środa, 23 lipca 2025

Frida/ reż. Julie Taymor

VIVA LA VIDA 



"Frida" w reżyserii Julie Taymor to prawdopodobnie najwierniejsza filmowa biografia meksykańskiej artystki, z absolutnie fenomenalną rolą Salmy Hayek (btw, niestety, Oscar w 2003 r. przypadł Nicole Kidman za rolę w "Godzinach"). 

Stworzony prawie ćwierćwiecze temu, film nadal powala na łopatki swoją autentycznością, głębią, artyzmem i cudną hiszpańską muzyką. Bezapelacyjnie, Salma Hayek w roli Fridy kradnie show, ale Aflred Molina jako Diego Rivera (ukochany mąż i mentor artystki) dzielnie dotrzymuje jej kroku! No i tak muzyka! Obłędna! Te rozpaczliwe i zarazem poruszające serce hiszpańskie pieśni! Można się z miejsca zakochać (co też poczyniłam!). 

We "Fridzie" królują miłość i cierpienie, nierozerwalnie ze sobą połączone, od momentu feralnego wypadku trolejbusowego, który zapoczątkował problemy Fridy ze zdrowiem i przekreślił szanse na macierzyństwo. Cierpienie fizyczne towarzyszyło jej do ostatnich dni; Frida przeszła niezliczone operacje, kilkukrotnie straciła ciążę i nigdy nie odzyskała pełnej sprawności fizycznej. Miłość do Diego niemalże od samego początku znajomości naznaczona była cierpieniem emocjonalnym - Diego romansował na lewo i prawo, a Frida nie pozostawała mu dłużna. Kochankowie rozchodzili się i schodzili, raniąc siebie nawzajem, a jednocześnie nie mogąc bez siebie żyć. 

Wszystko to, co obecne w jej życiu - miłość, ból, marzenia o macierzyństwie - przelewała na swoje obrazy. Stała się symbolem feministycznej sztuki XX wieku. Przed śmiercią odbyła się jej pierwsza indywidualna wystawa w rodzimym Meksyku, na którą przybyła na swoim słynnym łożu z baldachimem (będącym obecnie głównym eksponatem w muzeum La Casa Azul, czyli Niebieskim Domu Fridy w Meksyku). Na ostatnim obrazie napisała znamienne słowa: "Viva la vida, Frida Kahlo, Coyoacán 1954, Meksyk." Film jest hołdem dla nietuzinkowej artystki oraz jedną z najbardziej cenionych biografii w historii kina. 

POLECAM!!!! 

wtorek, 22 lipca 2025

The Outrun/ reż. Nora Fingscheidt

NIGDY NIE BĘDZIE ŁATWO, NIE BĘDZIE TYLKO AŻ TAK CIĘŻKO




Jeżeli jesteście fanami talentu Saoirse Ronan, to "Outrun" (2024) na 100% Was nie zawiedzie. Ostrzeżenie: to film bardzo powolny, w którym mieszają się plany czasowe, co może początkowo widza dezorientować, a nawet irytować. Większość akcji rozgrywa się na Orkadach, zatem przygotujcie się na spektakularne zdjęcia i oszałamiające krajobrazy - mistrzostwo i zdecydowany atut filmu (końcowa scena, sądząc po recenzjach, przejdzie do historii kina). Ach, jest również i cudna ścieżka dźwiękowa! Generalnie, wszystkie składniki przepisu na sukces - odhaczone. 

Ale! "Outrun" - pomimo pięknej, surowej natury, epickich zdjęć i porywającej muzyki - nie jest łatwy i przyjemny. Bohaterka Rona, spędziwszy kilka miesięcy w klinice odwykowej, wraca w rodzinne strony, aby podjąć próbę odnalezienia się na nowo w trzeźwym - jak sama twierdzi, nudnym - życiu. Wciąż wspomina pijacką przeszłość, wręcz za nią tęskni, zaślepiona zniekształconymi wspomnieniami, niepomna na to, co przez swoje picie bezpowrotnie utraciła. Uwaga - niektóre sceny są mocno naturalistyczne i mogą być trudne do przejścia dla tych, którym temat alkoholizmu jest bliski i bolesny. Nie ma tu bowiem żadnego cudzysłowu, rzeczywistość nałogu - cierpienie uzależnionego oraz jego bliskich - czuć praktycznie od pierwszych sekund. (Prawdziwości tej historii dodaje fakt, że "Outrun" jest adaptacją autobiografii Amy Liptrot o tym samym tytule.)

Zachwycą się koneserzy, nie wytrwają zwolennicy akcji i gotowych rozwiązań. Jeżeli przemawiają do Was obrazy, szczątkowe dialogi i niedopowiedzenia - nie wahajcie się, nie będziecie żałować. 

poniedziałek, 17 marca 2025

Dojrzewanie/ twórcy: Jack Thorne, Stephen Graham

 PIEKŁO I NIEBO



Jeśli zdecydujecie się wejść w ten serial na 100%, gwarantuję, że po projekcji nie będziecie już tacy sami. Coś pęknie, będzie uwierać, nie da spać spokojnie. Przygotujcie się, że przejedzie po Was emocjonalny walec i długo się nie podniesiecie do pionu. Zapewniam, że powrócicie jeszcze niejeden raz do poszczególnych scen, odkrywając coraz to nowe detale, współcierpiąc z bohaterami po raz kolejny. 

Tak - według mnie jest to serial o współcierpieniu. O tym, jak rodzice i siostra muszą przyjąć na siebie nieprawdopodobnych rozmiarów cierpienie, które - w pewien zwyczajny, niezwiastujący niczego złowieszczego poranek - bez ostrzeżenia, nie pytając o pozwolenie, spada na nich z nieba. (Nawiasem mówiąc, scena policyjnego najazdu wbija w fotel i trzyma na bezdechu przez dobrych kilka minut.) 

Z pewnością przeczytaliście już streszczenia serialu i wiecie, że traktuje o trzynastolatku oskarżonym o zamordowanie swojej koleżanki. Od 13 marca, czyli daty premiery, Internet szaleje. Psychologowie rozpisują się na temat wpływu mediów społecznościowych na życie dzieciaków, eksperci od wychowania udzielają rodzicielskich porad, a entuzjaści obrzucają inwektywami tych, którzy krytykują serial za jego (rzekomą) nudę i brak zakończenia (what?). 

