ojca-szaleńca, siostrzanej rywalizacji czy chowania w szafie przez kilkanaście udręczonych lat swojej orientacji seksualnej. 

Każde z trojga bohaterów szuka właśnie tej tytułowej zagubionej drogi, a kiedy ich drogi się przetną - zaświta nadzieja na coś nowego, pięknego. 

Gayle Forman przyzwyczaiła mnie do emocjonalnej karuzeli - tutaj mi jej, niestety, zabrakło. Nie jest to zapewne historia na miarę "Zostań, jeśli kochasz", da się odczuć niedosyt magicznej aury, tak znamiennej dla powieści autorki. Jednak przesłanie chwyta za serce - to drugi człowiek jest dla nas jedynym ratunkiem, to tylko w oczach innej osoby możemy się odbić jak w lustrze i osiągnąć spokój, za którym tak chorobliwie gonimy. I wreszcie - gdy stoimy już - dosłownie i metaforycznie - nad tą rwącą rzeką, wyłącznie dłoń drugiego człowieka może nas ocalić. Od uczuciowych perturbacji, od skoku w beznadzieję, od śmierci za życia. 

środa, 2 marca 2016

Dwa szczęścia do wyboru/ Taylor Jenkins Reid

KTÓRĄ DROGĘ WYBRAĆ?


"Moje przeznaczenie mnie znajdzie".


Taylor Jenkins Reid jest moim niekwestionowanym odkryciem tuż po, tudzież na równi, z Gayle Forman. Rewelacyjny styl autorki zachwyca od pierwszych stron. Żadne słowo nie jest zmarnowane, każde trafia w punkcik, w sedno sprawy i przekazuje jednocześnie jakąś WAŻNĄ życiową prawdę. Zero zbędnych opisów, czy silących się na wyrafinowanie sentencji. Perełka!

Temat przeznaczenia powraca raz po raz w literaturze i filmach, z lepszym lub gorszym skutkiem. Mimo że z początku nie mogłam pozbyć się w głowie analogii do obrazu "Sliding Doors" (świetnego, skądinąd, z Gwyneth Paltrow), to powieść i tak tryska świeżością, rozprawiając się z ową kwestią w sposób unikatowy.

Uwaga! Trzeba czytać uważnie, aby wyłapać najmniejsze detale, jakże istotne dla całokształtu historii bohaterki. W przeciwnym razie czytelnik zdenerwuje się pozornym chaosem i zrezygnuje. Nie warto!

Powieść stanowi istny arsenał złotych myśli, z których każda osobno prowokuje refleksje na temat tzw. "zbiegów okoliczności"/ "przeznaczenia" (przesłanie do czytelnika: zaznacz właściwe).

Niesamowite, że na końcu (bez spoilera) wszystko się zazębia i wnioski nasuwają się samoistnie.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Ten jeden rok/ Gayle Forman

PRZYPADEK VERSUS PRZEZNACZENIE



"Albo może oboje się pomyliliśmy i oboje mieliśmy rację. Może to nie była opozycja albo-albo: szczęście    a l b o  miłość. Przeznaczenie  a l b o  wybór. Może by osiągnąć podwójne szczęście, potrzeba i tego, i tego."

Właściwie to nie kontynuacja "Ten jeden dzień" - a raczej DOPEŁNIENIE tamtej powieści. Wreszcie wszystkie elementy układanki tworzą idealną całość.

Pisana z punktu widzenia Willema, niezwykle plastyczna historia spotkania dwojga młodych ludzi znajduje - ku radości czytelnika - swój finał.

Poszczególne "przypadki" spójnie kierują nas w stronę odpowiedzi na kluczowe pytanie: na ile naszym życiem rządzą przypadkowe zdarzenia, a na ile jesteśmy uwięzieni w pętli przeznaczenia?

Czy mamy jakiś wybór, czy zdajemy się na LOS?

Świetnie się czyta, styl autorki jest nieprawdopodobnie LEKKI i świeży. Polecam!

wtorek, 29 grudnia 2015

Ten jeden dzień/ Gayle Forman

24 GODZINY PRAWDY


"Na jego rumianych policzkach widzę niewielkie odgniecenia od trawy jak plemienne blizny inicjacyjne. Chcę ich dotknąć, poczuć wgłębienia na jego gładkiej poza tym skórze. Chcę dotknąć każdej części jego ciała. Jakby było olbrzymim słońcem obdarzonym własną siłą przyciągania."

Gayle Forman zaczyna być moją ulubioną pisarką! Pokochałam "Zostań, jeśli kochasz" wraz z kontynuacją "Wróć, jeśli pamiętasz" - za magię i surrealizm. Teraz pozwoliłam wchłonąć każdej cząstce mojego ciała "Ten jeden dzień".

Niezwykli bohaterowie, Paryż, przeznaczenie, poszukiwanie siebie i wreszcie - akceptacja tego, co przynosi nam los.

Uwielbiam jej dynamiczną narrację i wszechobecność jakiegoś tajemniczego ducha, który krąży i nie pozwala zasnąć, jeśli nie dowiemy się, jak potoczą się losy bohaterów.  Wrażenia dopełniły odniesienia do Mistrza Williama i cytaty z jego sztuk. Szekspir wiecznie żywy!

