piątek, 9 lutego 2024
Serce w chmurach/ Jennifer E. Smith
czwartek, 18 maja 2023
Miłość w cieniu słońca/ Katarzyna Grochola
CZY POZWOLISZ SIEBIE POKOCHAĆ?
„Nie było mnie, dopóki ona się nie pojawiła.
Przedtem nie wiedziałem, że mnie nie ma. (…)
Nie wiem, czy przedtem był jakiś świat”.
Grochola wydaje nową powieść! Jaki piękny tytuł, pomyślą
wszyscy. Miłość, słońce, drzewa, trawy, szum morza, EKG na okładce. Romansidło
jak nic.
Jakbyście nie znali Grocholi! Jakbyście nie wiedzieli, że u Kasi
nic nie jest zerojedynkowe, oczywiste, proste lub płaskie. Że każde słowo ma (trój?)wymiar,
że morze szumi jakoś tak inaczej, że figa jest soczysta i bezbronna, a whisky
ma ciepły kolor i aż się czuje jej smak na języku, zaś ulepieni z literackiej
gliny ludzie są pełnokrwiści i do bólu prawdziwi. Ta powieść, jak chyba żadna wcześniejsza,
była dla mnie jak poemat, wspomnienie wiktoriańskich wyznań na wrzosowiskach,
hołd dla słowa pisanego. Chłonęłam, przepuszczałam przez siebie, czytałam
ponownie, zakreślałam … Tu perełka, tam perełka.
Bohaterów należałoby przenieść na deski teatru, posadzić
przy stole lub na kanapie i – być obok, bezszelestnie, aby niczego nie popsuć,
aby ich nie spłoszyć. Spotkanie z nimi jest jak dziecinne podsłuchiwanie fascynującej
rozmowy dorosłych. Takiej, która pomieści wszystko,
co ludzkie i nam nieobce. Lęk, radość, życie, miłość, śmierć. WSZYSTKO. Jeśli
chcecie zostać świadkami pięknego dialogu i jeszcze piękniejszej miłości –
musicie wejść w ten świat stuprocentowo, bez ściemy. Należy Wam się
ostrzeżenie: pewne furtki mogą się otworzyć, blizny o sobie przypomnieć,
strachy wypełznąć na powierzchnię. Jeśli na to zezwolicie, zadzieją się literackie czary.
O, Grocholo! Chowam w sobie teraz tysiące skrawków tej
cudnej opowieści, napełniona po brzegi falą wiekopomnego uczucia, któremu
miałam zaszczyt towarzyszyć. Dzięki Tobie!
Niech jeszcze przez chwilę przenika mnie do szpiku kości. Pozwalam!
PS. Nie zdradzę zbyt wiele, ale fani amerykańskiej poezji
będą zadowoleni!
czwartek, 22 lipca 2021
Biała Jaskółka/ Jacek Taran
O TYM, JAK RUDOWŁOSA NASTOLATKA BUDZI SKUTE LODEM SERCA
"Ludzkie szczenię, co miłości nie zaznało,
co miłości pragnie w serca głębinie,
przez morze przejdzie suchą stopą śmiało,
a lodowego pana czas wnet przeminie".
Była sobie pewna przepowiednia, na której spełnienie czekali mieszkańcy baśniowej krainy Arkaland. W magiczny sposób czternastoletnia, rudowłosa Julia opuszcza przepełnione cierpieniem życie w sierocińcu i przenosi się do świata morfów, rusałek, żywiołaków, bieżeńców czy warginów. Tam dowiaduje się, że czeka ją długa i niebezpieczna wyprawa do lodowej wieży Ajstojer, której uwieńczeniem będzie albo szczęśliwe życie, albo nieuchronna śmierć. Julia z dnia na dzień uświadamia sobie, że bierze udział w odwiecznej walce dobra ze złem. Po drodze, stopniowo odkrywając drzemiące w niej pokłady siły, usłyszy, że ma w sobie moc przebaczenia, a odwaga zawsze rodzi się ze strachu, zaś jej wędrówka jest nadzieją dla zrozpaczonych. A to wszystko ułoży się w całość dopiero na końcu podróży, podczas walki z wszechpotężnym Baal-Peorem.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, sami musicie się w tę wyprawę udać. Musicie minąć Dom Jagi, Petromare i Las Praojców, poznać Anatola, Kastora i małą Ullę, doświadczyć lojalnej przyjaźni i rycerskiej wierności, a także miłości, w której nie liczą się ckliwe słowa, tylko szlachetne czyny.