Moi drodzy - przecież to bardzo proste. Jeżeli oczekujemy sensacji, strzelanki, tudzież kryminału, kończymy projekcję i skracamy męki. W "Dojrzewaniu" nie porwie Was żaden policyjny pościg ani detektywistyczna zagadka. Już pod koniec pierwszego odcinka, w dramatycznej i po mistrzowsku odegranej scenie, dowiemy się, czy chłopak jest winny czy nie. Jak podkreślają twórcy, tu nie chodzi o to, KTO zabił, ale DLACZEGO. Zatem każdy odcinek poszerza nam świat, w którym dorastał nastoletni Jamie. 

Odcinek nr 2 - szkoła, spęd głupkowatych, pozbawionych empatii, nierzadko agresywnych małolatów, z których każdy jeden chce zabłysnąć i trafić do magicznego kółka popularności. Widz dostaje obuchem w łeb. Okazuje się, że młodzież nie jest taka słodziutka jak się wydaje, a emotki w Instagramowych komentarzach daleko wykraczają poza nasze wyobrażenie o komunikacji nieletnich. Odcinek nr 3 - psychologiczny majstersztyk, aktorski kosmos, techniczne arcydzieło. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że został nakręcony na jednym ujęciu (tak jak i pozostałe), długo nie otrząśniemy się po psychicznym kopie, zarezerwowanym nam bez pardonu w trakcie godzinnej sesji terapeutycznej Jamie'go i pani Ariston. Gęstość i napięcie wychodzi na każdym nerwie twarzy, nienawiść i odraza widoczne są w każdym spojrzeniu, a strach w każdym drgnięciu ciała. Dawno nie widziałam tak doskonale poprowadzonej narracji i tak fenomenalnego popisu gry aktorskiej. Czapki z głów. Odcinek 4 - na który internauci narzekają najczęściej - domyka sprawę, ukazując nam życie rodziny, która zmuszona była przeżyć największy koszmar, jaki można sobie wyobrazić. Jest idealnie zagrany, stuprocentowo kompletny i rozdziera serce kawałek po kawałku, do ostatniej minuty. Jeżeli dotrwacie do końcowej sceny ojca w pokoju syna - ... zrozumiecie, że nie znajdziemy nigdy jednoznacznej odpowiedzi na wiodące pytanie: dlaczego. Geny, wychowanie, a może środowisko? Wszystko po trochu, a może jednak wrodzone zło, które wcześniej nie zamanifestowało swojej obecności? Choroba psychiczna czy zaniedbania rodzicielskie? 

Oskar Wilde napisał: "Każdy z nas nosi w sobie niebo i piekło". Te słowa krążą mi po głowie od paru dni. Kto posiada moc decydowania o zwycięstwie którejkolwiek ze stron? Kto ma wpływ na to, że przeważy dobro, a zło ukryje się na zawsze i nigdy nie wyjdzie na wierzch? 

Jedno jest pewne - chcemy utulić tych poturbowanych psychicznie rodziców i powiedzieć im, że uczynili wszystko, co mogli na daną chwilę uczynić, że człowiek jest wypadkową tego, co go otacza i co siedzi głęboko w środku. Ci sami rodzice wychowają i księdza, i mordercę - i nigdy się nie dowiemy, dlaczego. 

sobota, 8 marca 2025

Na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno!




Dwa lata temu, dokładnie w Dniu Kobiet, ukazała się moja pierwsza powieść "Wszystko będzie dobrze". Spełniło się moje życiowe marzenie, co dowodzi, że nigdy nie jest za późno! Dalej piszę. Czekają dwa (!) projekty następnej powieści - nie mogę się zdecydować, który pociągnąć - oraz seria felietonów, które - ufam, że niedługo - ujrzą światło dzienne. Ze mną jest tak, że bez pisania jak bez powietrza. Często jedno słowo wywołuje w mojej głowie istną lawinę pomysłów i kosmicznych scenariuszy, ale nie zawsze mam możliwość je zapisać, ponieważ - na przykład - jadę autem albo ... pilnuję uczniów na sprawdzianie :) 

Fajnie, że Bóg obdarzył mnie takim talentem, a zgodnie z przypowieścią - talenty trzeba mnożyć! 

czwartek, 20 lutego 2025

Stany podzielone Ameryki/ Łukasz Pawłowski

 MY, NARÓD 


Jeżeli chcecie zrozumieć, jak to w ogóle możliwe, że polityk taki jak Donald Trump zdobył rzesze fanatycznych wyznawców i po razu drugi zasiada na amerykańskim fotelu prezydenckim - koniecznie sięgnijcie po pozycję Łukasza Pawłowskiego. 

Pawłowski, socjolog, psycholog i współtwórca Podkastu Amerykańskiego, przeprowadza niezwykle rzetelną, socjologiczno-historyczną analizę dziejów Ameryki, której celem jest odpowiedź na pytanie: co (lub kto) doprowadziło do polaryzacji społeczeństwa i bezkompromisowych podziałów wśród narodu, który od zawsze stanowił kolebkę wielokulturowości oraz wynosił na sztandary wolnościowe hasła i pochwałę indywidualizmu? 

Pawłowski sięga daleko wstecz, do początków tworzenia się partii politycznych w USA, a także bierze pod lupę wszelakie kontrowersyjne kwestie, m.in. prawo do posiadania broni, aferę z opioidami czy obiektywizm (?) wolnych (?) mediów. Pisze prostym, zrozumiałym językiem, dzięki czemu książkę pochłania się niczym dobrą, dystopijną powieść - z tą małą różnicą, że to wszystko dzieje się naprawdę. 

POLECAM! 

wtorek, 21 stycznia 2025

Sztuka pięknego życia/ reż. John Crowley

KRONIKA (NIE)WYJĄTKOWEJ MIŁOŚCI




To nie jest film dla każdego. To nie jest film dla pasjonatów akcji, szybkiego dialogu i oczywistości podanej nam jak na dłoni. Poszukujący sensacji mogą sobie darować, natomiast tropiciele emocji zostaną zaproszeni do niezwykłego zjawiska, gdzie każda nanosekunda ma znaczenie. Nie ma w tym filmie nic, czego byśmy już nie oglądali, a jednocześnie jest w nim wszystko, co stanowi o esencji życia. 

