sobota, 9 stycznia 2021

Porwana/ twórcy: Natxo López, Ruth García, David Oliva

 TO WSZYSTKO MIŁOŚĆ SPRAWIŁA


Hiszpańska perełka Netflixa. 

Reklamowany jako opowieść o ojcu, który celowo trafia do kolumbijskiego więzienia, chcąc odnaleźć porywacza swojej córki, w rzeczywistości serial jest misternie uplecioną opowieścią o tym, do czego może popchnąć nas miłość. 

W zawrotnym tempie fabuła poszerza się na naszych oczach, wymaga stuprocentowego skupienia i tworzenia mentalnej sieci połączeń. Tutaj każdy bohater ma motyw, który - co gorsza! - jesteśmy w stanie zrozumieć, uzasadnić. 

Absolutnie nic nie jest takie, jakby się wydawało, nikomu nie wolno ufać. Poszczególne odcinki fundują nam wbijające w fotel zwroty akcji, które próbujemy przetworzyć i dopasować do układanki, zanim wystąpią kolejne. 

Na samym początku drogi każdej z postaci pojawiła się miłość - do brata, do córki, do żony - która zdeterminowała później ich życiowe wybory i popchnęła ku błędnym decyzjom. Uniwersalizm uczucia sprawia, że potrafimy wejść w skórę bohaterów, przyznać im rację i - nawet w przypadku mocno kontrowersyjnych etycznie zachowań - powiedzieć: zrobiłbym dokładnie tak samo! 

Plejada oryginalnych postaci - główna bohaterka prawniczka Angelita (rewelacyjna Adriana Paz) przyciąga widza nie tylko cudną urodą, ale nade wszystko silnym charakterem, odwagą i nieustępliwością w walce o sprawiedliwość. Antonio - ojciec, któremu śmierć nie jest straszna, byleby dowiedzieć się, czy ukochana córka żyje. Milena - matka, która obsesyjnie chroni swoje dziecko, gdyż ma ku temu istotne powody. 

Dodajmy do tego niesamowitą grę aktorską, genialny montaż i błyskawiczną akcję, a otrzymamy serial, który (miejmy nadzieję) na stałe zapisze się na kartach kinematografii. Dla mnie 10/10. 

niedziela, 3 stycznia 2021

Wuthering Heights/ Emily Brontë

MIŁOŚĆ SILNIEJSZA NIŻ ŚMIERĆ

"Be with me always - take any form - drive me mad! only do not leave me in this abyss, where I cannot find you! Oh, God! it is unutterable! I cannot live without my life! I cannot  live without my soul!"


Jedyna powieść Emily Brontë - powieść, bez której literatura angielska (a potem również światowa) nie byłaby taka sama. Źródło niezliczonych inspiracji (chociażby kultowych autorek powieści z gatunku teen novel: Stephenie Meyer czy Amandy Todd), niejednokrotnie przenoszona na ekran. ARCYDZIEŁO, które trzeba znać! 

Moja przygoda z "Wichrowymi Wzgórzami" rozpoczęła się w okresie licealnym, kiedy u mamy na półce z "klasykami" znalazłam przepięknie wydany beżowy pozłacany egzemplarz. Po kilku dniach książka krążyła wśród moich przyjaciółek, a dla każdej z nas obsesyjnie zakochany Heathcliff był facetem ze snów. 

"Wichrowe Wzgórza" to historia dzikiej, niepohamowanej miłości i epickich wyborów, osadzona wśród angielskich wrzosowisk i mrocznych, gotyckich rezydencji. Narracja "szufladkowa" może początkowo irytować (zwłaszcza współczesnego czytelnika); warto jednak przezwyciężyć niechęć, aby móc zatopić się w szaleńczym uczuciu, towarzyszyć Catherine w życiowych decyzjach, obserwować zemstę Heathcliffa i poczuć ten jedyny w swoim rodzaju (później już niepodrabialny) wiejący znad wrzosowisk wiatr. 

Nieokrzesany Heathcliff stał się prototypem kochanka, dla którego nic (nawet śmierć) nie stanowi przeszkody, by połączyć się z ukochaną - zresztą do klasyki przeszła scena, w której odkopuje jej trumnę, aby jeszcze raz przytulić ciało. Wybór Catherine - pomiędzy miłością "wygodną" a miłością prawdziwą - od pierwszych stron wydaje się być naznaczony nieuchronną tragedią.  