Myślę, że przeniesienie tej historii na ekran dałoby nieprawdopodobny efekt, gdyby tylko umiejętnie odtworzyć przeżycia Allyson (Lulu). Ta powieść wręcz PRZEMAWIA do nas obrazami. Ufam, że reżyser - a taki na pewno się zjawi - poradzi sobie z tym zadaniem.

ODKRYCIE.

czwartek, 22 października 2015

Premonition/ reż. Mennan Yapo

UCIEC PRZED PRZEZNACZENIEM



Nieco zapomniany i mało popularny (a szkoda!), jeden z najlepszych psychologicznych thrillerów, jakie dane mi było oglądać.

Główna bohaterka, przeciętna Amerykanka, żona i matka, dowiaduje się o śmiertelnym wypadku męża. Rozpacz, szok, otępienie. Nazajutrz budzi się gotowa podjąć wyzwania kolejnego dnia, tymczasem okazuje się, że wszystko jest tak jak dawniej ... Mąż żyje. (!)

Zaczyna się szereg niewytłumaczalnych zdarzeń, które dopiero na sam koniec tworzą całość i przesłanie filmu.

Pętla czasowa? Sen? Przeczucie? Podróż w czasie?

Świetna gra aktorska Sandry Bullock, budowanie napięcia, wielopłaszczyznowość - warto udać się w ten szaleńczy pościg, by wysunąć samodzielnie wnioski - czy rządzi nami przypadek, czy przeznaczenie, a jeśli to drugie -  na ile jesteśmy w stanie je zmienić.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Bogowie/ reż. Łukasz Palkowski

CUDOTWÓRCY I ICH WYŚCIG Z CZASEM




Gdyby ten film powstał w Stanach Zjednoczonych, Tomasz Kot bezspornie dostałby nominację do Oskara. Jest po prostu genialny, udało mu się BYĆ Zbigniewem Religą, a nie tylko go GRAĆ.

Nieprawdopodobny upór, ambicja i cena, jaką trzeba ponieść za poświęcenie pracy - wszystko to na tle raczkującej w latach 80-tych polskiej transplantologii. Ponadto: błyskotliwe dialogi, charyzma Religi i jego walka o każdego pacjenta - całość chwyta ze serce. Po prostu.

sobota, 1 sierpnia 2015

Love, Rosie/ reż. Christian Ditter

CZY TY MNIE CHOĆ TROCHĘ KOCHASZ?




Utrzymana w klimacie angielskich komedii, pełna świeżości, przetkana świetną ścieżką dźwiękową, opowieść o relacji między Alexem a Rosie. 

Film odpowiada na fundamentalne pytanie, czy możliwa jest przyjaźń między mężczyzną a kobietą, ale także traktuje o tzw. zmarnowaniu szansy i pogoni za przeznaczeniem. Jest to ciepła, wzruszająca historia, pełna subtelnego poczucia humoru, ciekawych postaci, złotych myśli - cudo!  

Niesamowite, jak główni bohaterowie, przez sploty niefortunnych okoliczności, rozmijają się ze sobą przez tyle lat, popełniając tzw. "życiowe błędy" - i w ten sposób dorastają do najważniejszej decyzji w swoim życiu. 

POLECAM. 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Charlie St. Cloud/ reż. Burr Steers

NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNĘ


Faktycznie, miłość jest głównym wątkiem tego filmu, ale nie rozchodzi się tylko o uczucie romantyczne (chociaż ono również pojawia się w pewnym momencie, w dodatku okazuje się być mocno surrealistyczne), ale przede wszystkim o więź braterską i niemożność zapomnienia o przeszłości. Charlie wybiera świadomie życie na pograniczu śmierci, gdzieś pomiędzy dwoma światami ... Kluczowym pytaniem jest: kiedy należy rozstać się z tym, co minęło i zacząć egzystować od początku, akceptując nawet najbardziej bolesne wspomnienia? I wreszcie - czy takie życie oznacza porzucenie bliskich nam osób? 

Bardzo pozytywna rola Zaca Efrona, ciekawa puenta i fajny klimat.




wtorek, 30 czerwca 2015

Oskar i Pani Róża/ Eric-Emmanuel Schmitt

PRZEŻYĆ SWOJE ŻYCIE W DWANAŚCIE DNI


"A może napisałbyś list do Pana Boga, Oskarze? (...) Podziel się z nim swoimi myślami. 
Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych
 i w końcu zaczynają gnić. Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz."

Mistyczna, odrealniona, przepiękna opowieść o chorym śmiertelnie chłopcu, Oskarze i jego przyjaźni z byłą zapaśniczką, tajemniczą panią Różą. Zebrane we wzruszającą historię listy Oskara do Pana Boga, opisują dwanaście dni, w ciągu których chłopiec przeżywa CAŁE SWOJE ŻYCIE.

Niesamowite spotkanie z twórczością tego francuskiego pisarza - warto!


Przednia okładka