Oryginalny tytuł - "We live in time" - o wiele dobitniej oddaje przesłanie tej produkcji - albowiem jesteśmy osadzeni w czasie z chwilą pojawienia się na ziemi. I tak jest też ustawiona narracja - widz otrzymuje kilkuletni miszmasz spleciony z najistotniejszych wydarzeń z miłosnej historii Almut i Tobiasa. Tu strzępki wieczornych rozmów, tam wspólne śniadanie. Tu piękne początki miłości, tam rutynowa wizyta na onkologii. Tu poród na stacji benzynowej (majstersztyk), tam golenie głowy przed terapią. Tu śmiech, tam rozpacz. Tu życie, tam śmierć.

Okazuje się, że każdy z zaserwowanych nam momentów był właściwie kamieniem milowym tego związku. Przecież wszystko, co do nas trafia - słowo, dotyk, spojrzenie - zostaje już na zawsze. Czasami schowane, zignorowane, zapomniane, a innym razem pielęgnowane, wypieszczone i utulone. Może rosnąć w siłę i ma potencjał na stworzenie absolutnie wyjątkowej historii miłosnej, która, nie mam co do tego cienia wątpliwości, mogłaby wydarzyć się każdemu z nas.

Przyszykujcie paczkę chusteczek - będą potrzebne! Andrew Garfield przeszedł samego siebie - jego oczy SĄ miłością, o której (prawie) każdy z nas marzy. Amen.     

wtorek, 3 grudnia 2024

Vaiana 2/ reż. David G. Derrick Jr., Jason Hand

 MYŚL NIE TAK JAK ZWYKLE



Jakie to błogosławieństwo, że współczesne pokolenie może wyrastać na takich wojowniczkach Disney'a jak Vaiana! Jestem jej bezkrytyczną fanką, odkąd wypłynęła poza zatokę w części pierwszej. Ba! "Pół kroku stąd" znam na pamięć! Co najistotniejsze, nasza dzielna bohaterka dokonuje wielkich czynów bez pomocy księcia na białym rumaku, ale za to z  ... całkiem sympatycznym, wytatuowanym po szyję kumplem! 

Ja tam nic do książąt nie mam, ale cieszy mnie, że Vaiana wychodzi poza Disneyowskie schematy, które znało moje pokolenie (Kopciuszek, Śpiąca Królewna czy Mała Syrenka). Bogu dzięki, Disney idzie z duchem czasu i podarowuje nam kobietki z krwi i kości, które - nawet gdy los im rzuca kłody pod nogi - nie poddają się i walczą do końca! Musicie przyznać, że Vaiana jest idealnym wzorem dla młodych (i nie tylko) - sprytna, pomysłowa, odważna i honorowa, a jednocześnie niezwykle ciepła i czuła! (jej relacja z siostrzyczką czy babcią sprawia, że chlipać będzie nawet najbardziej zatwardziały widz) 

O ile w części pierwszej stawiano na indywidualizm i hart ducha, o tyle tutaj przesłanie idzie dalej: okazuje się, że warto działać razem, że "w kupie siła", a czasami nawet ... można myśleć NIE TAK JAK ZWYKLE i zgubić się, by odnaleźć drogę. Genialny przekaz na dzisiejsze czasy: miej odwagę myśleć nieszablonowo, daj sobie przestrzeń na błędy, a rozwiązanie w końcu się pojawi! 

Ależ to było cudowne widowisko! Zachwyca wszystko: nie tylko barwa, muzyka i humor, ale również odniesienia do kultury ludów z Polinezji. Nie brakuje naszych ulubionych Disneyowskich szczególików: pełzających po plaży krabików albo powiewających na wietrze włosów. Każde ujęcie zasługuje na miano mini-arcydzieła. 

Oczywiście, spłakałam się jak bóbr. Kiedy pojawiła się Babcia-Płaszczka, kran się samoistnie odkręcił. Cóż zrobić. Vaiana rządzi. 

sobota, 9 listopada 2024

Gdzie śpiewają raki/ Delia Owens

MAGICZNA  PRZYPOWIEŚĆ O PEWNEJ DZIKUSCE Z BAGIEN



Lubuję się w rozmaitych formach literackich: kocham twórczość naszych wielkich poetów (Szymborska, Różewicz, Baczyński, Herbert), uwielbiam romantyzm  Poświatowskiej, czytam reportaże oraz powieści obyczajowe. Fascynują mnie dobre kryminały i rzewnie płaczę przy love stories (ha, ha!). Cenię wartką akcję, a jednocześnie wprost ubóstwiam powieści „przegadane”, w których bohaterowie dywagują o życiu  i – pozornie – „nic się nie dzieje”.
Ale przede wszystkim – doceniam KUNSZT słowa. Raz na kilka lat, natknę się na taką pozycję, której – przyznaję z ręką na sercu – nigdy, przenigdy, w najśmielszych marzeniach, nie udałoby mi się stworzyć. Szczerze - nie potrafiłabym tak misternie połączyć słów, a co dopiero utkać z nich zdania, które sprawią, że czytelnik z miejsca pokocha bagienny krajobraz oraz – nie należąc bynajmniej do grona fanów  ornitologii – zachwyci się bogactwem gatunków ptaków na pobliskich mokradłach. Moi drodzy – w powieści Delii Owens jest, krótko mówiąc, WSZYSTKO.

Nawet jeśli omijaliście opisy przyrody w „Nad Niemnem” (pani Orzeszkowa, przepraszamy!), to daję Wam gwarancję, że u Owens zatopicie się w nich na amen. Przepadniecie na parę dni, w tym „bezkresie nieba i wody”, w gęstych szuwarach, gdzie w ciemności może czaić się niebezpieczeństwo. Pochłonie Was do reszty życie pewnej dzikuski Kyi, zwanej przez lokalną społeczność „Dziewczyną z Bagien”. Jest to bowiem życie niezwykłe, niepodobne do innego: na kompletnym pustkowiu cierpienie codzienności przeplata się z magią chwili, nienawiść bliskich z miłością obcych, dobro ze złem, a życie – ze śmiercią. Powieść nabiera rumieńców, kiedy lokalni chłopcy znajdą niedaleko bagien pewnego młodzieńca, ruszy śledztwo, a jedną z podejrzanych stanie się nasza dzika i wolna Kya.

