poniedziałek, 27 stycznia 2020

Współlokatorzy/ Beth O'Leary

NA POCZĄTKU BYŁY LISTY ...



Wszystko zaczęło się od listów! (jak w wiktoriańskich powieściach - listy, romantyzm, słowo pisane!!!) Właściwie - liścików, zostawianych w rozmaitych miejscach po całym mieszkaniu, stanowiącym kanał komunikacji między tytułowymi współlokatorami, którzy - nota bene -  się nigdy nie widzieli. (!)

Układ jest prosty: Leon pracuje nocami, Tiffy w dzień, zatem użytkowanie wspólnie wynajmowanego mieszkania będzie odbywać się wymiennie, bezkolizyjnie, anonimowo. Tak wskazywała "umowa" - jednak dość szybko zaczynają pojawiać się małe samoprzylepne karteczki, na których każde z nich kreśli jakiś update z minionego dnia, jakąś miłosną poradę, jakieś słowa wsparcia. To trwa miesiącami - miesiącami tworzy się wyjątkowa więź, ciepło, lojalność.

Tiffy natychmiastowo reaguje na problemy rodzinne Leona, uruchamia łańcuch pomocy, co dla niego jest czymś nieprawdopodobnym (czego nie doświadczył ze strony swojej dziewczyny Kay). Leon zaś przeczuwa, że były chłopak Tiffy nie jest tak lukrowany, jak by się wydawało, że za fasadą pięknisia kryje się czarny, psychopatyczny umysł. (nie spojlerując, Leon ma swoje doświadczenia, które ułatwiają mu ocenę sytuacji)

Fabuła jest wartka, język żywy, nic nie męczy, nic się nie dłuży. Ta powieść jest po prostu świetna - totalnie nowe spojrzenie na budowanie związków. Coś w stylu: wróćmy do korzeni, zacznijmy od relacji, od przyjaźni, a dopiero potem zanurzmy się w cielesności.

Dodajmy: Leon nie jest idealny. Jest mocno pokrzywiony emocjonalnie, "wklęsły", pozamykany. Tiffy jest zwariowana, gadatliwa, głośna - ale wewnątrz walczy z demonami z poprzedniego związku (niektórym może być ciężko ją zrozumieć, ale tak działa schemat przemocy i dziękuję autorce za ten wątek!). Oboje są zwyczajni, mają wady, słabości, ułomności - ale udaje im się stworzyć unikatową bliskość, o której wszyscy marzymy. Paradoksalnie - ich kontakt ma początek w spaniu we wspólnym łóżku, ale od dziś to stwierdzenie nabiera nowego znaczenia. :)

niedziela, 19 stycznia 2020

Łańcuch/ Adrian McKinty

NAJCIEMNIEJSZA STRONA CZŁOWIECZEŃSTWA



Kiedyś przeczytałam w książce "Dar strachu" Gavina de Beckera (nota bene, genialna pozycja psychologiczna), że jeśli jesteś w stanie wyobrazić sobie najbardziej potworną zbrodnię ludzkości, to równie dobrze mógłbyś jej dokonać, gdyby życiowe okoliczności zaprowadziły cię w jakiś ciemny mentalny zaułek. 

Zatem - jeśli uważasz, że nie jesteś w stanie popełnić przestępstwa, jesteś w błędzie. Jesteś - jeśli w grę wchodzi życie twoich dzieci. 

W całkowicie zwyczajny i niezwiastujący niczego złego dzień, po podrzuceniu nastoletniej córki na przystanek, Rachel otrzymuje telefon, który wprawia ją w osłupienie. Córka zostaje porwana - aby odzyskała ją żywą, musi postępować według podanych wskazówek i ... porwać inne dziecko. Po następnym porwaniu i przekazaniu zasad gry, jej córka zostanie uwolniona. W ten sposób tworzy się tytułowy "ŁAŃCUCH", który działa już kilka lat i zdaje się nie mieć końca.  

Rachel bez chwili namysłu wchodzi w chory układ. Teraz musi "upolować" kolejne dziecko, uwięzić je i przekazać wytyczne jego rodzicom. Oni robią to samo ... łańcuch trwa. To jest jedna płaszczyzna - co rodzic jest w stanie zrobić dla swojego dziecka. Odpowiedź: WSZYSTKO, także skrzywdzić innych. Ostatecznie na szali i tak zawsze zwycięży życie twojej córki lub syna, a nie to "cudze." Ono już wtedy nie ma takiej wartości. 