Dużo tutaj o rodzinie, o nadziei, o czekaniu na lepsze, o śmierci i żałobie, ale też o tym, jak przekuć to, co trudne w to, co piękne, jak "odwrócić się do przeszłości plecami", przywdziać zbroję i walczyć o coś dobrego, zrobić z cierpienia "tarczę, która dodaje siły".
Mieszkańcy krainy wierzą w prastary porządek natury, czerpią z tradycji, ufają prawdom przodków. "Bez pamięci o tym, co było, nie ma wiedzy o tym, co będzie".
Czytając "Białą Jaskółkę", miałam w głowię ukochaną powieść z dzieciństwa - "Bracia Lwie Serce" (A. Lindgren), ale też "Kroniki Narnii" (C. S. Lewis), Biblię czy ... "Vaianę" Disneya. (!) Dlaczego - przekonajcie się sami.
Drogi Jacku, dziękuję za przesłaną mi powieść. Mój jeden mały zarzut to jej objętość - wiele scen można by skrócić i otrzymać ten sam efekt. Troszkę się dłużyło (sceny walki aż prosiły się o dynamikę i prędkość!), to taka nieśmiała rada na przyszłość, gdybyś uraczył czytelników dalszymi losami Julii! Jeszcze tyle do opowiedzenia!
środa, 30 grudnia 2020
Nas dwoje/ Holly Miller
ZROBIĘ WSZYSTKO, ŻEBYŚ BYŁA SZCZĘŚLIWA
Mówi się, że prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie kończy się twoje "ja", a zaczyna istnienie drugiego człowieka. Wymaga wyrzeczeń, często trudnych decyzji, czasami prowadzi do rozstania. Jeśli kogoś kochasz - i właśnie dlatego, że kochasz - puść go wolno, niech chłonie życie i szuka spełnienia, chociażby miało się dokonywać bez twojego udziału.
Joel i Callie tworzą świetną parę. Urocze "podchody", szczere rozmowy, wspólne cele i marzenia. Za kurtyną normalności ukrywa się ciemna strona Joela. Obdarzony - a raczej: obarczony - tajemniczym darem przewidywania przyszłości za pomocą snów, Joel poznaje datę śmierci swojej ukochanej. Ponieważ od dzieciństwa jego przepowiednie (jeśli nie zdoła ich jakimś sposobem "powstrzymać") się ziszczają, także i tym razem nie ma wątpliwości co do dnia, kiedy Callie umrze.
Pojawiają się dwa wyjścia. Albo młodzi zostaną razem, trzymając się kurczowo miłości, wierząc irracjonalnie, że ona odwróci los. Albo Joel podejmie najbardziej dramatyczną decyzję w swoim życiu, uwalniając Callie od siebie i złowieszczej "zaprogramowanej" przyszłości - tym samym umożliwiając jej przeżycie danego czasu bez niego, nie tracąc przy tym ufności, że to jedyna droga, by Callie dogoniła swoje szczęście. "Powinienem wcisnąć hamulec, gdy tylko poczułem, że moja głowa przegrywa walkę. (...) Uświadamiam sobie, że przy mnie jedynie w połowie byłaby osobą, którą może się stać."
Początkowo rozstanie nie służy żadnej ze stron. Po kilku miesiącach okazuje się jednak, że dziwnym trafem zaczynają się spełniać marzenia Callie - wyśnione podróże, nowe doświadczenia. Pojawia się też nowe uczucie, możliwości, życiowe szanse. W najmniej oczekiwanych momentach przed oczami wyłania się obraz Joela, budzi się myśl, by mu opowiedzieć o tym, co się dzieje, a może nawet zwyczajnie się przytulić. Okazuje się bowiem, że "jest milion rodzajów niesamowitości." Serce można podzielić na pół, wspomnieniami ogrzać się w zimny wieczór.
Callie przez całe życie pisze do Joela pocztówki - swoiste "rozmowy przez ocean." Nie wysyła ich, daje na przechowanie przyjaciółce. Kiedy spotyka Joela przypadkowo na peronie, czas staje w miejscu, serce się wyrywa, targane huraganem uczuć. Na próżno - obydwoje wiedzą, że przecież nie może się wydarzyć już nic poza spojrzeniem i niemym wyznaniem miłości - ponieważ koniec jest już zapisany.