„Gdzie śpiewają raki” to także apoteoza życiowej mądrości i nauki poprzez doświadczenie, zmysły, „czucie”. Wiedza płynie zewsząd – zarówno z książek, które podaruje ci tajemniczy sąsiad, jak i z otaczającej przyrody, z której prawami – jeśli bacznie zaobserwujesz - zaznajomisz się bez lekcji biologii w szkole. Niech Was jednak nie zmyli będąca przedmiotem plotek samotność bohaterki! W rzeczywistości wszystko, co najważniejsze w jej życiu, dzieje się poprzez (lub z powodu) relacji z drugim człowiekiem. Owens poprowadzi nas z Kyą za rękę, abyśmy odczuli na własnej skórze, co znaczy światło i mrok człowieczego wnętrza. Razem z nią zapytamy: „Ile warto poświęcić, by pokonać samotność”?

Powiedzieć „polecam”, to jakby nic nie powiedzieć. A muszę się Wam zwierzyć – nie będąc entuzjastką wspomnianych wyżej opisów przyrody, zbierałam się do czytania dobrych kilka miesięcy. Tylko po to, by później ochrzcić tę powieść mianem jednej z kilku najważniejszych wśród literackich odkryć.

PS Uprzedzając pytanie - tak, moi drodzy, dowiecie się, „gdzie śpiewają raki”.

wtorek, 29 października 2024

It starts with us/ Colleen Hoover

 NIECH ZACZNIE SIĘ OD NAS SAMYCH



"It starts with us" to kontynuacja słynnej (za sprawą tegorocznej ekranizacji) powieści "It ends with us".
O ile powytrząsałam się nieco nad pierwszą częścią, o tyle z niekłamaną przyjemnością polecę Wam część drugą! Generalnie, gdyby te dwie pozycje stanowiły całość, jestem stuprocentowo przekonana, że obyłoby się bez krytyki Hoover a propos romantyzowania przemocowców i poetyzowania miłości "łobuzów" (co również i ja poczyniłam w swojej recenzji). Historia Lily wybrzmiałaby zupełnie inaczej! (a co za tym idzie - może nieudany PR filmu nie ujrzałby światła dziennego)
Albowiem "It start with us" jest niezwykle realistyczną opowieścią o tym, jak wygląda życie PO ucieczce od sprawcy i o tym, jak - z pomocą dobrych ludzi - można małymi kroczkami odbudować swój mocno pogruchotany świat. To również hołd dla pierwszej miłości i prawdziwa uczta dla czytelników spragnionych dalszych losów Lily i Atlasa. (Będziecie usatysfakcjonowani, gwarantuję!)
Okazuje się, że oba tytuły są nieprzypadkowe i piękną klamrą spinają w całość równolegle rozgrywające się historie Lily i Atlasa. Hoover wynosi na piedestał naszą sprawczość oraz stawia kropkę nad i w sprawie pokoleniowej traumy. Przekaz jest prosty: życie jest nieustającym pasmem wyborów i zawsze warto iść w kierunku dobra i miłości. Tak, jesteśmy składową wylanych przez lata łez i niesionych na podwątlonych barkach ciężarów, ale one nie definiują naszego jestestwa.
Jesteśmy kimś więcej i możemy więcej. A jeśli tuż za rogiem czeka początek lepszego życia? Miejmy oczy szeroko otwarte, by go nie przegapić i odwagę, by przyjąć, utulić i uwierzyć, że na nie zasługujemy.

wtorek, 8 października 2024

Nikt tego nie chce/ twórczyni Erin Foster

NOAH KOCHA ZA MILIONY, czyli o poważanym rabinie i wyzwolonej podcasterce słów kilka 




Dlaczego cały świat (łącznie ze mną) oszalał na punkcie tego serialu? Czy rzeczywiście jest TAK wyjątkowy, a jeśli - co świadczy o jego niepowtarzalności? 

To ja Wam wszystko króciutko podsumuję. 

1. Inteligentny humor, do jakiego tęsknimy, będąc zalewani tandetnymi produkcjami, które obfitują w kicz i nieśmieszne gagi.
2. Genialne postaci drugoplanowe (siostra Joanne - Morgan oraz brat Noah - Sasha). Widzowie dopytują o drugi sezon, licząc, że ta dwójka dostanie więcej "czasu antenowego".
3. Ciepełko i urok aż biją po oczach - możecie się nimi otulić niczym jesiennym kocykiem.
4. Twórczyni serialu oparła historię Noah i Joanne na własnych doświadczeniach - tak, kochani, TO wydarzyło się naprawdę! 
5. Jeden z najlepszych pierwszych pocałunków ever. Nie kłamię. 

Ale przede wszystkim - uwaga, werble! - NARESZCIE dostaliśmy w prezencie apoteozę zdrowych relacji i spokojnego, przynoszącego wytchnienie związku. Oto kobieta, która NIE dąży do naprawy toksycznego partnera. Oto mężczyzna, który NIE jest łobuzem, walczy o wybrankę i akceptuje ją w całości. Oto uczucie, które NIE jest pasmem nieszczęść i sposobem na wypełnienie emocjonalnej pustki. (Słynna kwestia Noah: "I can handle you" żyje już swoim internetowym życiem. Ale to już musicie sami obejrzeć!)

Czy to oznacza początek powrotu do starych, dobrych, wartościowych komedii romantycznych? Mam nadzieję! Chcemy więcej! (Trzeba przyznać, że serial wysoko ustawił poprzeczkę!)

Ach, jest jeszcze absolutnie cudowny Adam Brody. Wisienka na torcie

poniedziałek, 7 października 2024

Wielki Ogarniacz Pracy, czyli jak robić i się nie narobić/ Pan Buk, Pani Bukowa

 WSZYSCY SIEDZIMY PO USZY W TYM SAMYM ... 


Jeśli znacie poprzednie "Ogarniacze" ("Wielki Ogarniacz Życia" oraz "Wielki Ogarniacz Życia we 2"), wiecie, czego się spodziewać: niebanalnych historii, nietuzinkowych bohaterów, absurdu, ironii i humoru. Plus uwielbianych przez wszystkich "Bukowych" ilustracji. 