Jednak z biegiem wydarzeń dowiadujemy się, kto za "łańcuchem" stoi, migają nam drastyczne obrazy z przeszłości, czyjeś dzieciństwo, okrucieństwo, przemoc, morderstwo. Pojedyncze elementy układanki złożą się w całość dopiero pod koniec powieści. I tutaj uderzy nas to, co było również we wspomnianej przeze mnie książce Beckera. Czyli: możesz jako dziecko przeżyć wiele potworności, a potem wybrać dwie drogi - albo przekujesz to w coś dobrego, albo zanurzysz się w ciemny świat i zapragniesz odwetu. Na losie, na przypadkowych ludziach, na świecie. 

"Łańcuch" traktuje o najczarniejszej odmianie ludzkiego umysłu, którą "hoduje" każdy z nas.  Nie jest jednoznaczne, kto jest przestępcą, kto ofiarą. Tak naprawdę z ofiary bardzo szybko zmieniasz się w kata, jeśli tylko takie postępowanie może ochronić twoich bliskich. Granice się zacierają, bierzesz udział w przestępstwach, które oglądałeś w kinie albo czytałeś o nich na pierwszych stronach gazet. Uczynisz to mimowolnie, jak automat, ponieważ życie twojej rodziny jest warte każdych poświęceń, nawet innych ludzkich istnień. Zostaniesz częścią "łańcucha" - za wszelką cenę.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Znajdź mnie/ André Aciman

POWSTAJĘ Z MARTWYCH, BO TY JESTEŚ



"Zostawiamy po sobie nasze cienie i powierzamy to, czego się nauczyliśmy,
 co przeżyliśmy i co wiedzieliśmy, naszym pogrobowcom."

Boże mój, cóż to była za duchowa, intelektualna i językowa uczta! Istny majstersztyk, literackie wyżyny, na które wspinają się jedynie nieliczni. Świetnie poprowadzona fabuła, co rusz literackie perełki, wielowymiarowi, niesamowici bohaterowie, efemeryczna sensualność, magia, smak, wyczucie - w tej książce jest WSZYSTKO, do czego dążą powieściopisarze, co decyduje o tym, że człowiek tę powieść po prostu pochłania, żyje nią, siedzi w niej myślami.

Niewiele chcę zdradzać, powiem tylko, że cała historia podzielona jest na trzy - nazwijmy to - sekcje. Na początku poznajemy dalsze losy Samuela, ojca Elio. (przecudny miłosny wątek obalający wszelkie stereotypy, kiedy Samuel opisuje Mirandę: "wzbudziła pragnienie rzeczy dotychczas uważanych za na zawsze usunięte z mojego życia") Druga część to nasz ukochany Elio, 20 lat później, słynny pianista, artystyczna dusza, wrażliwiec. (nie mogę spojlerować) Trzecia - Oliver. Mieszkający w Ameryce, planujący powrót do Anglii. Żona, dzieci i tzw. "normalne" życie.

Kto pokochał "Tamte dni, tamte noce", ten da się bez trudu oczarować "Znajdź mnie." Dla mnie to jest literacki Oscar, czytelniczy Golden Globe - który łączy w każdym calu wszystkie marzenia książkoholików. MUSICIE zanurzyć się w świat Acimana, życie jest wtedy piękniejsze!

Nawiązując do początkowej myśli, zanim zostawimy nas naszym "pogrobowcom," trzeba wyruszyć w odważną podróż, by znaleźć tych, do których bezgranicznie należy nasze serce. Tylko śmiałkowie są na tyle szaleni, aby zaryzykować wszystko i podążyć ku prawdzie. A tylko w prawdzie jesteśmy wolni, a nasze serca uskrzydlone.

Autor celnie przywołuje słowa Goethego: "Całe moje dotychczasowe życie było tylko prologiem, tylko zwlekaniem, tylko przepędzaniem czasu, tylko marnotrawstwem, dopóki nie poznałem ciebie."

Niech ta złota myśl będzie podsumowaniem i zapowiedzią tego, co znajdziecie u Acimana.