Joel zwrócił Callie normalność, pozwolił jej wieść życie, o jakim marzyła. Podróże, dobry mąż, dzieci, bezpieczeństwo. Wystarczyła mu świadomość, że kobieta jego życia "gdzieś tam jest", szczęśliwa, nie odlicza dni do nieuchronnego końca. Dobrowolnie "zaprosił" do siebie nieszczęście i cierpienie rozstania - targując się z losem o kilka lat szczęścia dla swojej ukochanej.
Tylko miłość bezinteresowna, wyzuta z jakiegokolwiek egoizmu, jest w stanie popchnąć kochającą osobę do takiego wyboru. Przypnę ci skrzydła, odejdę i będę z tobą rozmawiał w swoich myślach, abyś czasami sobie o mnie przypomniała, żyjąc wielobarwnym życiem, na jakie zasługujesz.
piątek, 12 czerwca 2020
Pięć zauroczeń/ André Aciman
PIĘĆ (NIE)ZAISTNIAŁYCH MIŁOŚCI
Bohater "Pięciu zauroczeń", Paul, zaprasza nas w nostalgiczną podróż do istnego "tsunami uczuć", do swoich pięciu miłości, pięciu osób, które budzą jego zmęczone serce - każdorazowo tak samo intensywnie, prawdziwie, namiętnie, wyjątkowo.
Miłość do starszego mężczyzny, do mężatki czy do koleżanki ze studiów - dla Paula każda z nich stanowi filar jego istnienia, jestestwa, mówi nam o nim i przemawia do niego, kształtując jego serce, modelując je, niczym wytrawny artysta. Nasuwa się nieuchronne pytanie, która z tych historii jest najprawdziwsza - czy ta pierwsza, czy ostatnia, a może któraś "pomiędzy"? Aciman pokazuje, że każda miłość jest pierwsza; Paul odczuwa wszystkie magiczne spotkania na poziomie transcendentalnym, całym sobą, zostawiając za sobą dotychczasowe wątpliwości. Za każdym razem angażuje się kompletnie, gotów "czekać w nieskończoność", a jego uczucie jest wszechobecne, piorunujące, niosące nadzieję na idylliczne zakończenie.
Dlaczego zatem Aciman nazwał je jedynie zauroczeniami, dając tym samym pole do popisu pozbawionym romantyzmu sceptykom? Być może przez ostrożność. A nuż Paul ma przed sobą jeszcze pięć kolejnych historii, zanim jego serce się uspokoi i zakotwiczy w bezpiecznym miejscu, zanim to będzie tylko i wyłącznie miłość.
niedziela, 3 maja 2020
Czerwony notes/ Sofia Lundberg
ŻEGLUGA PO OCEANIE WSPOMNIEŃ
środa, 29 stycznia 2020
Blue Jay/ reż. Alexandre Lehmann
CZY DA SIĘ COFNĄĆ CZAS?
Jim i Amanda spotykają się po 23 latach w rodzinnym miasteczku, w którym spędzili swoją młodość, wypełnioną miłością, szaleństwem i marzeniami o wspólnej przyszłości. Ponowna konfrontacja zdumiewa ich obojga i prowadzi do niewinnej pogawędki w kawiarence. Stamtąd zaś - do wizyty w rodzinnym domu Jima, w którym porządkuje rzeczy po swojej zmarłej mamie.
I tutaj odbywa się noc wspomnień - jedyna w swoim rodzaju, wzruszająca - mało powiedziane, raczej: emocjonalnie rozwalająca widza na kawałki. To trzeba obejrzeć, poczuć, nie będę zdradzać szczegółów. Jim i Amanda na tych kilka godzin przenoszą się w czasy swojej (pozornie, jak się później okaże) młodzieńczej beztroski, próbując wskrzesić najpiękniejsze momenty, kiedy jeszcze nie musieli mierzyć się z dorosłością. Sentyment? Przeznaczenie? Przekonacie się sami.
Pytanie: czy da się cofnąć czas? Może na kilka chwil. Czy da się wrócić do tego, co było, w momencie, kiedy każde z nich poszło swoją drogą? Czy można przywrócić to uczucie, a może - ono nigdy nie zniknęło? Każde spojrzenie Jima na Amandę powoduje, że przechodzi przez nas poruszający dreszcz, od pierwszych chwil dostrzegamy jego zakłopotanie, wewnętrzną walkę ze sobą, swoistą niemą rozpacz. Jego oczy mówią: kurde, to miała być matka moich dzieci.