Ogarniacz jest dla tych, którzy kochają swoją pracę i chcą do niej puścić oczko, a nuż przypomnieć sobie, że nie samą pracą żyje człowiek. Oraz dla tych, którzy marzą o domku na Kostaryce i słodkim nicnierobieniu, a tymczasem dzień w dzień cierpią męki Tantala, bezskutecznie ucząc się asertywności i szukając pocieszenia w życiu POZA pracą. 

Z niniejszej pozycji dowiemy się między innymi, jak nie prosić o podwyżkę, jak się nie bratać z szefem, jak pracować z klientem, tudzież jak nie pracować z dziećmi. Utwierdzimy się w przekonaniu, że kawa to najważniejszy posiłek dnia i poznamy pięć najlepszych wymówek na spóźnianie się do pracy (warto wypróbować, co nam szkodzi!). Możemy również pobrać lekcję pt. jak splajtować lub jak się załamać nerwowo. Co kto woli - do wyboru, do koloru!

Poszczególne rozdziały są przeplatane "cytatami z internetów", a wiemy wszyscy, że inwencja twórcza internautów jest nieograniczona. Morda sama się śmieje, zobaczycie! 

PS Na półce czeka już na mnie "Wielki Ogarniacz Kuchni" - przebieram nogami. Czekajcie na recenzję! 

czwartek, 15 sierpnia 2024

Boże, daj orgazm. Jak być sobą w seksie/ Violetta Nowacka

 KOBIECY POWRÓT DO KORZENI


Już widzę teraz Wasze miny! Ha, to tylko sprytny zabieg autorki - nie jest to bynajmniej książka o pozycjach seksualnych i osiąganiu orgazmu (co i tak nie byłoby oczywiście niczym złym), ale genialnie napisany traktat o stłumionej kobiecości, która po latach próbuje znaleźć ujście i dopomina się o należyte jej prawa. (!)

Autorka, Violetta Nowacka, jest psycholożką i terapeutką, uczennicą samego prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza (aby poznać rozważania profesora na temat kobiet, kliknij tutaj ). Na podstawie wieloletnich doświadczeń rozmów z kobietami, analizuje wpływ nauk Kościoła Katolickiego na funkcjonowanie kobiet w społeczeństwie i ich pozycję w hierarchii społeczno-rodzinnej. Surowo (ale z szacunkiem) punktuje kontrowersje związane z Katechizmem KK i podaje konkretne przykłady krzywdzącej narracji na temat kobiet (scheda po patriarchacie, który w sferach KK niezwykle trudno wykorzenić). Przede wszystkim jednak pokazuje, jak pielęgnowane od (tysięcy) lat schematy, wdrukowywane kobietom przez kolejne pokolenia, odcisnęły piętno na ich psychice i postrzeganiu siebie samych. Autorka podkreśla, że "ciało to portal dla duszy" i powinno być jej sojusznikiem, a nie wrogiem. Tymczasem ... w rozmowach z kobietami bezustannie przewija się temat wstydu, kompleksów, zakazów, nietolerancji, uległości seksualnej, kultu dziewictwa czy też nadmiernej skromności.  

Już na samym początku pani Nowacka zaznacza, że nie ma zamiaru walczyć z wyznawcami religii katolickiej. Czytając książkę, odczułam bardziej chęć rozprawienia się ze szkodliwymi stereotypami na temat kobiecej seksualności, których źródła należy szukać zawsze w dzieciństwie i wychowaniu - a w naszym kraju w przeważającej większości jest to wychowanie w duchu religii katolickiej. 

Pacjentkami autorki są kobiety 25-50+, które pogrzebały swoją kobiecość na skutek niesprawiedliwych osądów albo wpajanych im przez rodziców i księży (lub siostry zakonne) jedynych, słusznych prawd (między innymi: zakaz masturbacji i seksu przedmałżeńskiego, potępianie homoseksualizmu, antykoncepcji i rozwodów). Podczas terapii szukają swoich korzeni i uczą się dostrzegać kobiece piękno, a także dawać sobie przyzwolenie na wyrażanie siebie, również w sferze seksualnej. Aby jednak do tego dotrzeć, trzeba wyleczyć to, co nieuleczone i zaopiekować się swoją kobiecością. 

I o tym jest ta książka. Polecam bezapelacyjnie! 

sobota, 27 lipca 2024

Dlaczego Adele straciła głos? Z pamiętnika nauczyciela śpiewu/ Bartek Caboń

"JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ I ŚPIEWAJ - UMIEJĘTNIE"


To jest i jednocześnie NIE jest książka o śpiewaniu. Fakt, śpiewanie jest tutaj motywem wiodącym (uprzedzę pytania: tak, pojawia się info o Adele)  – w końcu autorem jest nie kto inny, a wokalny guru, trener Bartek Caboń.

Miałam okazję poznać Bartka osobiście (w przelocie), ale obserwuję go od dawien dawna (i jego zespół Wokalektyw, w którym śpiewa moja córka) i powiem Wam, że wszystko, o czym tam czytamy - pasuje do niego jak ulał! Sam sposób pisania jest genialny - gawędziarski i inteligentny zarazem. (Urodzeni w latach 80. ubiegłego wieku docenią wplecione pomiędzy rozważania wersy z kultowych utworów naszej młodości - cudo!) 

To jest książka o życiu. O życiu w śpiewaniu, o życiu poprzez śpiewanie, o śpiewie, który nosimy w głowie i w sercu. 

Uwaga! Nie przeczytacie tej „kobyły” na raz. Trzeba robić przerwy, bo warstwy informacyjno-edukacyjnej jest dużo (i dobrze!). Dla kogoś, kto interesuje się muzyką lub miał do czynienia ze śpiewem (np. dla mnie), jest to kompendium wiedzy pt. jak NIE śpiewać i jak nie być ZŁYM nauczycielem śpiewu. Bartek obala niezliczone mity, czasami punktuje cudze (własne też!) błędy i daje prztyczka w nos niektórym znanym artystom (wszystko w granicach dobrego smaku). Nawiasem mówiąc, historie z tzw. show-biznesu są mocno intrygujące (nie oszukujmy się -  każdy czytelnik usiłuje odszyfrować, kto kryje się pod danymi inicjałami). Plotki, ploteczki – zawsze w cenie.

Podsumujmy.

