sobota, 8 marca 2025

Na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno!




Dwa lata temu, dokładnie w Dniu Kobiet, ukazała się moja pierwsza powieść "Wszystko będzie dobrze". Spełniło się moje życiowe marzenie, co dowodzi, że nigdy nie jest za późno! Dalej piszę. Czekają dwa (!) projekty następnej powieści - nie mogę się zdecydować, który pociągnąć - oraz seria felietonów, które - ufam, że niedługo - ujrzą światło dzienne. Ze mną jest tak, że bez pisania jak bez powietrza. Często jedno słowo wywołuje w mojej głowie istną lawinę pomysłów i kosmicznych scenariuszy, ale nie zawsze mam możliwość je zapisać, ponieważ - na przykład - jadę autem albo ... pilnuję uczniów na sprawdzianie :) 

Fajnie, że Bóg obdarzył mnie takim talentem, a zgodnie z przypowieścią - talenty trzeba mnożyć! 

czwartek, 20 lutego 2025

Stany podzielone Ameryki/ Łukasz Pawłowski

 MY, NARÓD 


Jeżeli chcecie zrozumieć, jak to w ogóle możliwe, że polityk taki jak Donald Trump zdobył rzesze fanatycznych wyznawców i po razu drugi zasiada na amerykańskim fotelu prezydenckim - koniecznie sięgnijcie po pozycję Łukasza Pawłowskiego. 

Pawłowski, socjolog, psycholog i współtwórca Podkastu Amerykańskiego, przeprowadza niezwykle rzetelną, socjologiczno-historyczną analizę dziejów Ameryki, której celem jest odpowiedź na pytanie: co (lub kto) doprowadziło do polaryzacji społeczeństwa i bezkompromisowych podziałów wśród narodu, który od zawsze stanowił kolebkę wielokulturowości oraz wynosił na sztandary wolnościowe hasła i pochwałę indywidualizmu? 

Pawłowski sięga daleko wstecz, do początków tworzenia się partii politycznych w USA, a także bierze pod lupę wszelakie kontrowersyjne kwestie, m.in. prawo do posiadania broni, aferę z opioidami czy obiektywizm (?) wolnych (?) mediów. Pisze prostym, zrozumiałym językiem, dzięki czemu książkę pochłania się niczym dobrą, dystopijną powieść - z tą małą różnicą, że to wszystko dzieje się naprawdę. 

POLECAM! 

wtorek, 21 stycznia 2025

Sztuka pięknego życia/ reż. John Crowley

KRONIKA (NIE)WYJĄTKOWEJ MIŁOŚCI




To nie jest film dla każdego. To nie jest film dla pasjonatów akcji, szybkiego dialogu i oczywistości podanej nam jak na dłoni. Poszukujący sensacji mogą sobie darować, natomiast tropiciele emocji zostaną zaproszeni do niezwykłego zjawiska, gdzie każda nanosekunda ma znaczenie. Nie ma w tym filmie nic, czego byśmy już nie oglądali, a jednocześnie jest w nim wszystko, co stanowi o esencji życia. 

Oryginalny tytuł - "We live in time" - o wiele dobitniej oddaje przesłanie tej produkcji - albowiem jesteśmy osadzeni w czasie z chwilą pojawienia się na ziemi. I tak jest też ustawiona narracja - widz otrzymuje kilkuletni miszmasz spleciony z najistotniejszych wydarzeń z miłosnej historii Almut i Tobiasa. Tu strzępki wieczornych rozmów, tam wspólne śniadanie. Tu piękne początki miłości, tam rutynowa wizyta na onkologii. Tu poród na stacji benzynowej (majstersztyk), tam golenie głowy przed terapią. Tu śmiech, tam rozpacz. Tu życie, tam śmierć.

Okazuje się, że każdy z zaserwowanych nam momentów był właściwie kamieniem milowym tego związku. Przecież wszystko, co do nas trafia - słowo, dotyk, spojrzenie - zostaje już na zawsze. Czasami schowane, zignorowane, zapomniane, a innym razem pielęgnowane, wypieszczone i utulone. Może rosnąć w siłę i ma potencjał na stworzenie absolutnie wyjątkowej historii miłosnej, która, nie mam co do tego cienia wątpliwości, mogłaby wydarzyć się każdemu z nas.

Przyszykujcie paczkę chusteczek - będą potrzebne! Andrew Garfield przeszedł samego siebie - jego oczy SĄ miłością, o której (prawie) każdy z nas marzy. Amen.