Amanda zaś jest szczęśliwą mężatką (jak początkowo twierdzi). Potocznie mówiąc, ułożyła sobie życie, zapomniała o przeszłości. Ale jednocześnie wchodzi w ten wehikuł czasu, dobrowolnie zanurza się w wieczór wspomnień, wieczór bycia sobą, bez skrępowania, wdrukowanych schematów, obciążeń.
Najpiękniejsza w "Blue Jay" jest właśnie ta wyprawa w głąb siebie, powrotu do siebie sprzed 23 lat, rozpaczliwe usiłowanie zamrożenia czasu i zrozumienia siebie z "wtedy", gdy jeszcze bezduszny świat dorosłości wydawał się obcy i odległy. Kiedy Jim odkłada dla Amandy różowe i fioletowe żelki, ponieważ pamięta, że te jej najbardziej smakowały - rozpływamy się jak nastolatkowie. 23 lata! Czy bohaterowie przegapili swoją szansę na najprawdziwszą, najczystszą miłość?
Nic więcej nie powiem, musicie sami zobaczyć. "Blue Jay" sprawił, że w moje serce wlała się spora masa rozmaitych uczuć. Ciepła, miłości. Ale też - smutku, nostalgii. Nieprawdopodobny film, a kreacja Jima (rewelacyjny Mark Duplass, także scenarzysta) aż prosi się o deszcz najlepszych możliwych nagród. Całość oparta jedynie na dialogach (naturalnych, niewymuszonych), fabuła koncentruje się wyłącznie na wspólnym spotkaniu - fani "Przed wschodem słońca" poczują ten wyjątkowy klimat, w którym każde słowo coś ZNACZY. Czarno-biała, słodko-gorzka opowieść o uczuciach. Dla koneserów. Perła, majstersztyk.
poniedziałek, 6 stycznia 2020
Znajdź mnie/ André Aciman
POWSTAJĘ Z MARTWYCH, BO TY JESTEŚ
Boże mój, cóż to była za duchowa, intelektualna i językowa uczta! Istny majstersztyk, literackie wyżyny, na które wspinają się jedynie nieliczni. Świetnie poprowadzona fabuła, co rusz literackie perełki, wielowymiarowi, niesamowici bohaterowie, efemeryczna sensualność, magia, smak, wyczucie - w tej książce jest WSZYSTKO, do czego dążą powieściopisarze, co decyduje o tym, że człowiek tę powieść po prostu pochłania, żyje nią, siedzi w niej myślami.
Niewiele chcę zdradzać, powiem tylko, że cała historia podzielona jest na trzy - nazwijmy to - sekcje. Na początku poznajemy dalsze losy Samuela, ojca Elio. (przecudny miłosny wątek obalający wszelkie stereotypy, kiedy Samuel opisuje Mirandę: "wzbudziła pragnienie rzeczy dotychczas uważanych za na zawsze usunięte z mojego życia") Druga część to nasz ukochany Elio, 20 lat później, słynny pianista, artystyczna dusza, wrażliwiec. (nie mogę spojlerować) Trzecia - Oliver. Mieszkający w Ameryce, planujący powrót do Anglii. Żona, dzieci i tzw. "normalne" życie.
Kto pokochał "Tamte dni, tamte noce", ten da się bez trudu oczarować "Znajdź mnie." Dla mnie to jest literacki Oscar, czytelniczy Golden Globe - który łączy w każdym calu wszystkie marzenia książkoholików. MUSICIE zanurzyć się w świat Acimana, życie jest wtedy piękniejsze!
Nawiązując do początkowej myśli, zanim zostawimy nas naszym "pogrobowcom," trzeba wyruszyć w odważną podróż, by znaleźć tych, do których bezgranicznie należy nasze serce. Tylko śmiałkowie są na tyle szaleni, aby zaryzykować wszystko i podążyć ku prawdzie. A tylko w prawdzie jesteśmy wolni, a nasze serca uskrzydlone.
Autor celnie przywołuje słowa Goethego: "Całe moje dotychczasowe życie było tylko prologiem, tylko zwlekaniem, tylko przepędzaniem czasu, tylko marnotrawstwem, dopóki nie poznałem ciebie."