Czego dowiedziałam się o śpiewaniu:

- każdy głos ma punkt, w którym się osadza,

- czekolada nie skleja strun głosowych,

- tabletki na gardło nie naprawią głosu,

- uczestnicy "Voice'a" też fałszują :)


Czego dowiedziałam się o Bartku:

- żart znaczy przytulas,

- śpiew "wyleczył" go z jąkania,

- ceni Piotrka Cugowskiego,

- pisze wiersz(e)yki. 

Rzecz jasna, dowiedziałam się jeszcze mnóstwa innych rzeczy, ale przecież nie zdradzę takich perełek - sami musicie przeczytać! Warto, zdecydowanie warto. 

PS Być może zdenerwują Was literówki i drukarskie niedociągnięcia - wiem jednak, że Bartek szykuje drugie, "ulepszone" wydanie, więc stay tuned! 

poniedziałek, 15 lipca 2024

It ends with us/ Colleen Hoover

 HISTORIA O TYM, CZYM MIŁOŚĆ NIE JEST


Hm … tym razem nie będzie entuzjastycznych ochów i achów, tylko słodko-gorzka recenzja wraz z subtelnym ostrzeżeniem.

Ale do rzeczy. Wiedziona ciekawością (w sierpniu trafia do kin ekranizacja z uroczą Blake Lively), postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, o co chodzi z fenomenem Colleen Hoover. Powieść czytałam po angielsku, nie znam zatem polskiego przekładu, ale uczciwie przyznaję, że w oryginale styl Hoover ani nie razi, ani nie boli. „It ends with us” czyta się dobrze, szybko, pochłania trochę jak kolejne odcinki serialu o miłości.

Tak, jest to powieść o miłości. Bez wątpienia. Wątek z młodości Lily i Atlasa (bardzo fajnie wprowadzony za pomocą listów bohaterki do Ellen DeGeneres) jest przecudny, można się naprawdę zauroczyć (duży plus)! Mimowolnie sięgniecie wspomnieniami do Waszych pierwszych miłosnych doświadczeń, tych czystych, naiwnych,  jeszcze nieskażonych późniejszymi rozczarowaniami.

Przejdźmy do minusów: związek Lily z Ryle’m (czyli wątek główny). OK, kumam, że autorka chciała opisać schemat ofiary uwikłanej w spiralę przemocy i w PEWNYM stopniu jej się to udaje - także poprzez historię matki Lily i jej przemocowego ojca. Aczkolwiek, kiedy zaczyna się  tłumaczenie patologicznych reakcji Ryle’go i analizowanie jego nieszczęśliwego dzieciństwa, zapala nam się czerwona lampka: STOP! To przeczy wszelakim psychologicznym radom udzielanym ofiarom przestępstw, albowiem żelazna zasada brzmi: NIE ANALIZUJ OPRAWCY. Nie pochylaj się nad jego dzieciństwem. Nie poszukuj przyczyn jego zachowania. Nie używaj słowa „miłość”, tam, gdzie występują agresja i przemoc. Skup się na SOBIE i swoim uzdrowieniu. Dlaczego bohaterka (inteligentna, skądinąd, kobietka) nie zwróciła się po pomoc do terapeuty, dlaczego nie wyposażyła się w wiedzę, dzięki której wszystko stałoby się jasne i klarowne? Dlaczego wydawało jej się, że sama znajdzie wyjście z tak wyniszczającego związku, polegając jedynie na swoim (mocno zakrzywionym) osądzie sytuacji?

Totalnie rozumiem zarzuty wobec Hoover, jakoby romantyzowała sprawcę przemocy. Kiedy czytasz, jak on płacze rzewnymi łzami, jaki jest biedny, poraniony, jak chciałby być dobry, ale nie potrafi itd. – otwiera ci się nóż w kieszeni, albowiem nie o to się rozchodzi w schemacie ofiara-kat! Proces zdrowienia nie polega na litości ani współczuciu wobec sprawcy, ale o zadbaniu o WŁASNY dobrostan. I chociaż częściowo bohaterka dochodzi do konkretnych wniosków (pod koniec powieści), to i tak czuję niesmak na myśl o tym, jak ten obraz „pięknego agresora” może namieszać w głowach młodym czytelniczkom, spragnionym wielkiej, namiętnej i burzliwej miłości. Nie sądzicie, że era fascynacji bad boy’em powinna już odejść do lamusa?  Skupmy się na osobach, które obdarzają nas troską i przy których odnajdujemy poczucie bezpieczeństwa.

Moje ostrzeżenie: jeśli masz jakąkolwiek wiedzę psychologiczną na temat relacji sprawca-ofiara, możesz tę książkę przeczytać. Będziesz wtedy wiedział/a, że łobuz wcale nie kocha najbardziej i w obliczu zagrożenia trzeba brać nogi za pas. Jeżeli zaś ten temat jest Ci obcy, wybierz, proszę, inną książkę – o miłości zdrowej, bezpiecznej i przynoszącej ukojenie.

PS  Drodzy autorzy, nie ubierajcie oprawcy w piękne opakowanie: markowy garnitur, dobrą pensję czy czarujące oczy – nic dobrego z tego nie wynika.


piątek, 12 lipca 2024

W głowie się nie mieści 2/ reż. Kelsey Mann, scen. Meg LeFauve i Dave Holstein

O OSWOJENIU EMOCJI SŁÓW KILKA 



Kochani! Chyba nie ma lepszego filmu o emocjach, o tym, że trzeba je wszystkie przeżyć, przetrawić i zaakceptować! O tym, że każda z nich jest istotna, a wszystkie w komplecie budują nas jako jednostki. O tym, że codziennie chwile z czasem nabierają magii i stają się naszymi ‘core memories’ - najważniejszymi wspomnieniami, które towarzyszą nam już zawsze. O tym, jak przekonania (tworzone w naszej głowie) kreują osobowość, a ta potem rządzi naszym życiem.

Będziecie się śmiać i płakać na przemian! Doczytałam, że za konceptem filmu stoją Meg LeFauve (scenariusz) i Kelsey Mann (reżyseria) – ochrzcić ich mianem geniuszy to nadal mało! Scena z atakiem paniki głównej bohaterki, Riley, należy do najlepszych w historii kina (nie tylko animowanego) – powinien ją obejrzeć każdy nastolatek razem ze swoim rodzicem, każdy nauczyciel, lekarz, ciocia, wujek – wszyscy, którzy na co dzień obcują z dorastającymi dziećmi i nie rozumieją, co się z nimi dzieje.  