Mając już te lata co teraz, ogarniają mnie pewne wątpliwości, czy aby buntowniczy i niebezpieczny Heathcliff jest dobrym kandydatem na chłopaka. Kiedy jednak czyta się "Wichrowe Wzgórza", wydaje się, że tylko miłość wszechogarniająca i nieokiełznana jest warta zachodu, zaś nikt nie potrafi kochać tak jak bajroniczny Heathcliff. Co począć - magia literatury. 

Gotyckie klimaty w wyjątkowym wiktoriańskim wydaniu. MUSICIE TO PRZECZYTAĆ!

środa, 30 grudnia 2020

Nas dwoje/ Holly Miller

 ZROBIĘ WSZYSTKO, ŻEBYŚ BYŁA SZCZĘŚLIWA


"Zrobiłbym to jeszcze raz. (...) 
Nawet gdyby nic nie mogło się zmienić. 
Zakochałbym się w niej znowu w mgnieniu oka."

Mówi się, że prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie kończy się twoje "ja", a zaczyna istnienie drugiego człowieka. Wymaga wyrzeczeń, często trudnych decyzji, czasami prowadzi do rozstania. Jeśli kogoś kochasz - i właśnie dlatego, że kochasz - puść go wolno, niech chłonie życie i szuka spełnienia, chociażby miało się dokonywać bez twojego udziału. 

Joel i Callie tworzą świetną parę. Urocze "podchody", szczere rozmowy, wspólne cele i marzenia. Za kurtyną normalności ukrywa się ciemna strona Joela. Obdarzony - a raczej: obarczony - tajemniczym darem przewidywania przyszłości za pomocą snów, Joel poznaje datę śmierci swojej ukochanej. Ponieważ od dzieciństwa jego przepowiednie (jeśli nie zdoła ich jakimś sposobem "powstrzymać") się ziszczają, także i tym razem nie ma wątpliwości co do dnia, kiedy Callie umrze. 

Pojawiają się dwa wyjścia. Albo młodzi zostaną razem, trzymając się kurczowo miłości, wierząc irracjonalnie, że ona odwróci los. Albo Joel podejmie najbardziej dramatyczną decyzję w swoim życiu, uwalniając Callie od siebie i złowieszczej "zaprogramowanej" przyszłości - tym samym umożliwiając jej przeżycie danego czasu bez niego, nie tracąc przy tym  ufności, że to jedyna droga, by Callie dogoniła swoje szczęście. "Powinienem wcisnąć hamulec, gdy tylko poczułem, że moja głowa przegrywa walkę. (...) Uświadamiam sobie, że przy mnie jedynie w połowie byłaby osobą, którą może się stać."

Początkowo rozstanie nie służy żadnej ze stron. Po kilku miesiącach okazuje się jednak, że dziwnym trafem zaczynają się spełniać marzenia Callie - wyśnione podróże, nowe doświadczenia. Pojawia się też nowe uczucie, możliwości, życiowe szanse. W najmniej oczekiwanych momentach przed oczami wyłania się obraz Joela, budzi się myśl, by mu opowiedzieć o tym, co się dzieje, a może nawet zwyczajnie się przytulić. Okazuje się bowiem, że "jest milion rodzajów niesamowitości." Serce można podzielić na pół, wspomnieniami ogrzać się w zimny wieczór. 

Callie przez całe życie pisze do Joela pocztówki - swoiste "rozmowy przez ocean." Nie wysyła ich, daje na przechowanie przyjaciółce. Kiedy spotyka Joela przypadkowo na peronie, czas staje w miejscu, serce się wyrywa, targane huraganem uczuć. Na próżno - obydwoje wiedzą, że przecież nie może się wydarzyć już nic poza spojrzeniem i niemym wyznaniem miłości - ponieważ koniec jest już zapisany. 

Joel zwrócił Callie normalność, pozwolił jej wieść życie, o jakim marzyła. Podróże, dobry mąż, dzieci, bezpieczeństwo. Wystarczyła mu świadomość, że kobieta jego życia "gdzieś tam jest", szczęśliwa, nie odlicza dni do nieuchronnego końca. Dobrowolnie "zaprosił" do siebie nieszczęście i cierpienie rozstania - targując się z losem o kilka lat szczęścia dla swojej ukochanej. 

Tylko miłość bezinteresowna, wyzuta z jakiegokolwiek egoizmu, jest w stanie popchnąć kochającą osobę do takiego wyboru. Przypnę ci skrzydła, odejdę i będę z tobą rozmawiał w swoich myślach, abyś czasami sobie o mnie przypomniała, żyjąc wielobarwnym życiem, na jakie zasługujesz.