Niech ta złota myśl będzie podsumowaniem i zapowiedzią tego, co znajdziecie u Acimana.
niedziela, 30 grudnia 2018
Z każdym oddechem/ Nicholas Sparks
"PRZEZNACZENIE BYWA CZASEM NA KURSIE KOLIZYJNYM Z MIŁOŚCIĄ"
Sympatycy Sparksa nie będą zawiedzeni. Etatowy klasyk romantycznych historii wraca tym razem z epicką opowieścią o przeznaczeniu i miłości (nie)spóźnionej, przełamującej bariery czasu i upływ lat.
Hope i Tru poznają się na malowniczej plaży, wśród błękitu nieba i szumu morskich fal. Miłość pojawia się niespodziewanie, jak u Bułhakowa, napada znienacka i wywraca życie obojga do góry nogami. Pomimo autentyczności uczucia, Hope decyduje się iść wytyczoną uprzednio drogą, w zgodzie z rozsądkiem i obrazem szczęścia, które skrupulatnie kreowała przez całe lata. (czytaj: mąż, praca, rodzina, spokój)
Tru pozostaje jej wierny (o czym Hope dowie się długo później), Hope zaś zakłada rodzinę, o której od zawsze marzyła. U schyłku wieku, po licznych życiowych perturbacjach, udaje im się odnaleźć w magicznym miejscu, przy starej skrzynce pocztowej, zwanej Bratnią Duszą. "Ich spojrzenia spotkały się, pokonując utracone lata." Pytanie brzmi: czy jest możliwe, aby czas stanął w miejscu i miłość ocalała po ćwierćwieczu spędzonym osobno, w dwóch różnorakich światach, bez spojrzenia, bez głosu, bez dotyku?
Ci, którzy przyzwyczaili się do cukierkowych zakończeń, będą zaskoczeni. Sparks raczy nas słodko-gorzką puentą, nie-do-końca-przesłodzoną, nieco bardziej realną niż te, które znaliśmy z wcześniejszych powieści. To, co się nie zmienia, to przekonanie, że miłość jest fundamentem wszystkiego i tylko ukochany człowiek - z każdym jego oddechem - jest w stanie podarować nam szczęście.
środa, 12 września 2018
7 razy dziś/ Lauren Oliver
NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO
to i tak trwają. Nawet kiedy umrzesz i cię pogrzebią,
one nadal trwają, podążają w przód
i cofają się, w nieskończoność.
Są wszystkim i wszędzie, jednocześnie. To one mają znaczenie."
Pomysł niby znajomy, czyli "dzień świstaka" - przeżywany kilkakrotnie przez główną bohaterkę, nastolatkę Sam. Pytanie, DLACZEGO tak się dzieje i co tam się kryje pod tą warstwą pseudo-popularności, lekkiego i łatwego życia, jakie przyszło jej wieść w liceum?
Stopniowo zdejmujemy wraz z Sam te nagromadzone przez beztroskie (?) lata warstwy - sekret wszechstronnej admiracji, licealną hierarchię społeczną, płytkie miłosne przygody, a wreszcie - tę kluczową sprawę - sprawę Juliet, wieloletniej ofiary młodzieżowej tyranii.
Juliet jest osią powieści - to wokół niej skupiają się poszczególne dni, jak się finalnie okazuje - nie bez powodu. To jej postać pozwala odpowiedzieć na pytanie, gdzie jest odkupienie win, ile szans na poprawę swojego życia możemy dostać i czy jesteśmy w stanie odwrócić przeznaczenie. Samantha z uporem wariata dąży do tego, by je oszukać, przechytrzyć, wymknąć się bezlitosnej, absurdalnej machinie i wrócić "do żywych." Gdzieś po drodze, w szaleńczym pościgu z czasem, udaje jej się kolekcjonować najpiękniejsze wspomnienia, uchwycić sens życia i przeżyć najcudowniejszą, najczystszą miłość. Ostatecznie - dokonać największego możliwego poświęcenia, w imię ocalenia dusz - swojej i Juliet. I to jest to, co wbija nas w fotel, obezwładnia i nie odpuszcza - bo przecież w całym szaleństwie drugi człowiek jest dla nas najważniejszy.