Jestem bezkrytycznie zakochana w tej koncepcji (wędrówka emocji po czeluściach mózgu Riley to jest majstersztyk!). Jak dla mnie, w porównaniu z częścią pierwszą, twórcy (po 9 latach od premiery „jedynki”) weszli na level mistrzowski. Bezapelacyjne 10/10!


środa, 3 lipca 2024

Wyluzuj, kobieto!/ Katarzyna Grochola

"CZASEM WYSTĘPUJĄ TEŻ MINUSY UJEMNE"

 

„Życie jest takie niesprawiedliwe. Człowiek, czyli kobieta, rodzi w bólach, potem wychowuje najlepiej, jak potrafi, a potem pojawia się jakaś baba na gotowe i zabiera jak swojego”.

 

Nooo, kochani! Nic lepszego nie mogło nam się na początku wakacji przytrafić! Tym razem Grochola wkracza z przytupem z komedią obyczajową (chwilami wręcz komedią omyłek), która tętni inteligentnym i ciętym jak brzytwa humorem (cud miód!), zalewa nas falą przyjemnego, rodzinnego ciepła i – jakby tego było mało - obdarowuje pokaźną skarbnicą życiowych mądrości.

Ile w tej zwyczajnej, wydawałoby się, opowieści prawdy o relacjach międzyludzkich! O matkach-lwicach, walczących o szczęście swoich synków, o teściowych-zołzach, spędzających swoim synowym sen z powiek, czy też o mężach-jaskiniowcach, zaszywających się w swoich pracowniach, niepomnych na skargi umęczonych żon  … Tylko … (tu czytelnik bije się w piersi!) czy to wszystko wygląda zawsze tak, jak nam się wydaje? Czy teściowa faktycznie pragnie zedrzeć z nas skórę, a przyszła synowa unieszczęśliwić naszego synka na wieki wieków?

Przecież już wiemy, że u Kasi Grocholi nic nie jest zerojedynkowe. NIGDY W ŻYCIU! W każdej jej powieści bohaterowie stopniowo zdejmują z siebie kolejne warstwy i w efekcie końcowym wprawiają nas w niemałe osłupienie. Każdy niesie ze sobą jakąś historię – zdawałoby się, że słyszę Grocholę. Nie osądzaj, nie oceniaj. Wyluzuj.

Ach, i jeszcze na sam deser … Grochola nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała z okazji i nie zafundowała czytelnikom kilku(nastu) politycznych (przepięknie zawoalowanych) prztyczków w nos (a właściwie … nosy rządzących). Ach, jak to się dobrze czyta! Mieszanka idealna.

P.S. Książka została ukończona we wrześniu 2023 r., więc odpowiedź na pytanie, o czyje nosy chodzi, jest raczej oczywista.  


sobota, 22 czerwca 2024

Myśl jaśniej! Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie / Darius Foroux

 CZŁOWIEK JEST TYM, O CZYM PRZEZ CAŁY DZIEŃ MYŚLI – EMERSON

 

„Przede wszystkim chciałbym jednak podkreślić, że tego rodzaju książki pomagają wtedy, kiedy ma się otwarty umysł. Jeśli uważasz, że nie jest to dobry moment, pomogę ci zaoszczędzić godzinę z życia – po prostu pozbądź się jej książki” – tymi słowami powita nas autor "Myśl jaśniej!", Darius Foroux, propagator pragmatyzmu i jasnego myślenia.

Święta prawda – nierzadko tego typu self-help books (poradniki) mocno nas wkurzają i w moim przypadku też tak bywało (bo to raz!). Fundowanie osobom w kryzysie kilku złotych myśli nie wydaje się bynajmniej pomocne ani lecznicze. Ale najwidoczniej TA książka pojawiła się w idealnym momencie w moim życiu – w okresie, gdy wykonałam już sporą część pracy nad sobą i mój umysł gotowy był przyjąć propozycje nowych rozwiązań.

Foroux nie odkrywa Ameryki – przeważającą część porad zapewne słyszeliście niejeden już raz, ale odnoszę wrażenie, że autor ujmuje je w tak konkretny sposób, popierając każdorazowo przykładami czy opiniami ekspertów, że w tym przypadku są one jak najbardziej DO PRZYJĘCIA. Nie irytują, nie emanują banałem ani nie popularyzują nieudolnej psychologii. Mottem poradnika są słowa Wiliama Jamesa: „Jeśli uda ci się zmienić sposób myślenia, zmienisz swoje życie”. Banalne, prawda? Jednak argumenty podrzucane nam przez autora są naprawdę przekonujące, a ton – wbrew nierzadko trudnym tematom – lekki i celny zarazem.

Nie sięgajcie po tę książkę, jeśli jesteście w głębokim kryzysie lub dopiero rozpoczynacie proces zdrowienia – jest wówczas zdecydowanie za wcześnie na tego typu „rewelacje”.  Na 100% będą wydawać się Wam sztuczne i tandetne. Ale jeśli – tak jak u mnie – moment jest dogodny, a umysł otwarty, to naprawdę warto – ziarno zostało zasiane i czuję, że kiełkuje.  

wtorek, 11 czerwca 2024

Nie mylić z miłością/ Katarzyna Nosowska

 KASIA NOSOWSKA PO RAZ TRZECI


"Pewnie, jak większość ludzi, lubicie dowody naukowe, twarde najlepiej. Nie mam niczego takiego, bo dowody przynależą do świata, w którym oczekiwania budują codzienność, a miłość jest transakcją. Mam tylko czucie". 

Wszyscy wiedzieliśmy, że Kasia świetnie śpiewa - dla mojego pokolenia zespół HEY to ikona rocka i niekwestionowany muzyczny diamencik lat 90. O tym, że dobrze pisze, dowiedzieliśmy się z jej literackiego debiutu, czyli "A ja żem jej powiedziała". Potem był niczym mu nie ustępujący "Powrót z Bambuko", a w tym roku dostaliśmy kolejny literacki prezent - "Nie mylić z miłością". 

Tytuł mówi bardzo wiele - wszak jest to książka właśnie o miłości! Nie mamy, co prawda, przeklętych przez los kochanków czy śpiewającego pod balkonem trubadura - w zamian za to Kasia zaprasza nas na swojego rodzaju odkrywczą misję pod wezwaniem: czym jest miłość. 