czwartek, 26 lipca 2018
Słońce też jest gwiazdą/ Nicola Yoon
"JEDNAK CZAS I ODLEGŁOŚĆ TO NATURALNI WROGOWIE MIŁOŚCI"
Młodość rządzi się swoimi prawami. Kto oglądał na przykład "Przed wschodem słońca" z genialnym Ethanem Hawkiem i Julie Delpy, ten wie, że prawdziwa miłość MOŻE przyjść w jeden dzień. Jedna, dwie rozmowy MOGĄ zmienić czyjeś życie. Jedno czy dwa spojrzenia MOGĄ sprawić, że płyniesz już w odmętach obłędu i nie szukasz przysłowiowej brzytwy tonącego, bo sam dokonujesz wyboru, że TO JEST TO. A może to LOS (Bóg, bogowie, przeznaczenie)? Może to oni/ one/ on stoją za tą "decyzją", żeby umieścić w jednym miejscu dwoje ludzi, którzy nie mieli (a może mieli?) się spotkać?
Natasha i Daniel są kwintesencją młodości. Natkną się na siebie w przełomowych momentach w swoim życiu, poluzują granice i wpuszczą siebie nawzajem do "osobistych" światów - na kilka godzin, na jeden dzień. Daniel powie: "Wszechświat ewidentnie próbuje mnie uratować przed samym sobą." Natasha wydaje się być tym ratunkiem.
Czy taka miłość ma szansę przetrwać?
Czy miłość młodzieńcza (a więc najsilniejsza, największa, najbardziej szalona, najbardziej intensywna, najpiękniejsza i NAJPIERWSZA) ma możliwość zaistnienia w realnym świecie?
Uwielbiam Daniela - gdy wchodzimy w jego umysł i poznajemy to, co jest w środku, jesteśmy oczarowani. Jego upór w zdobyciu Natashy jest uroczy. To romantyk, poeta, z - jak twierdzi Natasha - "sercem na wierzchu."
Natasha to twarda wojowniczka, zwolenniczka praw fizyki i racjonalizmu, która totalnie nie wierzy w żadną "sobiepisaność" - nie jest mi zatem bliska. Ale! - malutkimi kroczkami Daniel burzy te fasady i przedziera się przez zastygłe blokady, aż ona sama nie jest w stanie pojąć, co się z nią dzieje. ("Ale przecież nie jestem martwa w środku.")
"Nikt nie powinien odnosić obrażeń podczas zakochiwania się." Co na to Daniel i Natasha? Czy faktycznie, wszystko co, było przedtem, wiodło ich do siebie, do tego momentu, do tego dnia? Czy "czas wróci na swoje miejsce", a oni będą żyli długo i szczęśliwie? No i o co chodzi z tym słońcem?
wtorek, 12 czerwca 2018
I HAVE LOST MY WAY/ GAYLE FORMAN
STAY TRUE TO YOURSELF - ZAWSZE WIERNY SOBIE
środa, 2 marca 2016
Dwa szczęścia do wyboru/ Taylor Jenkins Reid
KTÓRĄ DROGĘ WYBRAĆ?
Taylor Jenkins Reid jest moim niekwestionowanym odkryciem tuż po, tudzież na równi, z Gayle Forman. Rewelacyjny styl autorki zachwyca od pierwszych stron. Żadne słowo nie jest zmarnowane, każde trafia w punkcik, w sedno sprawy i przekazuje jednocześnie jakąś WAŻNĄ życiową prawdę. Zero zbędnych opisów, czy silących się na wyrafinowanie sentencji. Perełka!
Temat przeznaczenia powraca raz po raz w literaturze i filmach, z lepszym lub gorszym skutkiem. Mimo że z początku nie mogłam pozbyć się w głowie analogii do obrazu "Sliding Doors" (świetnego, skądinąd, z Gwyneth Paltrow), to powieść i tak tryska świeżością, rozprawiając się z ową kwestią w sposób unikatowy.
Uwaga! Trzeba czytać uważnie, aby wyłapać najmniejsze detale, jakże istotne dla całokształtu historii bohaterki. W przeciwnym razie czytelnik zdenerwuje się pozornym chaosem i zrezygnuje. Nie warto!
Powieść stanowi istny arsenał złotych myśli, z których każda osobno prowokuje refleksje na temat tzw. "zbiegów okoliczności"/ "przeznaczenia" (przesłanie do czytelnika: zaznacz właściwe).
Niesamowite, że na końcu (bez spoilera) wszystko się zazębia i wnioski nasuwają się samoistnie.