Krążymy zatem krętymi drogami, mijając kolejne przystanki-wspomnienia lub przystanki-refleksje, a każdy z nich, odpowiednio nazwany (Zakochanie, Obsesja czy Pocałunek) uruchamia coraz to inny obszar w miejscu, w którym jesteśmy sobą bez masek i tajemnic. NIC tu nie jest przypadkowe, ba! TRZEBA NAM raz po raz przystanąć i wraz z Kasią przeczesać teren w poszukiwaniu odpowiedzi. A po tej (dość wyczerpującej, ale jakże przyjemnej) intelektualnej podróży, spotyka nas nagroda: przystanek MIŁOŚĆ. O, niebiosa! Co tu się wydarzyło, co ta nasza Kasia popełniła! Mistrzostwo! Są i łzy, i śmiech, i gęsia skórka. Ten ostatni przystanek jest przecudną kwintesencją naszego ziemskiego bytowania, a może nawet - zaryzykuję! - magiczną receptą na to, gdzie tejże wyśnionej miłości szukać, jak ją rozpoznać i jak już nigdy, przenigdy nie pomylić jej z niczym innym. 

PS Natknęłam się na opinie krytyczne typu: dużo grafiki, mało tekstu. Cóż - jakość to nie zawsze ilość. Akurat u Kasi wszystko jest wyważone, a grafiki są przepiękne i NA TEMAT. 

PPS Czy znacie najnowszy projekt Kasi i jej syna, czyli podcast "Bliskoznaczni"? Gorąco polecam! 


sobota, 11 maja 2024

Następstwa/ reż. Megan Park

 RAZ, DWA, TRZY - GINIESZ TY! 



Wydaje mi się, że „Następstwa” (oryg. Fallout) to film na jednorazową projekcję – ale za to niezwykle ważną. Oto poznajemy uczniów amerykańskiego liceum na kilka minut przed szkolną strzelaniną. Kolejne kadry to już tytułowe „następstwa” traumatycznego przeżycia. Główne bohaterki, Vada i Mia (niepodważalna chemia pomiędzy Jenny Ortegą i Maddie Zegler), prowadzą  nas w podróż do swoich najciemniejszych miejsc, gdzie czają się najbardziej podstępne demony. Paleta emocji jest powalająca. Od paraliżującego strachu poprzez rozpacz i żałobę, aż do aktywnego działania. Na skutek strzelaniny, a co za tym idzie, śmierci rówieśników, dzieci nie tylko toną w smutku, ale również wycofują się z życia szkolnego i rodzinnego. W historii Vady widzimy to doskonale na przykładzie jej młodszej siostry, Amelii (fenomenalna Lumi Pollack). Cierpi cała rodzina, przyjaźnie wiszą na włosku, a rana, mimo upływu czasu, zdaje się nie zabliźniać.

To bardzo istotny film w dyskusji na temat dostępu do broni w Stanach Zjednoczonych. Nadzwyczaj realistyczny, skupiający się wyłącznie na skutkach strzelaniny i tym, co zostaje, gdy opadnie kurz. Daję dodatkowe plusy za ukazanie wartości płynącej z psychoterapii i za świetne aktorstwo młodzieży. Obejrzyjcie – bez względu na to, czy jesteście za czy przeciw tzw. gun policy w USA. Następstwa traumy są przecież jednakie niezależnie od naszych poglądów.  

piątek, 3 maja 2024

Już nikt mnie nie skrzywdzi/ Marcel Moss

KIEDY DOM JEST POLEM BITWY


 "Chcę być wolny od tej toksyny, która każdego dnia przenika mi do krwioobiegu, wypala żyły i tętnice, odbiera szczęście i poczucie bezpieczeństwa". 

Na przestrzeni lat wiele się zmieniło w temacie postrzegania przemocy domowej - teraz już prawie wszyscy zdają sobie sprawę, że trzeba o niej mówić głośno i bez wstydu. Trzeba bezwzględnie karać sprawców oraz nigdy, przenigdy nie obwiniać tych, którzy przemocy doświadczyli. Sprawa jest jasna i nie podlega dyskusji: kat - ofiara; nie ma czegoś "pośrodku". Kiedy Marcel Moss pisze o przemocy, również nie ma niczego "pośrodku". Jest surowo, okrutnie i naturalistycznie. To świat pełen mroku, w którym próżno szukać światła nadziei. Należy się zatem ostrzeżenie: treści są drastyczne i nie każdy będzie w stanie przez nie przebrnąć.  

Maks, nastolatek podejrzany o morderstwo swoich rodziców i brata, decyduje się odsłonić kurtynę pozorów i ujawnić rodzinne tajemnice. Zabiera nas do życia przepełnionego codzienną beznadzieją, zapoznaje z hodowaną od kilku lat traumą i prowadzi do społeczności szkolnej, w której tamtejsi kaci - mimo że mają naście lat - nie znają współczucia ani litości. Zaczynasz się zastanawiać, gdzie istnieje granica pomiędzy obroną a zemstą, pomiędzy empatią a poczuciem sprawiedliwości, pomiędzy zrozumieniem a odruchowym samosądem. Czasami budzą się w tobie pierwotne instynkty, w których nie ma miejsca na psychologiczną głębię. A innym razem rozkładasz na kawałki: czy ktoś może być rzeczywiście tak do szpiku kości nasiąknięty złem i mrokiem, czy istnieje jakieś dla niego usprawiedliwienie i czy "ten zły" zawsze zasługuje na śmierć? Kiedy wreszcie poznajesz prawdę, chcesz od nowa wszystko zrozumieć; jednak jesteś świadomy, że nic nie jest jednoznaczne i dopóki nie włożysz cudzych butów, powinieneś wstrzymać się z bezkompromisowym osądem. Zatem pozostaje ci jedynie pomodlić się o świat bez zła, rządzony siłą miłości, a nie miłością do siły.

Moss przytacza niechlubne statystyki: śmierć członków rodziny, samobójstwa dzieciaków, zabójstwa w samoobronie. Doskonale wiemy, że są wokół nas domy, które są polem bitwy. Gra pozorów została tam opanowana do perfekcji i tylko wnikliwi obserwatorzy są w stanie ją zauważyć. Jeśli jesteś jednym z nich - reaguj, edukuj, pomóż. Przemoc karmi się milczeniem.