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Ten jeden rok/ Gayle Forman
PRZYPADEK VERSUS PRZEZNACZENIE
"Albo może oboje się pomyliliśmy i oboje mieliśmy rację. Może to nie była opozycja albo-albo: szczęście a l b o miłość. Przeznaczenie a l b o wybór. Może by osiągnąć podwójne szczęście, potrzeba i tego, i tego."
Właściwie to nie kontynuacja "Ten jeden dzień" - a raczej DOPEŁNIENIE tamtej powieści. Wreszcie wszystkie elementy układanki tworzą idealną całość.
Pisana z punktu widzenia Willema, niezwykle plastyczna historia spotkania dwojga młodych ludzi znajduje - ku radości czytelnika - swój finał.
Poszczególne "przypadki" spójnie kierują nas w stronę odpowiedzi na kluczowe pytanie: na ile naszym życiem rządzą przypadkowe zdarzenia, a na ile jesteśmy uwięzieni w pętli przeznaczenia?
Czy mamy jakiś wybór, czy zdajemy się na LOS?
Świetnie się czyta, styl autorki jest nieprawdopodobnie LEKKI i świeży. Polecam!
wtorek, 29 grudnia 2015
Ten jeden dzień/ Gayle Forman
24 GODZINY PRAWDY
Niezwykli bohaterowie, Paryż, przeznaczenie, poszukiwanie siebie i wreszcie - akceptacja tego, co przynosi nam los.
Uwielbiam jej dynamiczną narrację i wszechobecność jakiegoś tajemniczego ducha, który krąży i nie pozwala zasnąć, jeśli nie dowiemy się, jak potoczą się losy bohaterów. Wrażenia dopełniły odniesienia do Mistrza Williama i cytaty z jego sztuk. Szekspir wiecznie żywy!
Myślę, że przeniesienie tej historii na ekran dałoby nieprawdopodobny efekt, gdyby tylko umiejętnie odtworzyć przeżycia Allyson (Lulu). Ta powieść wręcz PRZEMAWIA do nas obrazami. Ufam, że reżyser - a taki na pewno się zjawi - poradzi sobie z tym zadaniem.
ODKRYCIE.
czwartek, 22 października 2015
Premonition/ reż. Mennan Yapo
UCIEC PRZED PRZEZNACZENIEM
Główna bohaterka, przeciętna Amerykanka, żona i matka, dowiaduje się o śmiertelnym wypadku męża. Rozpacz, szok, otępienie. Nazajutrz budzi się gotowa podjąć wyzwania kolejnego dnia, tymczasem okazuje się, że wszystko jest tak jak dawniej ... Mąż żyje. (!)
Zaczyna się szereg niewytłumaczalnych zdarzeń, które dopiero na sam koniec tworzą całość i przesłanie filmu.
Pętla czasowa? Sen? Przeczucie? Podróż w czasie?
Świetna gra aktorska Sandry Bullock, budowanie napięcia, wielopłaszczyznowość - warto udać się w ten szaleńczy pościg, by wysunąć samodzielnie wnioski - czy rządzi nami przypadek, czy przeznaczenie, a jeśli to drugie - na ile jesteśmy w stanie je zmienić.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Bogowie/ reż. Łukasz Palkowski
CUDOTWÓRCY I ICH WYŚCIG Z CZASEM
Nieprawdopodobny upór, ambicja i cena, jaką trzeba ponieść za poświęcenie pracy - wszystko to na tle raczkującej w latach 80-tych polskiej transplantologii. Ponadto: błyskotliwe dialogi, charyzma Religi i jego walka o każdego pacjenta - całość chwyta ze serce. Po prostu.
sobota, 1 sierpnia 2015
Love, Rosie/ reż. Christian Ditter
CZY TY MNIE CHOĆ TROCHĘ KOCHASZ?
poniedziałek, 13 lipca 2015
Charlie St. Cloud/ reż. Burr Steers
NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNĘ
wtorek, 30 czerwca 2015
Oskar i Pani Róża/ Eric-Emmanuel Schmitt
PRZEŻYĆ SWOJE ŻYCIE W DWANAŚCIE DNI
Mistyczna, odrealniona, przepiękna opowieść o chorym śmiertelnie chłopcu, Oskarze i jego przyjaźni z byłą zapaśniczką, tajemniczą panią Różą. Zebrane we wzruszającą historię listy Oskara do Pana Boga, opisują dwanaście dni, w ciągu których chłopiec przeżywa CAŁE SWOJE ŻYCIE.
Niesamowite spotkanie z twórczością tego francuskiego pisarza - warto!



